bo moc instalacji dobiera się na podstawie szacowanego rocznego zużycia energii, lokalizacji instalacji i jej usytuowania w terenie, tak aby jej przewidywana roczna produkcja pokryła zapotrzebowanie klienta. Jak masz kiepskie warunki to instalacja musi być większa, bo nie osiągnie parametrów znamionowych (lub nawet jeżeli osiągnie to nie przez wymagany okres czasu), które podawane są dla ściśle określonych warunków laboratoryjnych.
Didn't find your answer? Ask the community — no account required.
M
Mario
W dniu 30.03.2021 o 19:33, trybun pisze:
No nie wiem po co płaciłeś. Było dopytać wykonawcę. Pytałem czy masz w umowie zagwarantowaną uzyskiwaną moc 7,2 kW. Odpisałeś, że masz w umowie podane warunki zabudowy. Czyli nie masz zagwarantowanej mocy 7,2 kW. Ty się mnie pytasz po co płaciłeś za instalację o mocy 7.2 kW. Nieprawda. Ty zapłaciłeś za instalację składająca się z paneli o łącznej znamionowej mocy 7,2 kW. Co to jest moc znamionowa przeczytaj w dokumentacji paneli. Moc równą tej znamionowej uzyskasz gdy będziesz miał warunki takie jak w definicji mocy znamionowej - czyli odpowiednia gęstość mocy światła słonecznego (pewnie 1000 W/m2) i odpowiednia temperatura panela pewnie 25 stopni. A że wykonawca nie jest w wstanie zapewnić ci takich warunków więc nie może ci zagwarantować uzyskania mocy nominalnej.
J
J.F.
Użytkownik "trybun" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych:s3vnas$1u4c$ snipped-for-privacy@gioia.aioe.org... W dniu 29.03.2021 o 11:46, Piotr Gałka pisze:
Widzisz - problem w tym, ze ja sie troche znam na sieciach, i wiem gdzie sie mam domagac umowionej predkosci, i ze na calej reszcie to z
**** wyciagniete.
J.
T
trybun
W dniu 30.03.2021 o 19:52, J.F. pisze:
I słusznie, jak mu oferują 7.2 to merdanie ogonem przy przy stanie maksymalnym ustalonym na 5.0 świadczyć może tylko o jednym.
Takie pytania to dla ogłupionych przez system klientów. "Dlaczego instalacja osiąga deklarowaną przez sprzedawcę moc", to ma być poważne pytanie?
A tak biorąc rzecz całościowo odpowiedź jest jasna - przy instalacji fotowoltaiki chyba brana jest pod uwagę jakaś rezerwa która sprawia że mimo całego szeregu niedogodności można uzyskiwać 100% deklarowanej mocy.
T
trybun
W dniu 31.03.2021 o 15:00, J.F. pisze:
Co ma Twoja znajomość sieci do rzeczy? Moim zdaniem świadczy to tylko przeciw Tobie, bo niby deklarujesz znajomość realiów a mimo to podpisujesz się pod umową która ma na celu przede wszystkim wprowadzać Ciebie klienta w błąd.
T
trybun
Zakładałeś taką instalację z całymi tymi zabiegami przedmontażowymi? Bo widzę że próbujesz nadać w tym ich oszukańczym naciąganiu klientów jakichś normy normalności na które można by się zgodzić. No bo niby oszuści, ale wszyscy przecie tak robią...
Mnie klienta nie obchodzą laboratoryjne testy, interesuje mnie to na co faktycznie mogę liczyć zlecając montaż instalacji o deklarowanej w prospekcie reklamowym i potwierdzonej przez sprzedawcę mocy.
T
trybun
W dniu 30.03.2021 o 21:38, Piotr Gałka pisze:
Jesteś w stanie spojrzeć na to z innej strony, choćby klienta, np jaka moc osiągana z instalacji 7.2KW poniżej której i Ty byś ich nazwał oszustami, jednym słowem - masz jakiś graniczny połap? Przypominam że umowa nie zawiera żadnych aneksów, jedna i jedyna moc jest określona jasno i wyraźnie.
M
Michal
tak, zakładałem. Tyle, że ja mam skierowaną prawie idealnie na południe. Masz samochód? Jaką ma prędkość maksymalną? I zgłosiłeś już reklamację producentowi, że to oszustwo, bo tyle ile deklarował w mieście jeździć nie możesz?
M
Mario
W dniu 05.04.2021 o 10:09, trybun pisze:
Rezerwa oznacza, że montują ci instalację o mocy 9 kW a w twoich warunkach (COSINUS) uzyskujesz 7,2 kW. Jeśli chcesz uzyskać 100% mocy to o jakiej rezerwie ty mówisz?
