Android dzisiaj.

Sep 24, 2026 Last reply: 1 day ago 258 Replies

Pan J.F napisał:

A nawet (podobno) fałszywą kopię z oryginału. Tylko co to ma do rzeczy?

No nie może, księgowy nie powinien się na to godzić.

Ale to było wtedy, kiedy w ustawie stało (nie wiadomo po co), że faktura ma być drukowana w siedzibie czy też miejscu działalności sprzedawcy. To się skończyło właśnie w tym 2013 czy 2014 roku.

Nadruk na formularzu, napis bez kalki, pieczątka .. No ale faktury vat to już raczej z komputera. Odróżnisz "oryginał" z igłówki, od kopii z kalki?

Przepisy vatowskie były nowe.

Pieczątka akurat najmniej kosztuje. Ale ręczne pieczątkowanie już sporo.

No i przyśpieszało też robotę jednak.

J.

Pan J.F napisał:

Drukowane formularze nigdy nie były obowiązkiem, zawsz można było wszystko ręcznie (lub na maszynie). Od razu widać co jest kopią. W przypadku igłówki i papieru samokopiującego też.

Idea faktury stara. Nowy podatek na nią nie wpływał znacząco.

Przede wszystkim nie da się pieczętować zdalnie przez internet.

W czym przyśpieszało? Dodatkowe pieczętowanie opóźniało raczej.

Ale w przypadku VAT trzeba było najpierw przeprowadzić obliczenia. I sprzedaż komputerow wzrosła.

A w przypadku igłówki i dwóch kartek zwykłego papieru i kalki?

Ale przepisy powstały od nowa.

No i u nas rzeczywistość była dość nowa, bo przybyło dużo małych firm, a nie tylko państwowe.

To też. Ale jak internauta dokument zamówi, to można wydrukować w automatycznej "drukarni", albo pieczątkować i kopertować ręcznie.

mialeś czytelne imię i nazwisko, nazwę, nip czy regon ..

J.

Pan J.F napisał:

W każdym przypadku coś trzeba liczyć, taki to już żywot kupców.

Nikt nie drukował w ten sposób.

Przed wojną też były małe firmy. Po prostu powrót do normalności.

Internauta nie zamawia, internauta ma mieć już.

Taka była pierwotnie idea pieczątki. Potem przyszły komputery, można było wszystko drukować wedle potrzeb. Jednak miłość do pieczątki przetrwała dłużej.

Przy VAT liczenia przybyło. No i co sprzedajesz i ilu klientów obsługujesz ...

Bo był papier samokopiujący. Idelny do faktur.

To było dawno temu, inne przepisy podatkowe były :-)

Normalnie, to mu bardzo rzadko taki dokument z mocą dokumentu potrzebny. Raz na rok?

J.

Pan J.F napisał:

Nie wiem czy przybyło. Powinno ubyć, bo to prostszy podatek.

Dlatego od samego początku podaję ten przykład.

Ale jak faktury wystawiano przed wojną, tak i teraz się wystawia. Szczegółowe przepisy na technikę drukarską wpływ mają znikomy.

Na przykład sądy chcą potwierdzenia przelewu opłaty. Zależy więc, jak kto często się pieniaczy.

W zależnosci od wzorca faktury - ale jak masz przemnożyc pozycje przez

0.23, podsumować netto i vat,

Pisząc o kalce :-)

A nie pamietam, czy wtedy był taki z nadrukiem oryginał/kopia

formatting link

Obliczen przy VAT dużo więcej, a komputery właśnie relatywnie potaniały ... i się nie mylą z obliczeniami.

A faktur ... zalezy ile. Jak jedna dziennie i klient nie czeka niecierpliwie, to można wypisywać starannie ręcznie.

J.

Pan J.F napisał:

Mogło nie być, bo wtedy każdy z łatwościę odróżniał, co oryginał, co kopia.

