szczyty głupoty

Apr 15, 2021 269 Replies

Tak mnie natchnął jeden kolega w wątku poniżej, że postanowiłem zapytać ; co najdurniejszego w życiu zrobiliście związanego z prądem albo warsztatem elektronika ?



Ja na początku swojej elektrycznej kariery mając jakieś 8 lat wymontowałem z czegoś głośnik. Chyba to był nieużywany już gramofon Bambino. Następnie połączyłem wątki : prąd w gniazdku ma 50 Hz + głośnik = dźwięk.



Co też wykonałem. I wyobraźcie sobie, głośnik podłączony do gniazdka nie spalił się natychmiastowo, tylko przynajmniej przez sekundę albo dwie robił głośne "BUUUUU !". No a potem wiadomo. Jeb, dym i taka kłopotliwa cisza.



Było też trochę eksplodujących kondensatorów elektrolitycznych, zwarć itp. no ale to banał bez polotu i fantazji.


W dniu 15.04.2021 o 19:53, sundayman pisze:

Mniej więcej w podobnym wieku znalazłem na hałdzie kawałek drutu który górnicy używali do odpalania ładunków w kopalni. Chciałem zobaczyć, jak płynie w nim prąd. Jeden koniec przyczepiłam do kranu, a drugi wetknąłem do dziurki w gniazdku po drugiej stronie kuchni. Byłem bardzo zawiedziony, bo nic się nie stało. Wtedy postanowiłem sprawdzić, co będzie, jak wetknę go do drugiej dziurki.

P.P.

sundayman napisał(a) :

8 lat? Czyli już duży byłeś, w szkole. Ja zaczynałem dużo prędzej. Jeszcze będąc w przedszkolu. Gdzieś w wieku 4-5 lat chyba. Wsadziłem rękoma 2 gwoździe do gniazdka. Do dziś pamiętam wrażenia :-D Potem tylko raz na jakiś czas je sobie odświeżałem. Ale już innymi metodami. Mniej oczywistymi ;-)

W dniu 2021-04-15 o 19:53, sundayman pisze:

Chyba już tu się kiedyś chwaliłem.

Miałem 4 lata i 4 miesiące i pasjami lubiłem zapalać choinkę wtykając i wyjmując wtyczkę z gniazdka (takie stare okrągłe czarne z tą płaską częścią zagłębioną góra 3mm poniżej rantu, a wtyczka z pełnymi metalowymi bolcami). Wtyczkę trzymałem w garści i za którymś razem palec wskazujący dotykający obu bolców zmieścił się w szparze między wtyczką a gniazdem, gdy bolce już uzyskały kontakt. Człowiek w wieku około 6 lat podobno doznaje resetu pamięci i ja faktycznie niewiele pamiętam sprzed 6 lat ale te kilka sekund pamiętam.

Miałem 9 lat. Na środkowej kolumnie rdzenia (na moje oko jakieś 30W) nawinąłem (drutem w emalii i podwójnym jedwabiu) transformator - 7 zwoi pierwotnego i 1 zwój wtórnego. Na końce uzwojeń założyłem wtyczki bananowe i wtórne do woltomierza, a pierwotne do gniazdka i nie pokazał mi oczekiwanych 30V.

Miałem 24 lata. Przy końcowej kalibracji mojego oscyloskopu lewą ręką opartą mocno nadgarstkiem o metalowy stelaż utrzymywałem aby się nie przewrócił (stał do góry nogami - czyli na rurze ekranującej lampy), a prawą usiłowałem sięgnąć w ciemno (bo patrzyłem na ekran) do jakiegoś PR-ka i dotknąłem potencjometru regulacji jasności na którym było pełne anodowe lampy - 1100V. P.G.

W dniu 2021-04-15 o 19:53, sundayman pisze:

Może z 5-6 lat (bo jeszcze komuna była) ale pamiętam. Kolejka PIKO N (z tych mniejszych). "Wielki brat" nie dowiózł baterii do sklepów więc był problem kupić. Prababcia spała, radio grało, nikogo więcej w domu... Przedłużacz, kolejka z kawałkiem torów, dwa drutu. A może pojedzie. Pamiętam że przednie i tylne zderzaki elektrowozu wystrzeliły (i ich nie znalazłem) i zgasło radio - wywaliło bezpiecznik. Prababcia się obudziła, czemu radio zgasło... no nie wiem...

