Źle widzisz. Jest za 200 tys, a czasem nawet mniej.
Czyli z dopłatą koło 170 tys, już z podatkiem.
W tej cenie nic lepszego raczej nie kupisz w tej klasie, mocy i wyposażeniu, niezależnie od rodzaju napędu.
Didn't find your answer? Ask the community — no account required.
M
Marcin Debowski
Nie rozmawiamy o Polsce.
C
Cavallino
A o czym?
Zresztą - ceny Tesli na całym świecie są mocno zbliżone, więc szanse że w jakimś cywilizowanym kraju jest drożej o 50%, są, ale niewielkie.
J
Jarosław Sokołowski
Pan Marcin Debowski napisał:
Tu nie ma znamion oszustwa (widziały gały co brały), stąd brak pozwów.
A starego po prostu wyrzuca. Z samochodami tak się nie da. Spojrzenie na rynek wtórny może dać ciekawe informacje. Pierwsze wyskoczyły mi oferty samochodów młodych (niedziwnie), jakieś 2-3 lata. Z bardzo małym przebiegiem, poniżej 10 kkm rocznie. Niedrogo (w stosunku do ceny nowego). Najwyraźniej właściciele kupili to jako zabawkę, któryś kolejny samochód. Znudziła się, więc sprzedają. Czy kupią kolejny najnowszy model, czy sobie odpuszczą -- to nieistotne. Z Usenetu znam odmienny model eksploatacji -- jeżdżę ile wlezie, żeby się tylko nie zmarnował darmowy prąd z instalacji FV szczelnie wypełniającej cały dach (bo po co słońce ma na darmo świecić w dachówki). To nie jest coś dominującego.
Ekonomia na pierwszym miejscu. Starano się to przedstawić tak, że samochód na prąd jest konstrukcją prostą, więc tanią. Zasięg (pewnie
100-150 km, szczegółów nie pamiętam) nie przeszkadza, bo to nie jest rodzinny samochód na długie wakacje. To były zupełnie normalne samochody, nie jakieś skutery z daszkiem. Nie wiem tylko jak z grzaniem. Jasne, że bym dzisiaj taki kupił. Gdyby był. Nawet lekki chłodek zimą bym zniósł.
193 lub 209 kg, w zależności od wersji akumulatora.
formatting link
Najwyraźniej zmienili podejście (tylko krowa nie zmienia poglądów). Moja wiedza pochodzi z lat '90 -- wtedy był proazjatycki protekcjonizm.
Z tymi "istotnymi funkcjami" różnie bywa. Dla mnie zawsze istotny był dostęp do komputera, w latach '90 zachwyciłem się Toshibą Libretto. Miałem to. To taki pełnosprawny pecet mieszczący się w kieszeni, dość wygodny w użyciu. Za to droższy od zwykłego laptopa -- co wydawało mi się zrozumiałe. Nie było łatwo kupić, w końcu zniknął z rynku. Zapewne z powodu wysokiej ceny, tak sobie to tłumaczyłem. Potem pojawiły się netbooki -- równie fajne, w dodatku tańsze niż cokolwiek. Myślałem, że zostaną. Guzik, ludzie tego nie potrzebują. Tablety, nie mówiąc o smartfonach, się przyjęły -- ludzie chcą biernie smyrać, klawiatura im na nic.
Czy samochód elektryczny ma jakieś "istotne funkcje" nieobecne w spalinowym? Ja nie widzę. Ale może inni tak. Zobaczymy.
Jarek
P
Piotr Gałka
W dniu 2024-05-12 o 11:57, io pisze:
Co do samej energii masz rację: zero, zero, nic. Ale produkcja i recykling komórek też obciąża środowisko. Jeśli przyjmiemy, że żywotność akumulatora nie liczy się w latach a w cyklach (w co mniej więcej wierzę) to oszczędność energii w tym przypadku przekłada się na wydłużenie eksploatacji urządzeń.
W przypadku moich synów głównym czynnikiem zużywania się komórek nie jest akumulator tylko złącze USB-C. Które rzadko wytrzymuje dłużej jak rok. Gdyby używali komórki jak ja i potrzebę ładowania mieli 7 razy rzadziej to też można podejrzewać, że i gniazdko by dłużej wytrzymywało.