Doprawdy trudno jest porównać. Dzisiaj towar ma cenę netto i brutto, sumuje się kolumny. Czasem mnoży przez liczbę całkowitą bądź ułamkową opisującą ilość. Kiedyś w magazynie cena mogła być podana za funt, a klient kupował na łuty. Sporo było takich niespodzianek, o których dziś nawet nie pomyślimy. Co by jednak nie mówić, dawniej ludzie się starali o wygląd dokumentów:

formatting link

Ale przepisy nie odróżniały. Miał być napis "kopia", a nie jakies np "COPY".

"cynamonu za 2 kopiejki" ..

Patrze na ten drugi z 36 z Bielska ... pieczątka jest :-)

Rachunek z Bielska do Bielska ... a po niemiecku. Tzn nazwy po niemiecku, bo formularz po polsku. Ciekawe, ile trwało wypisanie ... 77 zl to dośc sporo było, ale ilości jakieś detaliczne ...

Czwarty, z Kruszwicy - wszystko wydrukowane. Stały asortyment, tylko wpisać ilość i sumę. A pieczątki trzy :-)

J.

MZ to może nie wystarczyć. Admin nie musi wchodzić w niuanse na czym taki problem polega a tym bardziej robić szkolenia dla józerów.

Jesliby zapytać przeciętnego użytkownika, czy to w pracy czy w domu, jak rozumie typową (to "normal") jakość to pewnie powie, ze moga być pewne niedoskonałości ale ogólnie wszystko jest akceptowalne. Dopytany powie, że coś tam będize bledsze, a coś o większym kontraście może zniknąć. A dopytany dodatkowo czy to może też znaczyc, że poprawnie odwzorowana szóstka może być na oryginale ósemką, prawie na pewno odpowie, że "nie".

Było było, ale nie wiem czy skanowano ze względu na objetość dokumentu.

Chyba tak.

W SG też obowiązkowa, a może raczej zwyczajowa. Przykłada się jej jakąś magiczną moc, troche pewnie przez inercję biznesową, trochę być może poprzez naiwną wiarę, że jak komuś się chciało wyrobić pieczatkę to ma pewnie powiązanie z firma. Ale przy zamówieniu pieczatki weryfikacji nie ma żadnej, a są np. jak się wykupuje firmową domenę.

No ale jakby miał takie właściwości przy, jak to xerox okreslił "normal quality" to nikt przy mniej lub bardziej zdrowych zmysłach, nie chciałby tego używac.

Są olbrzymie problemy przy nieco bardziej rozbudowanych dokumentach (kilkanaście-kilkadziesiąt stron z grafiką, tabelami, etc etc.). Tzn., mniej tu mam na myśli Excela, ale Word to jest często katastrofa. Niestety, LO Writer też nie jest tu jakiś mocno lepszy, ale nikt go ludziom nie wciska za kasę. A przenaszalność też prawdę mówiąc taka sobie, ale i tak duzo lepiej niż parę lat temu. Doceniam.

Pan Marcin Debowski napisał:

Tylko czy my mówimy o faktach, a nie czymś przetworzonym przez kolejne kompresje stratne, które zawsze towarzyszą rozchodzeniu się wieści przez internet (kiedyś nazywało się to zabawą w głuchy telefon)?

Zakładam, że "normal quality" ustawione przez wduszenie największego przycisku w interfejsie obejmuje również "normal resolution". Można się spierać, czy podążanie przez Xeroxa za najnowszymi osiągięciami algorytmiki jest bezwzględnie dobre (można się też nie spierać, bo ja tak nie uważam, choć postawę rozumiem). Ale prz njwiększej technicznie możliwej rozdzielczości tego urządzenia (600 dpi) nie istnieje ryzyko, że zamiast obrazu małej planety na tle gwiazd zobaczymy majteczki w kropeczki.

