snego inżyniera

Feb 28, 2024 Last reply: 2 lata temu 230 Replies

niby dlaczego? mogą pracować dla siebie a nie dla pracodawcy i brać 100% zysku

Nie.

i jest oczywiste. I taki pracownik może spokojnie znaleźć pracę gdzieś indziej. No chyba że mamy kryzys - no ale chyba nie o to masz pretensję do pracodawcy?

A tu, że jakiś

Wypracowaną markę, procedury pracy i dojścia do klienta? W takim Twitterze okazało się, że większość jednak odbijała kartę na zakładzie. Nie trudno mi sobie wyobrazić, że nawet jeśliby Elon zwolnił 100% ludzi, to firma by przetrwała (tylko po co?)

Bo jaki kapitał ma pracownik to też powinno być

to zapytaj w czym się szkolą księgowe, sekretarki, programiści w twojej firmie, bo je niedługo AI zastąpi. Pracodawca nie jest od tego żeby szukać komuś zastępczego zajęcia, potrzebuje tylko kwalifikacji na dane stanowisko i to jego wybór czy zdecyduje się wybrać osobę do przeszkolenia, czy wziąć taką która zamiast po pracy pić piwo na kanapie zrobiła sobie kwalifikacje.

Ja po godzinach uczę się nowego zawodu, bo chcę żyć godnie i wypracować to samemu, a nie jak socjaliści ukraść tym, którzy już coś osiągnęli. Zajmuje mi to sporo czasu i potrwa pewnie jeszcze przynajmniej 2 lata. Mógłbym zamiast tego po pracy odpalić netflixa, jęczeć jak jestem wyzyskiwany i domagać się kradzieży z kieszeni innych.

W dniu 2024-03-02 o 06:45, Wiesiaczek pisze:

A dla mnie elektronika to hobby. Zacząłem od zbudowania detektorowego odbiornika radiowego w wieku 10 lat, by jeszcze przed ukończeniem studiów zbudować sobie oscyloskop. Artykuł wysłany do redakcji w 82 roku został wydrukowany w 84 (tak szybko to wtedy działało :) ):

formatting link
Po studiach kilka lat uczyłem studentów na Polibudzie a w 88r założyliśmy z bratem firmę i całe życie zajmuję się projektowaniem elektroniki.

Nie znam się na badaniach podstawowych. Brata syn zajmował się jakiś czas temu studzeniem atomów za pomocą lasera. P.G.

W dniu 2024-03-02 o 10:52, io pisze:

Pleciesz, co Ci ślina na język przyniesie nie doczytawszy nawet następnego zdania:

Chcą prowadzić firmę, ale aby to robić trzeba mieć kapitał. Nie mają kapitału więc jedyną możliwością aby prowadzić firmę jest jednocześnie w niej pracować. Czy to tak trudno ogarnąć?

W latach 80-tych jako nauczyciel akademicki zarabiałem około $13 miesięcznie. Brat podobnie zarabiał pracując w PAN-ie. Na bazie takiego 'kapitału' w 88r założyliśmy firmę. Uczciwi ludzie w PRLu raczej wszyscy dysponowali mniej więcej tylko takim 'kapitałem'.

Spotykaliśmy się co sobotę, pożyczaliśmy od kogoś IBM-XT i w ciągu roku takich spotkań powstał nasz pierwszy produkt - programator 'Piccolo'. Jeszcze daje się znaleźć w sieci:

formatting link

Zatrudniamy 4 pracowników. W kryzysie po 2008r nie zwolniliśmy żadnego z nich mimo, że w okresie 2010...2014 mieliśmy pracę dla góra dwóch ludzi. Z zaciągniętego na to kredytu wygrzebaliśmy się dopiero na koniec 2017r. Dwa lata było na gromadzenie kapitału, aby kiedyś móc prowadzić firmę nie pracując w niej i w 2020 zrobiły się totalne braki w elementach. Procesory, o normalnej cenie 25zł musieliśmy kupować od spekulanta po 70 Euro i sprzedawać produkt ze stratą po to aby zachować dobrą opinię u naszych klientów. Mnóstwo pracy kosztowało nas przeprojektowywanie urządzeń po to tylko, aby zastąpić elementy z terminem dostaw na 'za dwa lata' takimi, które dają się kupić. P.G.

