Pan J.F napisał:
Na wodorze też się fajnie jeździ. W Warszawie podobno jest nawet jedna stacja, co ten wodór ma. I samochód też jest, co to przyjmuje. Widuję go mniej więcej raz w tygodniu, zawsze na tej samej ulicy. Ale jeździ, nie stoi, więc wszystko w porządku.
Dwa lata temu wczesną jesienią pojechaliśmy nad Adriatyk. W konkretne dobrze znane miejsce, co to warto zobaczyć, jak po pandemicznej przewie się ma. Miało być bez pośpiechu, powoli. Na miejscu siedzieliśmy dwie godziny. Cała podróż w obie strony trwała ponad dwa tygodnie. Ale nie zwiedzaliśmy po drodze stacji benzynowych ani ładowarek.
Jak cenę zredukują też czterokrotnie, to się zastanowię. Zresztą nie trzeba zmiejszać zasięgu, by dało się zrobić samochód za normalne pieniądze. Wczoraj czytałem, że Chińczyk wycenił swoje auto na równo
10 tysięcy dolarów. W Aneryce wzburz, w Europie podobnie. Że jak to, tak nie wolno, to dumping ruja i porubstwo. Przypomniały mi się lata siedemdziesiąte, polski Melex i proces antydumpingowy przed amerykańskim sądem. Zresztą na tym wygranym procesie mój znajowy zbudował swoją karierę prawniczą. W sumie wyszło, że Amerykanie nie potrafią (albo im się nie chce za takie pieniądze) zbudować elektrycznego wózka golfowego. A nie że sprzedawany poniżej kosztów produkcji w celu wykończenia konkurencji (której zresztą nie było).Na podstawie przebiegu, średniego zużycia i ceny za litr oszacowałem wydatki na benzynę w ciągu ostatniego roku. Prawie dwa razy więcej niż wartość samochodu według ubezpieczyciela.