Dla mnie ustanowienie do ładowania standardu gniazdka w którym na dystansie chyba z 5mm są 24 styki jest przykładem spisku producentów.
Dla mnie to nie jest pilot bo nic na nim nie muszę naciskać. A czy jest tam dodatkowy alarm, czy tylko jakiś zaawansowany immobilizer to nie wiem. On ma tylko jeden przycisk i on służy tylko do tego, że w tej sztuce (dali 2) której nie chcę używać mogę przed wrzuceniem do szuflady wyłączyć aktywność oszczędzając baterię.
Nie. Z żadnym z kryptologów nie umiałbym poważnie dyskutować - za cienki z tego typu matematyki jestem. Zaufałem autorom książki: Ferguson, Schneier "Kryptografia w Praktyce". Co wiem o autorach:
- zajmowali się zawodowo audytami systemów bankowych,
- zaproponowany przez nich algorytm był jednym z finalistów konkursu AES (oni twierdzą, że co do bezpieczeństwa był trochę lepszy od AES, ale 3 razy wolniejszy, a szybkość przy szyfrowaniu strumieniowym jest ważna). W tej książce (oryginalne wydanie 2003) napisali np:
Że tylko na podstawie tej jednej informacji, że algorytmy Mifare Clasic są tajne oni przewidują, że zostanie złamane (argument: historia kryptografii cywilnej nie zna przypadku dobrego, tajnego algorytmu). Informacje o pierwszych sukcesach w łamaniu Mifare Clasic pojawiły się kilka lat później.
Najbardziej popularne są 4 tryby szyfrowania bo one zostały opublikowane razem z publikacją DESa. Ale oni uważają, że lepszym jest, mało popularny, tryb CTR. Więc my przyjęliśmy stosowanie wyłącznie trybu CTR. CTR ma też tę zaletę, że potrzebne jest tylko liczenie AES do przodu. Liczenie do tyłu AES jest bardziej złożone i nie da się zrobić tym samym kawałkiem kodu jak to było w przypadku DES. To może mieć znaczenie, gdy się to robi na procesorach 8-bitowych z małą ilością pamięci programu i bez sprzętowego AES (jak wprowadzaliśmy szyfrowanie w naszym systemie to jeszcze w czytnikach mieliśmy takie procesory). Z 10 lat później widziałem informację, że NIST w nowej wersji SSL wprowadza CTR zamiast jakiegoś innego (zapewne jednego z tych 4, na SSL się nie znam) bo ten dotychczas stosowany ma pewne potencjalne słabości, których nie ma CTR. W OSDP wgryzał się brat, więc głowy nie dam, ale prawie na pewno tam jest jeden z tych 4 starych trybów.
Oni widzą pewną słabość w ukrywaniu ostatniego bloku podlegającego mieszaniu w algorytmach SHA. Dlatego proponują stosować SHAd=SHA(SHA(..)). Dlatego my w większości przypadków stosujemy SHAd. Czyste SHA stosujemy tylko wtedy, kiedy potrafimy uzasadnić brak konieczności zastosowania SHAd.
Wiem, że na pierwszy rzut oka wydaje się, że jak napisałem, że przesyłam
1 bajt a oni 16 bajtów to przesyłanie 1 bajtu musi być kryptologicznie słabsze.
Ale wyobraź sobie, że masz przesłać 1 bit. W tym celu w sposób 'nie do złamania' wytwarzasz ciąg bitów składający się w tym przypadku z 1 bitu i robisz XOR tego twojego przesyłanego bitu z tym ciągiem (tak działa CTR). Jakie szanse ma ktoś, kto przejmie tę twoją transmisję, na trafienie w prawdziwą wartość przesyłanego przez ciebie bitu. A jeśli również w sposób 'nie do złamania' zaszyfrujesz ten bit tak, że przesłać musisz 16 bajtów to czy w ten sposób obniżysz jego szanse na trafienie w to jaka była wartość tego bitu, czy nie.
Tu nie zrozumiałem co miałeś na myśli. P.G.