Mysle ze duzo wtedy zalezalo od lokalnego "nastroju". U mnie podobnie bylo z tepsa i neostrada. U mnie dzialala ladnie. W bloku 300m dalej byla kicha.

U ciebie bylo ok bo sie US nie czepial albo nikomu sie nie chcialo tego ojcowego biznesu ubijac albo takich ubijaczy nie bylo.

Gadalem kiedys z gosciem co dyrektorowal u mnie w robocie. On byl dobrze umocowany w prl. I mowil ze jak ktos siedzial cicho, placil co trzeba i nie robil problemow to sie mu dawalo spokojnie dorobic. Ale jak podskoczyl to paragrafow sie zawsze dalo naznajdowac.

Zreszta podobnie jak dzis.

Tu sie zgodze czesciowo. Tak, szkolenie techniczne bylo ok biorac pod uwage w czym sie rzezbilo w prl. W niektorych krajach nasze szkoly szanowano bo bylo wiadomo ze podstawy mamy solidne a zaawansowane technologie da sie szybko douczyc.

Tyle ze co z tego skoro uczono zacofanych spraw a nowych nie bylo bo kryzys...

Tez moge powiedziec ze moje kontrakty teraz sa w milionach. Mozna sie policytowac.

Mam pod okiem kontrakty trzyliterkowej firmy na miliony gdzie "inszyniery" nie umiom za duzo i wszystko trza palcem pokazac.

Kiedys sie zorientowalem jaka przepasc mnie dzielila do naszego chopaka od baz danych. W sensie ze on nigdy fizycznie nie musial pracowac. Nawet ogrodka kopac. Nigdy. Mial dostep do komputerow PC, oprogramowania, peryferiow podczas gdy ja sie slinilem do c64. Bylismy rowniesnikami. Taki prlowski syndrom murzyna. On mial ojca w partii. Ale jak mowil "nie jakos specjalnie wysoko" jakby to mialo wiele zmieniac.

No pacz pan, a u mnie na wsi olimpijczykow nie bylo. A w pobliskim miescie 8 szkol ponad podstawowych i tylko dwie uznawane za wyjatkowo dobre. Jak zaczales na wsi, w szkole takiej se to nie miales szansy na te dobra bo punktow na egzaminie wstepnym braklo.

I wiesz co? Tak sie ciekawie zlozylo ze startowalem do gliwickiego elektronika. I nie udalo mi sie dostac bo za malo punktow mialem. Jak sie matka dowiedziala (juz po fakcie) to ponoc jej szef powiedzial ze mogla powiedziec wczesniej bo sie zna z dyrektorem i cos by zalatwil. Ale juz przyjecia skonczone wiec sie nie da.

Tak ze widzisz, nawet ja maly szarak z dupy moglem sie na nepotyzm zalapac wiec ktos lepiej umocowany mial to na codzien.

Nie umniejszam twoim wynikom. Wskazuje ze ja nie mialem takiej pomocy w szkole bo mieszkalem tam gdzie mieszkalem...

A i dzis jest podobnie. Niby mamy te same szanse ale jednak niektorym jest ciagle pod gorke.

świetnie, mam nadzieję że uda się Tobie wreszcie dotrzeć do celu i nie być zmuszonym pracować (na pohybel większości, która wtedy stwierdzi, że to nieuczciwe, że ty będziesz prezesem, a oni muszą pracować - bo nikt nie będzie pamiętał twoich poświęceń po drodze) Po przeprowadzce do UK przypadkowo zainteresowałem się nieruchomościami i utrzymuję kontakt z ludźmi, którzy zrobili tutaj wszystko od zera - przyjeżdżając jak większość z max kilkaset funtów w kieszeni, ciężką pracą zbudowali kapitał dzięki któremu pewnie już by mogli nic nie robić. Chyba nigdy nie przestanę podziwiać takich ludzi jak Ty i Oni - oby było takich ludzi jak najwięcej!

