Pewnie reakcyjniak lub bardzo popularny w takich zestawach układ refleksowy (pierwszy tranzystor pełnił równocześnie rolę wzmacniacza w.cz. i pierwszego stopnia wzmacniacza m.cz.) lub refleksowy z reakcją (lekkim dodatnim sprzężeniem zwrotnym dla odtłumienia obwodu rezonansowego na antenie ferrytowej)
Didn't find your answer? Ask the community — no account required.
H
HF5BS
Użytkownik "J.F." <jfox snipped-for-privacy@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:hb87mhidp0l4$. snipped-for-privacy@40tude.net...
A no cóż na to poradzić. Ale skoro małe radio w kieszeni działa, to ja bym się nie poddawał. I tak będzie kompromis.
Coś zrobić trzeba, skoro cewki mniej, to kondzioła musi być więcej. Czekaj... bo już się pogubiłem (co też jeden z kolegów skwapliwie wyłapał i zamiast zwrócić na to pogubienie uwagę, uderzył ad personam, przez co już do reszty mi się rozleciało...), bo nam się wątek rozdwoił na to z Młodego Technika, oraz na homodynę... Sorry, jeśli coś naplotę, ale mam już misz-masz we łbie... Urwę się więc z wątku na krótko, aż mi się to ponownie "zsynchronizuje".
Mniej-więcej na tym to polega. Co miało by się mieszać z sygnałem? Generator o połowie częstotliwości, mieszacz Poliakowa załatwi powielenie x2 i zmieszanie, od razu też masz na wyjściu audio, jako jeden z produktów mieszania.
Generatora do sygnału? Na tym homodyna polega - mieszasz sygnał generatora z sygnałem uzytecznym i bezpośrednio uzyskujesz audio, nie da się, by nie przenikało.
A tu już kompletnie się zgubiłem. Co do homodyny - tak, stały poziom i ZTCP nawet dość precyzyjnie dobrany. Tak na szybko - jeden z wyników Google na hasło "mieszacz Poliakowa"...
formatting link
na "resynchro"... przepraszam...
R
RoMan Mandziejewicz
Jednak zapomniałeś o kondensatorach równoległych do obrotowego. W rzeczywistości indukcyjność była mniejsza.
J
J.F.
Użytkownik "HF5BS" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych:oiqor1$ct8$ snipped-for-privacy@node1.news.atman.pl... Użytkownik "J.F." <jfox snipped-for-privacy@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:hb87mhidp0l4$. snipped-for-privacy@40tude.net...
Dziala, ale na UKF.
Kondensatorem to mozesz dostroic cewke do rezonansu. Pojemnoscia objektu na koncu anteny mozesz dostroic pret/unipol/dipol do rezonansu. Ale wielka musialaby byc na 225kHz.
I tu sie chyba nic nie wymysli - jakas kulka metalowa w ceramicznej otoczce chyba nadal ma mala pojemnosc.
Za to w homodynie czy innych pomyslach nie trzeba az tak bardzo stroic - zobacz np na websdr.
Chodzi mi o to, ze ten generator bedzie sial po okolicy, bo calkiem zaekranowac to sie go nie da, antena bedzie to wylapywac, mieszac pieknie zmiesza, i sygnal bardzo dobry odbieramy :-)
Ale antena ma odbierac sygnal z nadajnika, a nie z lokalnego generatora :-)
No to jak antena ma stabilny przesluch, to odbieramy staly poziom i po zmieszaniu nie slyszymy juz tego na audio. Ale juz automatyczne dostrojenie moze byc trudne, gdy lapiemy w wiekszosci wlasny sygnal.
O Poliakowie to musze doczytac.
J.
J
J.F.
Użytkownik "RoMan Mandziejewicz" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@pik-net.pl.invalid... Hello TurboPascal,
Na falach srednich praktycznie ich nie bylo.
Na dlugich w odbiorniku Dana byl 39pF :-)
J.
I
invalid unparseable
Pan Piotr Gałka napisał:
Po prostu obwód wielkiej dobroci -- z jak najmniejszymi stratami w rezystancjach, potrafiący się rozbujać jak huśtawka w ogródku jordanowskim, a więc selektywny. W praktyce to się przekłada nie tylko na gruby drut czy licę do nawinięcia cewki, ale też właściwą geometrię uzwojenia. By ograniczyć pojemność -- niech ona będzie w kondensatorze, a nie jako stała rozłożona w cewce.
Przemiana częstotliwości w ogóle mi przez myśl nie przeszła! Najwyżej drugi obwód rezonansowy do podwyższenia selektywności.
W latach siedemdziesiątych, gdy miałem radio lampowe, Warszawy I słuchałem na podłączonym do wejścia gramofonowego odbiorniku detektorowym. Jakość dźwięku była lepsza niż z superheterodyny tego odbiornika. A to było radio najwyższej klasy wtedy dostępnej.