M
Marek
Och mam taki do dzisiaj. Ale z tym mieszczeniem się do kieszeni to kolega przesadził, aż takie małe to nie było. Pamiętam pierwszy raz Libretto zobaczyłem na jakieś witrynie w sklepie komputerowym w Nowym Jorku, jakoś pod koniec lat 90. Urzekł mnie od razu ale miał chorą cenę, $3000 czy nawet więcej. Po kilku latach udało mi się go zdobyć już w PL z drugiej ręki. Najpiękniejsze wydarzyło się po zakupie. W ofercie była to wersja z
32MB RAM. Po zakupie i otworzeniu klapy na dodatkowy slot pamięci okazało się, że jest już tam dodatkowe 32MB tylko wysunięte ze slotu przez co niewidoczne. Po prawidłowym wsunięciu było już widoczne 64 MB. Libretto miało też ciekawy patent na sprzętową hibernację "suspend to disk", działało to bez wsparcia hibernacji w jądrze Linuxa. BIOS Libretto zwracał zawsze mniej dysku niż był w rzeczywistości - pomniejszony o dostępny RAM i ten obszar na końcu dysku był wykorzystywany do dump pamięci i wstrzymania. Działało to bez zarzutu. Nie spotkałem się taką funkcją w innych laptopach.
A jak kolega podobało się Libretto to pewnie Psion 5MX również?
J
Jarosław Sokołowski
Pan Marek napisał:
Było w sam raz. Do kieszeni spodni albo koszuli to nie, ale kurtki lub płaszcza jak najbardziej.
Ten już dla mnie za mały. Za to wcześniej miałem Olivetti Quaderno. Jak sama nazwa wskazuje, wielkości zeszytu, czyli ta sama klasa, co Libretto albo netbooki.
M
Marcin Debowski
Oszustwa, raczj nie, ale wprowadzenia w błąd konsumenta, to co innego.
No czyli jak z ajfonem, tylko tu odzyskali mniej.
Nie lepiej zutylizować elektrolizą solanki, gdzie otrzymujemy podchloryn sodu (zgaduje, że posiadłość ma tez basen), a ewentualnie wydzielony wodór mozna spalić w silniku napędzającym wentylator chłodzący wspomniane panele?
Chyba się zgubiłem. Przeciez jest kupa elektryków gabarytowo klasy ccompact?
Maxi-scooter. Waga w normie. Pewnie łatwiej zrobić wsteczny w elektryku.
Tym razem sprawdziłem i troche tego widzę jest:
formatting link
Przyjmując, że nowy, robi się tego z 80%. Jak używany to jeszcze gorzej.
Fajny brzdąc. W podobnym gabarytowo segmencie to sam zaczynałem od Asusa EeePC, ale to już końcówka pierwszej dekady obecnego milenium.
Większość nie uzywa faktycznie klawiatury bo to już kolejne pokolenie klikaczy. Gdyby nie memy to pewnie z 95% nie wiedziałaby co to crt-c.
Istotnych też nie widzę. Ale ja wczesniej w kontekscie ogólnym Np. nową komórkę kupiłem m.in. dlatego, że miała nfc i moge sobie sam doładowywać karty.
I
io
W dniu 13.05.2024 o 15:38, Piotr Gałka pisze:
No ale nie ma powodu tak przyjmować ponieważ wiadomo, że współczesne akumulatory zużyją się nawet nieużywane. A w ogóle to kwestia starzenia moralnego, że po jakimś czasie potrzeba nowego sprzętu bo na starym nic już nie działa. Nic nie wynika z tego, że mamy relatywnie sprawny akumulator w urządzeniu.
Za tanie smartfony kupujesz. Poza tym możesz kupić smartfon z ładowaniem indukcyjnym, też zwykle drogi. No i najpraktyczniejsze, taki adapter do kabla magnetycznego, który ciągle jest wciśnięty a kabel przylepia się do niego.
Ale to nie jest do ładowania tylko. USB-C ma umiarkowane gabaryty. Złącze o podwójnej szerokości już może byłoby odbierane negatywnie. Poza tym, jak wyżej. Mogę tylko polecić kable magnetyczne z płaską końcówką do ładowania i transmisji, okrągłe są tylko do ładowania. Jeszcze mi się żadne gniazdko nie zepsuło.