dniu 4.03.2024 o 18:15, ptoki pisze: > On 2024-03-01 11:30, Wiesiaczek wrote: >> W dniu 1.03.2024 o 15:45, Piotr Gałka pisze: >>> W dniu 2024-03-01 o 07:44, Wiesiaczek pisze: >>>> Jeśli ktoś miał większe ambicje, zakładał działalność gospodarczą i >>>> stać go było na willę z basenem, wyjazdy zagraniczne i co tam mu >>>> przychodziło do głowy. >>>

Takie rzeczy się zdarzały i zdarzać będą. Ale nie ma powodu robić z tego wielkiej polityki. Owszem mój stary nie zabawiał się w jakąð "podziemną łopozycję" bo miał trochę oleju w głowie i jakiś fach w rękach. Do polityki podziemnej czy innej idą matoły które w normalnym życiu by nie przetrwały,

Kryzys? Jaki kryzys? Co miałby mieć wspólnego z nauczaniem? Uczyłem się wiedzy, która była wtedy dostępna. Nie było mikroprocesorów, światłowodów ani laptopów więc automatyka byłą oparta na lampach i przekaźnikach, Przejście później na sterowniki PLC było już dla mnie pestką.

Nie chodziło mi o licytację tylko o zaufanie firmy do technika z Polski, któremu powierzano dosyć kosztowne "zabawki".... >>> Nie dawał szansy rozwoju jednostkom wybitniejszym >>

Nie chcę z tym polemizować, bo każdy (inni też) ma inne doświadczenia i inne życiorysy.

Dodam tylko, że nigdy nie miałem żadnych pleców, a wszystko osiągnąłem samodzielnie. Dla jasności, kasy ojca też nie widziałem (rodzice po rozwodzie).

Wiesiaczek - dziś z podkarpackiej wsi "Ja piję tylko przy dwóch okazjach: Gdy są ogórki i gdy ich nie ma" ® Niech żyje POLEXIT! I salwa Ukrainie! Wolę Rosję jako wroga niż Ukrainę jako przyjaciela.

W dniu 2024-03-04 o 18:15, ptoki pisze:

Wprawdzie nie mi odpowiadasz, ale dotyczy tego co ja pisałem. Mam wrażenie, że zakładasz, że chodziłem to jakiejś szczególnie dobrej szkoły, a to nieprawda. IV Liceum w Gdańsku Nowym Porcie uchodziło za najgorsze w Trójmieście (dzielnica też typu 'podejrzana'). Dlaczego akurat tam chodziłem? - bo rodzice uważali, że jak ktoś chce to się wszędzie nauczy, a to było najbliżej. Na turniej wojewódzki (to nie była olimpiada) wszystkie szkoły wysyłały po 3 uczniów i nas też wysłano troje. Myśleliśmy, że to zajmie godzinkę i reszta soboty wolna, ale na miejscu się okazało, że:

- godzina zadań,

- 15 minut przerwy,

- godzina testów,

- 3 godziny przerwy (na sprawdzenie prac),

- ustne odpowiedzi najlepszych 30 w kolejności od najsłabszego (z tych

30) do najlepszego. Razem - cały dzień w plecy.

Kolega z koleżanką stwierdzili, że szkoda im na to czasu i pojechali do domu. Do ostatniej chwili się zastanawiałem czy iść w ich ślady, ale ostatecznie zostałem.

Jak się zapisywałem (komisja 5 czy 6 nauczycieli przy długim stole) to gdy się do nich odwróciłem tyłem (idąc na salę) usłyszałem (cytuję według mnie słowo w słowo): "Popatrz, czwórka, tylko jednego mogli przysłać." Bardzo zabolało, bo to przecież MOJA szkoła.

Po sprawdzeniu zadań i testów maxa miałem tylko ja, ale gdybym nie odpowiedział na jedno z pytań ustnych to drugi by wyrównał.