P
Piotr Gałka
W dniu 2021-04-05 o 10:12, trybun pisze:
Brat na pierwszym roku miał przyjemność mieć ćwiczenia z fizyki prowadzone przez panią doktor, która uważała, że w rzucie ukośnym wielkością stałą jest prędkość styczna w każdej chwili do kierunku ruchu. Na dwóch kolejnych zajęciach próbowali ją przekonać, że się myli. Dopiero interwencja u wykładowcy zadziałała.
Każdy ma prawo się mylić. Ale uparte trzymanie się mylnych założeń świadczy o głupocie. W przypadku normalnego użytkownika nawet mnie to nie dziwi, ale doktor fizyki i rzut ukośny - tragedia. P.G.
B
BudynPL
wtorek, 6 kwietnia 2021 o 13:06:42 UTC+2 Piotr Gałka napisał(a):
a mnie się podobało to autorstwa trybuna:
bardzo przydatny poetyki fragment do cytowania przy okazji dyskusji o ludzkim pojmowaniu świata.
b.
P
Piotr Gałka
W dniu 2021-04-05 o 10:15, trybun pisze:
Tak: 7.2KW * cos fi (fi - kąt (w 3D) między prostopadłą do powierzchni paneli a kierunkiem 'na słońce') przy bezchmurnym niebie i przy zapewnieniu odpowiedniego chłodzenia paneli.
Podstawy podstaw fizyki: Energia nie bierze się znikąd. Chyba, że ty z tych co to wierzą w konstrukcję perpetuum-mobile. Źródłem energii jest strumień światła słonecznego padającego na panele. Zmniejszamy strumień (przez cos fi) to zmniejsza się (mniej więcej proporcjonalnie) maksymalna uzyskiwana moc. Użyłem określenia mniej więcej proporcjonalnie bo w trakcie tego wątku dowiedziałem się o istotnym wpływie temperatury paneli. Jak zmniejszymy strumień 2x to gdyby temperatura była taka sama to i moc byłaby zmniejszona 2x, ale 2x mniejszy strumień mniej nagrzeje panele więc w efekcie uzyskana moc spadnie mniej niż 2x (bo temperatura paneli będzie niższa). P.G.
P
Piotr Gałka
W dniu 2021-04-06 o 13:42, BudynPL pisze:
Trybun może mieć rację w tej kwestii, że istnieją ludzie (drugi sort w innym od ostatnio modnego znaczeniu tego określenia) którzy nie uczą się matematyki (na żadnym etapie edukacji) tylko są tresowani w celnym strzelaniu w jedną z 4 odpowiedzi. Ja miałem to szczęście, że nawet jeśli wkuwanie zasad ortografii, nazw krain geograficznych, czy dat wydarzeń historycznych było formą tresury to poznawanie matematyki czy fizyki było ewidentnie uczeniem się i rozwijaniem intelektu. Raz mi się zdarzyło, że gdy jednego dnia zacząłem się zastanawiać jak znaleźć optymalną wartość opornika to na drugi dzień w szkole mieliśmy wprowadzone pochodne i znajdowanie ekstremów. W żadnym innym przypadku wiedza dostarczana w szkole nie zsynchronizowała się tak dokładnie z moimi aktualnymi potrzebami. Konstruowałem alarm (na zieloną noc na obozie wędrownym) wykrywający zerwanie cienkiego (0,05mm) drucika i wyszło mi, że istnieje jakaś wartość jednego opornika w układzie dla której drucik może być najdłuższy. To wychodziły kilometry długości i oczywiście nie miałem takich potrzeb ale dręczyło mnie, że metodą kolejnych przybliżeń jestem w stanie znaleźć coraz lepsze wartości dla tego R, ale cały czas nie wiem ile dokładnie wynosi wartość optymalna. Zdawałem sobie sprawę, że przyjęte h21e itp i tak są bardziej niedokładne niż znalezione przeze mnie wartości R, ale chodziło mi o to aby wyliczanie wartości było po prostu wyliczaniem a nie sprawdzaniem kolejnych strzałów. Nie wymyśliłem sam pochodnej :(, ale rok czy dwa później rozwiązując zadanie (pamiętam jego treść) na olimpiadę z fizyki sam wymyśliłem całkę :). Moje rozwiązanie musiało rozbawić sprawdzającego - zagadnienia fizyczne - pół strony, znalezienie całki sinusa (bez użycia pojęcia całki tylko na zasadzie zliczania nieskończenie małych przedziałów) - kolejne 3 strony (zamiast 1 linijki). Nie wiem jak to było, że mimo, że klasa mat-fiz to nie mieliśmy całek. P.G.