No więc jak tam nie masz otwierania samochodu to pewnie wystarczy transponder. Jak dla mnie rozważania na temat zasilania bateryjnego kluczyka są w ogóle wątpliwe bo wystarczy komórki zamiast kluczyka używać. Jakoś to idzie w tę stronę. Może poza tym, że zwykła komórka nie zapewnia UWB.
No właśnie to się narzuca, ale nie jest oczywiste, że jest taki problem. To może ocenić tylko ktoś, kto zajmuje się dokładnie tymi zagadnieniami.
Nie zagłębiam się, ale mi się wydaje, że być może istnieją jakieś powody nadmiaru np kryptograficzne.
Nie ogarniam wszystkich kwestii jakie poruszasz bo nie prowadzę twojego biznesu. Pobieżnie analizuję.
J
Jarosław Sokołowski
Pan Marcin Debowski napisał:
Jak ajfona wyrzuci, to nic nie odzyska. Z samochodem też tak, że się przede wszystkm chce pozbyć, stąd niska cena. Ja żadnego samochodu nie sprzedałem, wszystkie oddałem, gdy były jeszcze coś warte (poza jednym, który ktoś sobie sam wziął). Ostatni trafił do kolegi, który ma 700-metrowy dom, na biednego nie wygląda, ale stwierdził, że moim citroenem dobrze będzie mu się jeździło do pociągu na P+R. Sytuacja inna, ale dobrze rozumiem tych, co nie mają głowy do sprzedawania tego, czego już nie potrzebują.
Pierwsze zdanie powyższego cytatu pozwoli odnaleźć się w rzeczywistości. Wszystkie sprzedawane obecnie samochody elektryczne chcą udawać, że są pełnowartościowymi pojazdami. A nie są przecież. Za to ceny mają nawet wyższe od samochodów do jeżdżenia. Ja nie odczuwam potrzeby posiadania więcej niż jednego samochodu. Ten co go mam, jest trochę za duży do jeżdżenia do pracy, w sam raz na zakupy, a na wakacje mógłby być nieco większy. Gdybym miał mieć kolejny, to najchętniej elektryczny. Tylko nie taki niepełnowartościowy, co to można dostać w różnych rozmiarach, ale zawsze za zbyt duże pieniądze. Coś małego, z niewielkim zasięgiem, więc względnie lekkiego, za adekwatną cenę. Ta musi być niżasza od spalinowego.
Gdyby nowy model samochodu elektrycznego dało się szybko doładować przez nfc, to faktycznie zakup byłoby warto rozważyć.
J
J.F
No, parametry im się poprawiają, i się zblizają. Oczywiscie te lepsze.
Kiedys rekompensował tanszy prąd.
Żona, opłaty parkingowe, wydzielone pasy, strefa czystego powietrza, czy wreszcie samodzielne poczucie, że się nie smrodzi ... i wrażenie potrzeby się może pojawić :-)
I takie być może też będą ... tylko to trzeba gdzies parkować.
"nfc" jest, ale raczej powolne.
J
I
io
W dniu 14.05.2024 o 15:46, Jarosław Sokołowski pisze:
...
Ludzie przyzwyczaili się do jeżdżenia smrodami i tak sobie pieprzą. A prawda jest taka, że 17-konne Twizy w zupełności wystarcza do poruszania się po okolicy.
J
J.F
No ale jego jest w sam raz na zakupy, to Twizy będzie dużo za małe :-)
J.
P
Piotr Gałka
W dniu 2024-05-14 o 14:11, io pisze:
Nie wspomniałem, że wyświetlacz jest popękany (mimo nalepionej szybki za prawie 100zł) jeszcze szybciej niż gniazdko wysiada. Popękany jeszcze nie dyskwalifikuje. Ale jak za żadne chiny nie da się ładować...
Pierwsze słyszę.
Chodziło mi o to, że ładowanie zostało przypisane do tego gniazdka zamiast być na jakimś 2 pinowym trudnozniszczalnym złączu.
Przecież nie rozmawiamy o kluczyku tylko o immobilizerze (może z alarmem).