Na ustnych odpowiedziach losowało się kartkę z 3 pytaniami (2 były z fizyki, a jedno z wiedzy ogólnej). W tych z fizyki jedno to było coś prostego do policzenia, a drugie z ogólnego rozumienia zjawisk fizycznych. W tych 29 zestawach co ludzie losowali przede mną wszystkie z fizyki wiedziałem, ale na dwa z wiedzy ogólnej nie znałem odpowiedzi. Pamiętam jedno z nich: "Gdzie na świecie jest największy teleskop?" To był rok

  1. Bez internetu i my dość odcięci od informacji ze świata - skąd niby miałbym to wiedzieć. Dlatego losując bałem się tylko tego pytania ogólnego, ale trafiłem na łatwe. A z pytań z fizyki pamiętam jedno: Czy bańka mydlana jest kulą?

Rozdający nagrody jak mnie wyczytał to dodał: "Czwórka przysłała tylko jednego, ale jakiego!". Do dziś żałuję, że nie jestem wystarczająco bystry aby dziękując za nagrodę nie dodać: "Przyjechaliśmy tu we troje, ale zagraliśmy w 3 zapałki i miałem pecha."

A z olimpiadą z fizyki mam inne wspomnienie. Wyobrażam sobie jak musiało rozśmieszyć kogoś sprawdzającego moje rozwiązanie zadania, które trzeba było zrobić w domu i wysłać. Zadnie było takie: Pierścień leżący na stole się obraca i przesuwa. Wyznaczyć siły tarcia działające na pierścień. Część fizyczna zajęła mi pół strony a potem na chyba 3 stronach wyliczałem całkę sinusa czy cosinusa rozdzielając pierścień na małe kawałeczki łuku o rozmiarze zmierzającym do 0 i potem sumując wektorowo nieskończoną liczbę takich cząstkowych sił. Wszystko dlatego, że nie miałem pojęcia o istnieniu całek (nie mieliśmy jeszcze na matmie).

Jak pokazałem to rozwiązanie mamie to mi powiedziała: Tu się stawia takiego robaka i tu od razu piszesz to co tobie wyszło po 3 stronach. Wysłałem zrobione po mojemu (szkoda było marnować tyle włożonego w to wysiłku). Uznali.

Według mnie jakość szkoły nie miała wtedy wiele do tego. Przecież podręczniki były wtedy wszędzie te same, a nie kojarzę aby jakiś nauczyciel wychodził poza podręczniki.

Za to pasja czasem wpływa na chęć poznawania wiedzy.

Robiłem sobie na obóz wędrowny alarm na zieloną noc. Jako wyzwalacz miał być cieniutki (0.05mm) drucik włączony w obwód bazy tranzystora. Teraz nie wiem jaki był dokładnie układ, ale wiem, że wyszło mi, że maksymalna wartość dopuszczalnej długości drucika wypada dla jakiejś wartości rezystora. Dla większych wartości i dla mniejszych jest gorzej. Ale nie umiałem wyznaczyć tej wartości dokładnie. Jedynie licząc kolejne przybliżenia. Te długości wychodziły w km więc było to zupełnie bez praktycznego znaczenia, ale mnie dręczyło, że nie umiem tego policzyć. Idę do szkoły - a tu pochodne.

Według mnie najbardziej pod górkę mają dzieci z różnymi dysfunkcjami na które nie mają żadnego wpływu (np. FAS). P.G.

W dniu 2024-03-04 o 21:46, Piotr Gałka pisze:

Czemu by mieli nie uznać? O ile pamiętam, to na olimpiadach zawsze była zasada, że metoda rozwiązania jest nieważna, byle była sensowna i prowadziła do poprawnego wyniku.

Pamiętam, że kiedyś na jakimś etapie olimpiady matematycznej było zadanie o dwóch zegarach z dzwonkami - jeden bił co 2 sekundy, drugi co 3. Pokazywały różne godziny, ale bicie zaczynały równocześnie (i równoczesne uderzenia brzmiały jak jedno). Pytane było - jaką godzinę wskazywały, jeśli było słychać ileś tam (powiedzmy 11) uderzeń.

Rozwiązałem to tak, że narysowałem dwie poziome kreski, na jednej poprzeczki co 2 kratki, na drugiej co 3. Potem ponumerowałem poprzeczki, odkreśliłem jednenastą i odliczyłem ile było poprzeczek na każdej kresce. Uznali bez żadnych dyskusji.