B
BudynPL
wtorek, 6 kwietnia 2021 o 15:00:35 UTC+2 Piotr Gałka napisał(a):
moze i masz rację - zagadnienie było takie:
-nie wiem czy mam poprawną instalację
-daj parametry, to ci matematycznie to wyliczymy o on:
-żadnej matematyki, odpowiedź A B C D zakreśl w kółeczku
:-)
b.
H
heby
Koło 2003-5r roku zaczynały się trafiać roczniki pierwszorocznych studentów po mat-fiz bez liczb zespolonych i różniczek(nie wszyscy, niektóre grupyz konkretnych szkół). Pojedyncze "pseudotechnika" trzymały poziom, ale tylko chwile dłużej, potem puszczały ludzi na studia bez podstaw matematyki z tych okolic. Co prawda przyszli studenci po szkołach elektro* wspominali że cośtam o jakiś liczbach z dziwnym pierwiastkiem mówili, ale nic nie pamiętają. Efektem czego matematyka na pierwszym roku to było nadrabianie programu technikum z lat 80-90. Program fizyki zakładał że aparat matematyczny zaczyna się od pewnego poziomu i brutalnie zderzył się z rzeczywistością.
Nie wiem jak teraz, ale jak mi powiedział kilka lat temu znajomy przewalajacy maturzytów z matmy w wakacje: nadrabiamy nie tylko brakujący materiał, ale zaniedbania szkół średnich zorientowanych tumanistycznie, często z mat-fiz-chem w nazwie. Na wszelki wypadek zaczynają od ułamków i podobno nie bez powodu, a z doświadczenia że zawsze sie ktoś trafi niedoświecony z tego tematu. Nie wiem jak obecnie, mam nadzieje że dno już było.
To smutne bardzo. Choć wypuszczenie kogoś bez całek po profilu matematycznym jak widać uchodziło to obecnie wypuszcza się matfizów bez poziomu przeciętnego techikum w którym podobno uczono głupszych w zeszłym wieku (co potem ładnie weryfikowała zdawalność na studiach).
P
Piotr Gałka
W dniu 2021-04-06 o 15:20, heby pisze:
Po dłuższym zastanowieniu. Nie wykluczam, że mogę coś źle pamiętać i przez to nakłamałem.
Na 100% nie miałem całek przed tym jak rozwiązywałem to zadanie z fizyki, a to był etap wstępny do olimpiady więc co najmniej pół roku nauki jeszcze zostało (jak nie więcej).
Wydaje mi się, że i potem ich nie było, ale za to już głowy bym nie dał.
Pamiętam, że mówiłem (w czasie studiów), że coś co w szkole robiliśmy miesiąc to teraz jest załatwiane przez 2h wykładu i wszyscy mają umieć. I wydaje mi się, że miałem tu na myśli całki.
Częściowa sprzeczność 2 i 3 każe mi podejrzewać, że 1 tak wbiło mi się do pamięci, że rozszerzyłem stan z tamtego momentu na stan z końca szkoły. Nie mam zeszytów ze szkoły, aby to sprawdzić. P.G.
H
heby
Ogólnie ludzie kończący maturą w połowie lat 90 mieli *sporadycznie* całki, na matfizchem. Często w formie geometrycznej. W technikach też się trafiały, szczególnie na kierunkach elektrycznych. Różniczki były normalnie w programie (nie w sensie ogarniania równań, ale w sensie narzędzia do badania funkcji). W ~2005 sytuacja zmieniła się i pojawiły się roczniki w których przycięto badanie funkcji, nie było liczb zespolonych, nie było logarytmów (lub były szczątkowe). Gdyby to były kierunki normalnych liceów, ale to były albo matfizchemy albo technika. Nijak nie pojmowałem, jak ktoś mógł robić jakieś labolatorium w technikum elektrycznym bez pojmowania pochodnej. A dali radę.
Ponadto był też interesujacy rozjazd: pochodne np. pojawiały się na fizyce i elektronice, ale nie na matematyce. Były tam używane jako narzędzie, bez większej teorii.
Jeden nauczyciel matematyki w tamtym (200x) okresie powiedział mi, że programy sa pisane niezależnie i wprowadzenie do pochodnych jest szybciej na fizyce niż na matematyce a z czasem to w matematyce wycięto. Pokazał też ksiązkę do liceum z lat 80/90 z matmy z wykreśloną połową tematów. Po wykreśleniu stawała się podręcznikiem aktualnego liceum. Nie potwierdzałem tego sam, więc nie mam pewności, ale studenci byli wyraźniej słabsi matematycznie (nawet ci po matematyce rozszerzonej na maturze) i uczelnie musiały kombinować aby skompresować w studiach końcówkę starego liceum. Dotyczyło to głównie reformy "nowa matura" bo przy okazji niej (podobno) przycięto sporo programu ścisłego.