Nie ma w tym przypadku powodów nadmiaru. Atak na szyfrowanie w ogóle rozważa się tak, że atakujący zna dokładnie zastosowane algorytmy (bo mają prawie z definicji być jawne), ma zarówno tekst jawny jak i kryptogram jak i zna też wszystkie informacje jawne (np stosowany wektor inicjujący, czy licznik w trybie CTR). Jedyne czego nie zna i czego szuka to zastosowany klucz.
Jeśli zna ten jeden bit, który wysyłaliśmy i wie, czy wysyłając go zanegowaliśmy, czy nie to wie znacznie mniej niż jak znając algorytm wie jak uzupełniliśmy ten jeden bit do pełnego bloku i zna cały blok po zaszyfrowaniu. Ale to nie ma dużo do rzeczy. Bezpieczeństwo sprowadza się do zaufania w to, że AES128 jest jeszcze bezpieczny. P.G.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Parametr pod nazwą "zasięg" utknął w jakimś absurdalnym punkcie. Ile by nie poprawili, jest mniej, niż "nieograniczony", jak w przypadku samochodów spalinowych. Wbrew temu, co niektórzy pie^Hszą, ma to ogromne znaczenie. W drugą strone poprawić nie chcą. Gdyby zasięg był mniejszy, samochód był tańszy i nie chciał zapadać się ze wstydu pod ziemię w paryskie bruki -- to też by miało sens.
Kiedy? Zawsze było tak, że różnica ceny zakupu przewyższała różnicę kosztów eksploatacji (nie dotyczy tych, co sami bimber pędzą, to znaczy prąd robią).
Żona nie odczuwa w ogóle (a ja wymiany na nowszy model nie planuję). Pozostałe rzeczy możnaby dalej realizować jednym pojazdem (jeśli ktoś jest taki cwaniak, że kupuje teslę po to, by blokować drogę autobusom). A już w ogóle nie rozumiem tych, co sobie kupuja kilka elektryków, a nie mają ani jednego pojazdu zdolnego do przejechania bez problemu dowolnego dystansu w dowolnym kierunku. Chyba tylko po to, by mieć czym jeździć, gdy drugi stoi i się ładuje.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Gdyby to się pojawiło wczoraj, to by można powiedzieć "wow, chyba się nieźle zapowiada!". Ale ten samochód ma dwanaście lat i nie jest już produkowany. W Polsce widziałem takiego raz, a we Francji w sumie kilkanaście sztuk. Ludzie tak nie chcą, czas zweryfikował pomysł.
Dodam jeszcze, że we Włoszech na początku lat siedemdziesiątych było mnóstwo skuterów z daszkiem wykorzystywanych do wszystkich możliwych (i niemożliwych) zadań. Spalinowych oczywiście. Dwusuwów przewżnie. A najbardziej popularnym samochodem był Fiat 500 (poprzednik malucha, a nie taki jak teraz). Po prostu koncepcja z zupełnie innej epoki.
Jarek
J
J.F
Ale spalinowe nie mają "nieograniczonego", tylko jakis konkretny. Miałem LPG, to było ok 350km, tankowałem co ~300. Tyle tylko, ze tankowanie jest szybkie ... elektryczne potrafią się doładować w 15 minut. W sprzyjających warunkach.
A to też zależy dla kogo i gdzie. Te ~400km to nie jest tak mało, gorzej, jak z powodu zimy, autostrady itp spadnie do 200 :-(
Były mniejsze zasięgi. Może nawet nadal są. Widać sie kiepsko sprzedawały, trzeba było powiększyć
- jednak ma to ogromne znaczenie :-)
Teraz koszty prądu w ładowarkach takie, że może nawet nie ma róznicy w kosztach eksploatacji :-)
Ale w spaliniakach też tak jest, ze nowe samochody drogie, i szybko tracą na wartosci ... a jednak ktoś je kupuje :-)
Raczej nie blokujesz, to autobus blokuje drogę Tesli. A jak ktoś ma duże korki po drodze, to może być istotny argument.
Tylko ... jak się wiecej tych elektryków sprzeda, to im nie pozwoją jeździć buspasem, ani parkować za darmo :-)
Też jest to jakis pomysł. Jeden stoi i się ładuje z solarów na dachu, drugim jeździsz. Tylko to obecnie dość drogie, więc nie wiem czy jest takich wielu.