MKi

W dniu 2024-03-04 o 19:13, ddddddddddd pisze:

Raczej już nie mam takiej nadziei :) . W lipcu planuję zacząć pobierać emeryturę (na 100% będzie wyraźnie niższa niż emerytury naszych pracowników). Firma niestety nadal wymaga naszej pracy. Może byłoby inaczej gdyby nie kryzys 2008 i ostatnio totalna zapaść w półprzewodnikach.

Ostatnimi czasy dosyć późno przychodzę do pracy (koło 10), ale wychodzę zazwyczaj po 22.

Ale patrząc na to z boku to zaciąganie kredytów zamiast zwalniania pracowników raczej świadczy o tym, że nie nadaję się na przedsiębiorcę :) P.G.

W dniu 28.02.2024 o 04:27, pytajacy pisze:

Nie wiem jak elektronika, ale jeszcze zadna firma nie zwalniala programostow z tych w ktorych w danym momencie pracowalem. Tak, slyszalem, ze zdarzaja sie zwolnienia, ale to nadal rzadka rzadkosc. To, ze GazWyb robi hype pod wplywem jednego njusa, to jeszcze nie jest standartd.

W dniu 2024-03-05 o 09:05, MKi pisze:

Oj tam, oj tam. Tak po prostu napisałem aby jak najkrócej zakończyć ten wątek. Gdybym miał podejrzenie, że nie uznają to wysłałby z całką, ale musiałbym się najpierw trochę o tym sam pouczyć, aby być pewnym, że piszę jak trzeba (jakieś tam dx, czy dt, czy dφ - zupełnie nie wiedziałem po co to się dopisuje).

A da się to jakoś bardziej analitycznie rozwiązać? Sekwencja się powtarza co 4 uderzenia. W trzeciej sekwencji brakuje ostatniego uderzenia tego co bije co 2s. Czyli on pokazuje 3*3-1 = 8 a drugi ma 3*2=6. Ale aby do tego dojść i tak trzeba sobie to namalować więc to raczej to Twoje rozwiązanie uznałbym za najbardziej naturalne. Myślę, że wszyscy tak zrobili.

W podstawówce byłem na olimpiadach z matmy w 5 i 7 klasie. Szkoła chyba nie przypilnowała terminu zgłoszenia się w innych latach. Jak byłem w 7 to brat był w 5. Wydaje mi się, że były 4 etapy:

- międzyszkolny,

- okręgowy,

- miejski,

- wojewódzki.

Na pierwszy etap jechało nas chyba 14 z panią od matematyki. Ale już na drugi, trzeci i czwarty zakwalifikowaliśmy się tylko ja z bratem więc wysłali z nami panią woźną. Na wojewódzkim chyba wypadłem dobrze, ale byli lepsi. P.G.

W dniu 05.03.2024 o 10:21, Piotr Gałka pisze:

A docenili chociaż? (pracownicy)

Robert

W dniu 2024-03-05 o 12:46, Robert Wańkowski pisze:

Będąc w Gdańsku (nasze biuro konstrukcyjne) nie mam kontaktu z pracownikami w Pile (ostatnio byłem "w firmie" kilka lat przed pandemią). W najgorszym kryzysie (2010-2013) pracownicy na pewno widzieli, że mają roboty (montaż) na 2..3h dziennie i potem nie mają co robić, więc mogli podejrzewać, że jest nie za wesoło, ale wydaje mi się, że kolega w Pile nie straszył ich informacjami o zaciąganiu kolejnych kredytów.

Piła to nieduże miasto. Przypuszczam, że średnie zarobki też nie największe. Jestem pewien, że pracownicy doceniają to, że zawsze w styczniu pensje ustawiamy według publikowanej przez GUS średniej krajowej z zeszłego roku. Ta średnia jest liczona tylko dla większych przedsiębiorstw i różni dyrektorzy i prezesi ją zawyżają. Jest wyraźnie wyższa od mediany (cały czas liczonej tylko dla tych większych przedsiębiorstw). Te średnie obejmują tylko połowę pracujących. Podobno jakby policzyć dla wszystkich to wyniki byłyby dużo niższe. P.G.