Pan Paweł Pawłowicz napisał:

Ten kawałek drutu, co ja go znalazłem pacholęciem będąc, nawinięty był na szpulę, w środku któryej znajdowały się poskładane blaszki. Słowem, był to jakiś dławik. Całkiem potężny zresztą, ważył jakiś kilogram, a drut był gdzieś milimetrowej średnicy. Chciałem zobaczyć, co będzie, gdy się toto podłączy do prądu. Co do gniazdek w ścianie, dobrze już wiedziałem, że należy ostrożnie. Użyłem baterii płaskiej. Trzymając w obu rękach oskrobane z emalii końce drutu, przytknąłem je do zacisków baterii. A potem odłączyłem, i, o kuu... Nie, ja byłem grzecznym chłopcem, takich słów nie używałem. Ale zaraz postanowiłem wykorzystać nabytą wiedzę w praktyce. Kolegów z podwórka (starszych przeważnie) zagadywałem niewinnym pytaniem, czy prąd z baterii może kopnąć. A potem prosiłem o powrórzenie eksperymentu (oni już nie byli tacy grzeczni jak ja).

Jarek

Irokez napisał:

To te kolejki też bywały na baterie?! Ja za Gomułki też miałem PIKO, ale w zestawie był zasilacz sieciowy. Z pokrętłem do zmiany kierunku ruchu i z odczepami transformatora na różne napięcia. Zasilacz ten przeżył upadek kolejnictwa, potem jescze długo słuzył mi do wszelkich eksperymentów z prądem. Lubiłem go.

Jarek

Irokez napisał:

To te kolejki też bywały na baterie?! Ja za Gomułki też miałem PIKO, ale w zestawie był zasilacz sieciowy. Z pokrętłem do zmiany kierunku ruchu i z odczepami transformatora na różne napięcia. Zasilacz ten przeżył upadek kolejnictwa, potem jescze długo słuzył mi do wszelkich eksperymentów z prądem. Lubiłem go.

Jarek

W dniu 15.04.2021 o 21:40, Jarosław Sokołowski pisze:

Ja też. Miał elektromagnetyczny bezpiecznik. W środku był prostownik selenowy.

P.P.

W dniu 15.04.2021 o 19:53, sundayman pisze:

Dawno temu (wątek do znalezienia na grupach) popełniłem wejście do zalanej wodą własnej serwerowni (6 kompów) gdzie był zawór do wody, żeby go zamknąć aby dalej nie leciało z pękniętego bojlera. Jakieś 30cm poziomu wody. Nie mogłem wyłączyć prądu, bo serwery by padły. Dookoła były gejzery z kilku przedłużaczy, buchające parą ale myślę sobie, skoro nie kopie na bosaka przy schodach to pewnie dalej będzie tak samo. Kompy jakoś nie iskrzyły jeszcze ale cześć już była zalana i co ciekawe działały. W końcu woda przewodzi lepiej niż ja sam więc co może się stać? W połowie drogi poczułem mrówki ale "przytrzymaj mi piwo" zadziałało. Dopiero jak doszedłem do zaworu w podkoszulce, gdzie mrowienie opanowało dolne części ciała łącznie z interesem i miałem chwycić gołą ręką za zawór to była chwila prawdy nad rozumieniem fizyki.

No nie jebło :D Jeszcze miesiąc bolały mnie łydki i uda (nie mam chyba przez to reumatyzmu) ale "myszyn immposible akompliszt" i serwerownia dała się podmienić komp po kompie w 3 dni nim padły na ament :) Wodę zbierałem pół dnia ale już plastikową szufelką do wiaderka.

Tak, nigdy już tego nie zrobię w ten sposób :)

W dniu 2021-04-15 o 21:54, Paweł Pawłowicz pisze:

No właśnie nie miałem zasilacza. Była na 2 płaskie baterie. PIKO w większym wymiarze (nie pamiętam symbolu, może TT) miało już zasilacz sieciowy.