J.
P
ptoki
Zwracaja sie niebotycznie dlugo jakby mialy ladowac auto.
Musi zajsc zestaw warunkow zeby sie zwrocily. Liczmy 15kpln za zestaw 6kW. Taki zestaw da nam jakies 6000kWh na rok. To z grubsza 80 ladowan przy zasiegu okolo 500km. Czyli jakies 40kkm. Niby ladnie. Ale tylko jak auto stoi pod domem zeby sie ladowalo. Albo tylko jak siec odbierze energie a potem ja odda. A to nie zawsze jest mozliwe.
Odpowiednik przebiegu w dizlu to jakies 13kpln za paliwo.
Tyle ze zwykle auto nieelektryczne jest o dobre 40-50kpln tansze czyli wyrownanie w optymalnych warunkach to jakies 4-5 lat.
Dopiero potem mamy zyski.
Ale nawet wtedy zero gwarancji ze nikt podatkami sytuacji nie zmieni ani auto nie bedzie wymagac remontu bo bateria zdechla ani falownik nie bedzie wymagal wymiany/naprawy itp.
Mamy juz pomalu 15 rok transformacji i nadal to jest kiła i mogiła.
Cala elektryfikacja polega na tym ze weglowki buforuja te wszystkie gorki i dolki. Wytniesz weglowki to wszystko sie sklada jak domek z kart.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Mają nieograniczony. W tym sensie, że zawsze w promieniu 50 km znajdę stację, a tankowanie trwa niewiele dłużej niż postój na światłach. To mi wystarczy.
Sprzyjające warunki to jakie? Bateria, która straciła większą część swojej pojemności? Ładowarki występujące w przyrodzie zdaje się mają góra 100 kW. A to i tak zdaje się być paranoicznym pomysłem, poza tym niewiele takich. Jeśli auto zużywa circa 20 kWh/100km, to ten kwadrans starczy na przejazd z Warszawy do Radomia.
Dla mnie obie odległości są równie bez sensu. Wśród moich potrzeb nie ma takich wyjazdów, żebym po przejechaniu któregoś z dystansów mógł się zgodzić marnowanie czasu na szukanie ładowarki i ładowanie przed dalszą drogą lub powrotem do domu. Sto kilometrów to co innego -- tyle by mi wystarczyło do jazd lokalnych, więcej w ciągu dnia nie potrzebuję.
No więc właśnie. Nawet kol. Wenecki, ten co ma kilka elektryków, do tego wszyscy wujowie też mają, a spalinowego ani jednego, nawet on napisał, że gdyby nie miał prądu za darmo, to by jeździł "hybrydą z gazem" (jest coś takiego w ogóle?). Ale on zdaje się z Poznania. Tam kotom obcinają ogony, bo jak się zimą mruczka wypuszcza z domu, to drzwi mogą być któcej otwarte i mniej ciepła ucieka.
Według towarzystwa ubezpieczeniowego mój samochód od kilku lat tylko drożeje.
J
J.F
350kW. Do tego trzeba jeszcze auto, które tyle przyjmie/pobierze. Aha - tak mocnych ładowarek, to nie wiem ile w Polsce jest :-)
formatting link
formatting link
400 km pozwoliłoby mi by pojechac na narty i z powrotem bez ładowania, albo nad jezioro, albo dojechac z Wrocka do Warszawy, czy do Berlina. Nad Bałtyk bym dojechał z jednym ładowaniem, a w czasie urlopu ... a niech się i godzinę ładuje, nie śpieszy mi się. I nad Adriatyk bym spokojnie dojechal, nie spieszy mi się :-)
Ale w Alpy na narty, to bym chcial te 1000-1200km możliwie szybko przejechać, a tu ze 3 ładowania trzeba ...
I to jest jeden punkt widzenia, ale skoro robią takie na 400 km, to 100 tym bardziej przejedzie :-)
Podobno da się zrobic.
Niestety - nowe też drożeją, inflacja się to nazywa :-(
Tak czy inaczej - nie zawsze paliwo to główny składnik kosztów :-(
J.
Join the Discussion
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Didn't find your answer?
Ask the community — no account required
Report Content
You are reporting this content to the moderators. They will look at it
ASAP.