Pan Marcin Debowski napisał:
Kleszcze to chyba bardziej w liściastych, więc dziwne te ludzie.
Pan Marcin Debowski napisał:
Kleszcze to chyba bardziej w liściastych, więc dziwne te ludzie.
W dniu 22.11.2025 o 10:07, Marek pisze:
Zapach może się podobać ale mało kto wie że opary kalafonii mają silne działanie uczulające. Niejeden elektronik zawdzięcza swój katar sienny, uczulenie na kurz czy jakieś inne, swojemu hobby.
W dniu 22.11.2025 o 11:59, Jacek pisze:
No to już wiem skąd mam prawie wieczny katar :(
To chyba bardziej o hiacynty chodziło, one bardzo mocno pachną, aż w głowie się kręci.
Chodzę na spacery z psem do mieszanego do którego mam 5 minut piechotą, codziennie, i nie łapię kleszczy, ale zasadą jest nie chodzić po zaroślach i wysokich trawach no i się ubrać odpowiednio. Co innego pies, po każdym powrocie ma szczegółowy przegląd sierści i czasami coś znajdę.
W dniu 22.11.2025 o 04:08, Marcin Debowski pisze:
Do gumy też chyba się używa. W każdym razie w zakładzie, w którym robią mieszankę gumową widziałem big bagi z kalafonią.
W dniu 19.11.2025 o 13:41, J.F pisze:
Dlatego dodają do kadzidła: jednym ma pachnieć, drugich odstraszać ;>
Po kalafonii? Spokojnie da się umyć izopropanolem, nie wspominając o mocniejszych środkach. Grube strupy lepiej zdrapać wcześniej czymś ostrym. Można w ogóle nie myć - kalafonia bardzo dobrze zabezpiecza.
Jakby co - dobrze zabezpiecza też Plastik70. Miałem płytki, które pracowały na zewnątrz w skrzynce z 10 lat i kiedyś wandale rozwaliły drzwiczki od tej skrzynki i było wszystko na wierzchu. Najbardziej oberwały podstawki, nóżki scalaków i zaciski śrubowe, bo to nie było spryskane. Płytka była jak nowa, po remoncie działa do dziś.
W dniu 22.11.2025 o 11:42, Jarosław Sokołowski pisze:
Problem polega na tym, że terpentyna sprzedawana jako rozpuszczalnik malarski to "terpentyna". Dawno temu był to autentyczny destylat żywicy, pachniał pięknie. To się zmieniło. Niestety.
Paweł
W dniu 22.11.2025 o 12:20, Janusz pisze:
Chodzę po zaroślach, nie ubieram się jakoś szczególnie, nie używam repelentów, i bardzo rzadko łapię kleszcza. Natomiast moja żona zbiera je na tuziny, mimo repelentów.
P.P.
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
Dawno nie kupowałem terpentyny, ale mam zapasie czterdziestoletnią butelkę. Dla mnie wciąż pachnie pięknie. Ale są ludzie, których to odrzuca. Tak samo jak czterdzieści lat wcześniej. Problem musi być w odbiorcy (co nie wyklucza różnic między terpentyna a "terpentyną").
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
U nas tak samo. Mnie raz tylko jedyny próbował dziabnąć pod kolanem. Znalazłem go tam martwego. Chyba trujący jestem dla tego gatunku.
W dniu 22.11.2025 o 14:23, Jarosław Sokołowski pisze:
Słyszałem spiskową teorię, że wiąże się to z grupą krwi. Moja żona to klasa A, ja jestem zerowcem.
Paweł
No bo jak sugerował przedpiśca trzeba połknąć, żeby pachniało fiołkami.
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
Przecież już pisałem, że u nas tak samo.
Pan Marek napisał:
Sam to sugerowałem (za wcześniejszą radą niejakiego A. Smitha).
W dniu 22.11.2025 o 16:11, Jarosław Sokołowski pisze:
O grupach krwi nie pisałeś.
P.P.
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
Nie pisałem, ale tak samo słyszałem o teorii wiążącej grupę krwi z jej smakowitością dla kleszczy. Potwierdzających informacji (czyli "u nas tak samo") znam jeszcze kilka, chociaż mnie to wszystko nie wydaje mi się aż tak proste. Ludzi z zerową grupą jest sporo, ale żeby tak jedyny śmiałek wśród pajęczaków przy pierwszej próbie spożycia od razu odwalał kitę...
Kleszcza kilka razy złapałem, ale jeszcze w kwestii owadziej, nie muszę używać żadnych repelentów przeciwko komarom jak jestem z żoną. Syn przejął po niej i też się na wypadach pod namiot przydaje.
Co do grupy krwi i kleszczy, to one tak na smak czy na zapach? To jednak musi być spora inwestycja dla kleszcza i trauma taki nietrafiony nosiciel.
A nie w wysokich trawach?
Myślę, że to z grubsza definiuje moją indywidualną granicę, której jako chemik-eksperymentator nie chciałbym przekroczyć.
Co zaś do meritum, może i nawet nic nie metabolizuje, (choć nie wykluczam) przynajmniej w przewodzie pokarmowym, a tworzy się jakieś magiczne dopłenienie "bukietu".
Można, ale raz, chomik działa zwykle oportunitycznie podług klucza: napchać jak najwięcej do wora, a dwa, wspomniany chomik nie żyje, a ja nie jestem jeszcze w pełni gotowy aby się z nim integrować.
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required