To zalezy tez od nauczyciela i wyposazenia. Wyposazenie akurat chyba podobne, bo finansowanie takie same, ale z nauczycielami juz różnie może być. No i poziom nauczania zalezy tez od poziomu uczniów, aczkolwiek ... podobno nie ma związku inteligencji z pochodzeniem :-)

A nie chciałes potem na OF ?

We Wroclawiu było takie "dobre" liceum nr 14, gdzie był nacisk na olimpiady.

Fajne były zadania i książki o nich z OF. Rozwijały rozumienie fizyki na licealnym poziomie.

Dzielnica zła, ale mama wykształcona :-)

Ogolnie biorąc - całki nie były wtedy w programie szkolnym, i zadania z OF wszystkie można było rozwiązać bez całkowania. Ale wymagało to czasem ambitnych modeli/założeń, które były doceniane przy ocenie. Punktów ujemnych za użycie całki chyba nie było :-)

Program był taki sam, podreczniki prawie te same, ale chocby licea profilowane miały wiekszą ilość godzin. Plus jakosc nauczyciela, poziom klasy, który musiał brac pod uwage, itp. Dobrze widać było chocby na egzaminach wstępnych i pierwszym roku studiów - były osoby lepsze i gorsze :-)

W liceum na piewszej lekcji fizyki padło "najlepiej by było, jakbym wam wytlumaczyla co to jest pochodna i całka, wszystko byloby prostsze. Ale matematycy bardzo nalegają, zeby tego nie robic, bo my to źle tłumaczymy, a oni chcą porządnie - ciagi, granice, funkcje ... i dowiecie się za rok" :-)

J.

Nie da się tego jakąś symetrią rozwiązać? że np dwa przeciwlegle kawałki dają zawsze taką samą sumę? A moze 4 ...

J.

W dniu 2024-03-05 o 14:32, J.F pisze:

Błąd logiczny - łącząc mnie z dzielnicą nie wziąłeś pod uwagę wszystkich możliwości nie przeczących podanym informacjom :) To, że liceum w Nowym Porcie było najbliżej nie znaczy, że mieszkaliśmy w Nowym Porcie. Mama uczyła maszynoznawstwa, materiałoznawstwa i rysunku technicznego w Zespole Szkół Budowy Okrętów.

Jeśli masz na myśli klasy profilowane to ja chodziłem do Mat-Fiz. Myślałem, że we wszystkich liceach był po prostu taki zam zestaw klas do wyboru. Ale tak faktycznie to nic nie wiedziałem o innych liceach i mi to wisiało. Szkoła to było prawie zło konieczne zabierające mi czas, który wolałem poświęcać na elektronikę. Nawet jak w lecie codziennie szliśmy na plażę (mieszkaliśmy 400m od plaży) to ja szedłem z książką.

Z 4 egzaminów (Mat zadania i testy i Fiz zadania i testy) wychodziłem zawsze sporo przed końcem czasu. Nie zdawałem sobie sprawy, że skutkiem było, że pilnujący mnie zapamiętali. Po I roku na egzaminie był ten sam pilnujący co na wstępnych, a nie mieliśmy z nim żadnych zajęć - nie sądziłem, że mnie zna. Gdy się zacząłem rozglądać po kolegach (nie wiedziałem jakie są mniej więcej czasy działania przetworników AD - nie sądziłem, że czegoś, co dla mnie jest parametrem katalogowym trzeba się uczyć) to zwrócił mi uwagę: "Panie Gałka! Pan czegoś nie wie?!"

A różnice na I roku to mi się wydawało, że głównie były między liceum a technikum. Ci po technikum byli, szczególnie z matematyki, ciency.

Przez pierwszy miesiąc czy dwa naszym nauczycielem fizyki był jakiś młody prosto po studiach. Strasznie mu przeszkadzało, że 1/3 klasy (głównie dziewczyny) ma problemy z przekształcaniem równań. Też się dziwiłem, że poszła taka do mat-fiz a nie umie przenieść zmiennej na drugą stronę. Ale potem "wzięli go na Politechnikę" co dla nas znaczyło że był tak dobry że...