Pan Paweł Pawłowicz napisał:

Taki czarny, z bakelitu, z białym pokrętłem (szybko się urwało) i białym przyciskiem do bezpiecznika? Z jednej strony zaciski napięcia regulowanego, do zasilania trakcji, a z drugiej na stałe pod prądem (choć zmiennym), do przekładania zwrotnic i innych takich? Fajny był.

W dniu 15.04.2021 o 21:40, Jarosław Sokołowski pisze: [...]

Fajny był, taki szary, niemiecki z metalowymi/karbowanymi pokrętłami do przykręcania kabelków.

Tam nie było różnych napięć. Były 2 wyjścia +/- jedno stałoprądowe (do oświetlenia /przekładni) a drugie regulowane.

To ten starszy w czarnej bakelitowej obudowie. Nowszy w szarej polistyrenowej miał wyłącznik termiczny (a w środku OIDP też selen, chyba dwie płytki bez mostka) - złośliwy był, im lepsza zabawa tym chętniej wyłączał ;-) A zbadany organoleptycznie pokazał uzwojenie z aluminium - cud NRD. Dawał regulowane 12 Volt stałego dla kolejki i 16 Volt zmiennego dla obsługi akcesoriów (szlabany, zwrotnice itp.)

-----

Konkretnie to taki:

formatting link

Dnia Thu, 15 Apr 2021 19:53:31 +0200, sundayman napisał(a):

Kiedyś postanowiłem zrobić lampę łukową. Dwa "węgielki" z baterii 3R4, drewniany piórnik (i tak go nie lubiłem) z zasuwanym wieczkiem jako mechanizm ustawiania odstępu między nimi i dwie blaszki do ich umocowania do pudełka i do wieczka. Do tego lustro i wieczorna ciemność. Żelazko jako ogranicznik prądu, parę drutów i wszystko na parapet i do kontaktu. Łuk był jak należy, buczał pięknie a na podwórku robiło się jasno jak w dzień. Tylko po parunastu sekundach piórnik się zapalał i trza bylo gasić :) Jakim cudem zachowałem wzrok, nie wiem :) A z innej beczki: Jak pomyślę jakie pięknie wykonane stare, międzywojennne odbiorniki radiowe ja rozbierałem na kawałki żeby mieć oporniki i kondensatory do swoich celów to mnie dziś szlag trafia. Dziś były by warte paręset zł za szt. Ale wtedy nie było w Poznaniu sklepu z detalami :)

W dniu 2021-04-15 o 22:24, Jacek Maciejewski pisze:

No właśnie to był ten problem, chciało się coś eksperymentować a nie było czym. Po jakimś czasie dopiero Bomis otworzyli i były paczki z przypadkowymi komponentami co chyba w Diorze nie przeszły przez testy lub/i nadwyżki.

W dniu 15.04.2021 o 22:24, Jacek Maciejewski pisze:

Miałem wtedy dojście do ZURTu :] i byłem Bogiem :] TG 70 wymieniałem jako wymiana handlowa na kolejki PIKO i całe stacje miałem na planszy :)

Potem na Krysiewicza odpalił się młody Gembara...

Piotr Gałka napisał(a) :

Pi razy oko też w okolicy 22 lat. Grzebałem w radiostacji lampowej. Nieopatrznie dotknąłem palcem anody. Bodajże 3kV. Zaskwierczało. Takie oparzenie długo się goi i boli. Ze 3 razy dłużej niż rana cięta.

W dniu 15.04.2021 o 23:12, Zbynek Ltd. pisze:

Pff, ja jakiś czas hodowałem dziury w paznokciach po ruskich Rubinach. Tam jest deko wincyj :D Te bardzo stare Rubiny GEN I miały w ogóle jakieś popierdolone WN a te późniejsze mniej waliły na boki. Jak mieszkanie klienta miało wilgotność pluskiew za szafą to czasem z TV ciekła woda więc groźnie bywało. Obudowa lamp/gniazd rozsypywała się jak trociny a HV emanował błękitem dookoła po zdjęciu pokrywy:) Suszarka własna była jako wyposażenie podstawowe.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required