W latach 90 program studiów w mojej okolicy obejmował wprowadzenie do całek, ale zakładano że liczby zespolone to "przypomnienie" więc odwalano je w ramach dygresji w 30 minut i po sprawie, potem było użycie. Technika ziewały, licea umierały. Badanie funkcji z pochodną? Brane z marszu na pierwszych ćwiczeniach z matematyki.
Często się śmieje, że te technika, które tak często pogardliwie zrównuje się z zawodówkami z maturą, generowały lepiej wykształconych technicznie studentów niż wszelakie matfizchemy, i to wcale nie z powodu matematyki tylko elektrotechniki...
P
Piotr Gałka
W dniu 2021-04-06 o 19:43, heby pisze:
Ja kończyłem w 77r. Dlatego albo:
- nie miałem całek i się temu dziwię,
- miałem (choć samego faktu nie pamiętam - skleroza?) i wtedy wszystko się zgadza :)
Często w formie geometrycznej. W technikach też
Przebieg zmienności funkcji z nieciągłościami, granicami to w 77 było zadanie pewniak (i kobyła), że będzie na maturze i... miałem go nie robić (wybierało się 3 zadania z 5) bo czasochłonne a musiałem wyjść godzinę przed czasem aby zdążyć na pociąg bo jechałem na Międzynarodowy Spływ na Wdzie (4-dniowy) na który rodzice z bratem pojechali już dzień wcześniej. Ale pani czytając zadanie z rachunku (to miałem w planie robić) stanęła specjalnie koło mojej ławki i między każde zdanie czytane do wszystkich wtrącała drugie do mnie w sensie jakie trudne wymyślili i kto to zrobi. Uznając, że pewnie jest jakiś hak, którego nie widzę zrobiłem przebieg zmienności, a że zostało mi jeszcze trochę czasu to ten rachunek zrobiłem jako zadanie niepunktowane. Zapisałem 3 rozwiązania 3 różnymi metodami (1. "Z wzoru Bernouliego...", 2. "Z wzoru na prawdopodobieństwo warunkowe...", 3. "Na chłopski rozum...") uzyskując 3 razy ten sam wynik.
Ja coś takiego obserwowałem na pierwszym roku. Wszyscy narzekali jak my z tej matmy mało mieliśmy i inne przedmioty skupiały się w sumie na matematyce im potrzebnej. Na Podstawach Miernictwa np. zamiast dowiadywać się o metodach pomiarowych to ćwiczyliśmy zawzięcie rozkłady Gaussa i Studenta i propagowanie niepewności poszczególnych wielkości w wyrażeniu do wyniku końcowego. Na szczęście matma była tylko na pierwszym roku i potem już nikomu (w sensie wykładowców, nie studentów) jej nie brakowało.
Moje wrażenie (ale mówimy o innym okresie) było takie, że ludzie po technikach mieli więcej problemów z matematyką i fizyką niż ci po mat-fiz z liceum. Na pierwszym roku praktycznie jeszcze nie było elektroniki więc to co oni potencjalnie więcej umieli nie specjalnie pomagało przetrwać pierwszy rok. Poza tym wydaje mi się, że w technikum badali obwody tylko w funkcji częstotliwości i mieli problemy z ogarnięciem transformaty Laplace'a, splotów i już nie pamiętam co tam jeszcze było. Najtrudniejsze (matematycznie) dla mnie czasy nastały już po studiach jak się nagle okazało, że mam prowadzić na 4 roku ćwiczenia z filtrów cyfrowych (czas dyskretny i transformata Z). We wszystkich swoich zeszytach znalazłem tylko jedną stronę o tym, a studenci mieli już za sobą semestr wykładu i ćwiczeń tylko o tym :). P.G.
M
Marek
W jaki sposób? Rozumiem, że to jakaś forma ironii?
H
heby
Nie wiem, nie miałem etedy kontaktu z tymi kikutami techników które zostały, wiec trudno mi powiedzieć jaki realizowano program.
Jednak w okolicy 200x znajomy nauczyciel o mało się nie popłakał opowiadając, jak to przeszła fala "wypierdalania rupieci" co z grubsza oznaczało likwidację lab w "technikach" i zastepowania tego zła podejściem tumanistycznym. Możliwe że coś było na rzeczy, kolega obrabiający studentów na fizyce po raz pierwszy spotkał się w 2giej połowie lat 200x z sytuacją kiedy nikt nie zaliczył podstaw miernictwa na 1 roku na lab. Nikt go nie miał wcześniej.
Urwałem 20 lat temu kontakt z nauczaniem w szkołach średnich, wiec nie jestem na czasie, jednak dziecieki rosną, wiec za chwilę ... będę walił głową w mur.
Join the Discussion
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Didn't find your answer?
Ask the community — no account required
Report Content
You are reporting this content to the moderators. They will look at it
ASAP.