Pan Marcin Debowski napisał:

Nie są-że to problemy wynikające w 99 procentach z niezgodności fontów? Word i Writer pozwalają na wybór dowolnego fontu obecnego w systemie. Jeśli otwieramy dokument na innym komputerze, gdzie tego fontu nie ma, to jakże ma się nie rozjechać? Takie jest domyślne zachowanie tych programów, bo można też kazać im dołączyć fonty do dokumentu (jak w PDF). Jednak mało kto tak robi. Ja sobie doinstalowałem fonty dostępne w typowym komputerze z Windows i jakichś strasznych rozjazdów nie widzę. Jak mam komuś przekazać tekst, to też staram się, by nie był on złożony (chyba domyślnym dla LibreOffice w moim wydaniu) fontem Ubuntu. Po co ma na mnie kląć?

Pan J.F napisał:

To prawda. Stąd przy drukowaniu przez kalkę skreślanie jednego z obowązkowych napisów (skreślanie idzie szybciej niż przystawianie pieczątki, więc chyba częściej się zdarzało). Obowiązek literalnego oznaczania kopii i oryginału skończył się w 2011 roku. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, po co on był i czemu służył.

Bo to w Bielsku. W Bielsku najczęściej używało się języka niemieckiego, co nie miało związku z poczuciem przynależności państwowej, a nawet narodowej u użytkowników tego języka. Formularz był po polsku, choćby przez szacunek, bo to jednak Rzplita i Jej język urzędowy. Ponadto po farbę mógł przyjechać ktoś z Białej. W Białej mówiono po polsku, ale też po czesku. Biała należała do Małopolski, a Bielsko do Śląska. Zupełnie co innego.

Tutaj zarówno płatność jak i wydanie towaru mogło odbywać się przelewem.

Jarek

A po te "Rachunki uproszczone" ?

Wystawiała firma z Warszawy i Krakowa. Choć miejsce wystawienia - Bielsko. Hm, to chyba wydrukowane, a nie maszyną napisane.

Bielitzer Theatergeselschaft.

Ale ... Bielitzer to bielski czy .. bialski? Znaczy się z Bielska czy Białej ? :-)

Konto PKO podane. No i "płatne zaraz po odbiorze".

No i wychodzi na to, że Kruszwica w 1930 miała już telefony.

J.

Pan J.F napisał:

Jest w tym jakaś myśl, nie powiem, nawet całkiem logiczna. Żeby móc wprowadzić coś uproszczonego, trzeba najpierw zrobić skomplikowane. A z uproszczeń każdy się cieszy, więc warto.

Bielski od Bielska. Miasto Bielsko-Biała istnieje dopiero od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Wcześniej pomiędzy jednym a drugim bywała granica państwowa. Ale to jest nieco inny przypadek niż Zgorzelec/Görlitz, Cieszyn/Těšín, Gorica/Gorizia czy Radkesburg/Radgona.

Jarek

Tak z ciekawości: która wersja SAP?

Pytam, bo ludzie od SAM są bardzo ciężcy w obsłudze. Przykładowo: jakiś czas temu drukarki fiskalne przypinali na stałe pod COM1. Jak im powiedziałem, że w komputerach już nie ma fizycznych COM i jechało się na przejściówkach USB/COM, a później drukarki fiskalne już miały USB, który był widoczny w Windows jako COM, to mieli duży problem z przyswojeniem tego. A u klientów zaczynały się enumeracje COM: gdy po jakiejś-tam następnej "genialnej" aktualizacji windowsów nagle z COM1 robił się np. COM3, to oczywiście fiskalka już nie była widoczna. Jakiś miesiąc ludziom z SAP zajęło "wymyślenie" tego, że może być COM wyższy niż 1.

Trochę ponad 20 lat temu też mieli problem z czymś równie prostym - musiałem im wysłać skrypt, żeby go wprost wpięli gdzieś tam w swój program.

Natomiast jeśli chodzi o błędy w OCR: w znanych mi innych oprogramowaniach (np. Comarch Optima, Comarch XL, Enova) to błędy bywają na poziomie ułamków promili. Przed KSeF, jak się pojawił jakiś nowy wzorzec wydruku z fikuśną fakturą, którą OCR nie umiał interpretować, to wystarczyło ekipie od OCR wysłać ze dwie próbki faktur i niebawem OCR już umiał taką fakturę.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required