Żona po studiach też pół roku uczyła matematyki w szkole a potem "wzięli ją na Politechnikę" :). P.G.

W dniu 2024-03-05 o 16:08, J.F pisze:

Nie wiem i nie chce mi się za bardzo myśleć. Nie mam niestety kopii tamtego rozwiązania, co byłoby jakimś punktem wyjścia. Już od dłuższego czasu siedzę jak na szpilkach, że kolejny dzień minie a ja nie wezmę się za bardzo nie lubianą, żmudną i długotrwałą robotę, która na mnie czeka.

Może (ale tylko może) gdyby siła tarcia była proporcjonalna do prędkości dało by się niezależnie potraktować ruch obrotowy i posuwisty. Z moją wyobraźnią jest coraz gorzej. Kiedyś bym od razu wiedział pod jakimi warunkami można to traktować niezależnie a teraz nie umiem sobie wyobrazić co musi zachodzić, aby jedno nie wpływało na drugie i czy na pewno w sytuacji jak w zadaniu nie można tego rozdzielić. Ale gdyby można było to wtedy bym chyba to wiedział - więc raczej nie można. P.G.

Pare lat później i we Wrocławiu, były juz całe licea profilowane. Tzn np były klasy mat-fiz, chyba matematyczna, być moze ogólna, ale juz biol-chem czy humanistyczna, to w innym liceum.

Teraz patrze ... mają rozrzut :-)

formatting link
ci mniejszy
formatting link

Ale w liczbach zespolonych i macierzach lepsi ... przez miesiąc, dwa :-)

A matura ta sama, program chyba ten ten sam, nauki rok więcej ...

We wrocku jak wyzej, były jeszcze IMO róznice między liceami, ale to pewnie też dlatego, ze jak ktos z matmy średni, to się do takiego mat-fiz nie pchał.

W dodatku pasjonaci jak my, to sie czesto sami uczyli nadprogramowo.

J.

W dniu 2024-03-05 o 16:29, J.F pisze:

Ja to kojarzyłem, że z jω nie mieli problemu, ale już z s jak najbardziej.

Wydaje mi się, że żadnego normalnego przedmiotu (w tym mat, fiz) nie uczyłem się nadprogramowo. Tylko elektroniki. Pamiętam, że w jakiejś książce o układach tranzystorowych była przedstawiona praca końcowego stopnia wzmacniacza przeciwsobnego w ten sposób, że były dwa układy współrzędnych (charakterystyki każdego z tranzystorów były jakby w osobnym układzie). Jeden był 'do góry nogami'. Osie poziome były blisko siebie. Ich rozsunięcie było związane z wstępnym prądem polaryzacji tego stopnia końcowego (gdyby prąd był 0 to osie byłyby na sobie). A pionowe - jedna była normalnie po lewej, a druga po prawej i ze strzałką chyba w dół (choć może to były ujemne liczby w dół). Była też jakaś linia obciążenia, która przechodziła z jednego do drugiego wykresu - że zależnie który tranzystor teraz pracuje to jesteśmy na jednej lub drugiej części linii. Nie wiem czy nie byłem jeszcze w podstawówce. Kilka dni gapiłem się w ten rysunek usiłując to wszystko ogarnąć i było tego za dużo na raz. W końcu postanowiłem czytać dalej nie zważając na to, że zostawiam za sobą coś co nie do końca jest dla mnie jasne. Wtedy układ współrzędnych był dla mnie bezwzględnym odniesieniem. A tu jeden pływa względem drugiego zależnie od wstępnej polaryzacji - zwoje w mózgu mi się przegrzewały. Do abstrakcyjnego myślenia dochodzi się stopniowo.

Ale, choć zgłębiałem tylko elektronikę, oczywiście taki trening powodował, że potem w szkole zwykłe funkcje w zwykłych układach współrzędnych wydawały się dziecinnie proste. P.G.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required