Jarek
P
Piotr Gałka
W dniu 2017-06-26 o 13:55, Jarosław Sokołowski pisze:
Nie mam pojęcia czy z takim nawet super zrobionym uzwojeniem na antenie ferrytowej da się coś więcej jak jakieś 30 uzyskać.
Nie chodziło mi o przemianę tylko o coś jak sam wzmacniacz p.cz - czyli kilka filtrów a między nimi stopnie wzmacniające. Bo takie coś to już też nie jest odbiornik detektorowy tylko odbiornik o bezpośrednim wzmocnieniu. Tak przynajmniej mam wbite lata temu do głowy.
Dwa obwody, aby nie stały się jednym muszą być chyba dość słabo sprzężone. Mam obawy, że w odbiorniku detektorowym oznacza to tak duży spadek sygnału, że nie wystarczy dla słuchawki.
Moje próby z tym detektorowym co mi cały czas W-wę odbierało też robiłem wtykając je do wejścia gramofonowego radia lampowego. W ścianie za tym radiem było normalne gniazdko (jak wszystkie inne 220V), ale dziurki miało opisane A i Z więc naturalne było przeprowadzanie takich prób w pobliżu tego radia :) Miałem słuchawki 2kom, ale przez wzmacniacz lepiej było słychać. P.G.
J
Janusz
W dniu 2017-06-25 o 11:15, J.F. pisze:
Dobrze zrobiłeś tylko pewnie antenę miałeś za krótką, anteny na AM muszą być długie i to bardzo + dobre uziemienie, dlatego w fabrycznych odbiornikach się ich nie stosowało, tylko anteny ferytowe, długie i średnie, sytuacja się zmienia dla fal krótkich które chodziły tylko na antenie zewnętrznej, ale tam kilka metrów druta starczało. I tak też te wszystkie przenośne radia były budowane, długie i średnie na antenie ferytowej, krótkie i ukf na teleskopowej.
I
invalid unparseable
Pan Piotr Gałka napisał:
Nie miałem na myśli nawijania na pręcie ferytowym. Raczej jakiś duży efektownie wyglądający koszyk.
Tak. Myślę, że dwa obwody to by było w sam raz. Warto przy okazji zaznaczyć jak mylące może być określenie "pośrednia częstotliwość" użyte w opozycji do "wielka częstotkiwość". W przypadku fal długich i Warszawy I ta w.cz. jest dwa razy niższa od powszechnie stosowanej p.cz.
Jak już wspomniałem, odbiór słuchawkowy nie był najwyżej na liście priorytetów. Gdyby selektywność wymagała takiego układu, wtedy warto.
Użyłem rynny i kaloryfera. Jedno i drugie łatwo dostępne z okolic radia. Grało znakomicie. W słuchawkach też było słychać.
I
invalid unparseable
Pan Janusz napisał:
Akurat nieprawda. Radioodbirnik "Pionier" (pierwszy powojenny), większość (może wszystkie) przedwojenne nie miały anteny ferrytowej. A zakresy fal długich i średnich jak najbardziej miały. Fabryki naprodukowały miliony odbiorników, które korzystły z zewnętrznych anten na fale średnie.
J
J.F.
Użytkownik "Janusz" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych:oiquut$m50$ snipped-for-privacy@node2.news.atman.pl... W dniu 2017-06-25 o 11:15, J.F. pisze:
Na schemacie mamy jednak fale dlugie, brak uziemienia i informacji o dlugosci anteny :-)
Moze w Warszawie lepiej dzialalo :-)
Tylko jesli sie dobrze orientuje, to natezenie pola E fali nie zalezy od czestotliwosci. Na UKF antena bedzie rezonowac przy dobrej dlugosci, ale juz na KF i tak bedzie za krotka.
I tylko ta masa mi sie nie podoba - wejscie odbiornika jest male, wpiete w srodek dipola bedzie czule na prad plynacy miedzy polowkami, na koncu dipola prad jak wiadomo jest jednak minimalny.
J.
J
J.F.
Użytkownik "Piotr Gałka" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych:oiqtn4$c2f$1$ snipped-for-privacy@news.chmurka.net... W dniu 2017-06-26 o 13:55, Jarosław Sokołowski pisze:
To zrobic cewke powietrzna :-)
Slabe sprzezenie wystarcza tez w filtrach pasmowych - takich z dwoma obwodami LC :-(
We wroclawiu wzmaczniacz z drutem to lapal Wolna Europe.
Swoja droga ciekawe, bo to jednak sporo km...
J.
H
HF5BS
Miałem nie pisać... aaaale spróbuję odfiltrować (więc tam się nie odezwę - za kilkka dni może wrócę do tematu) to gdzie sie pogubiłem i napisać ad meritum... Użytkownik "J.F." <jfox snipped-for-privacy@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:5950eb59$0$5154$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl...
Mnie superreakcyjny działał i to całkiem nieźle, jak na skomplikowanie układu. Tylko zapewne okolica miała problemy z odbiorem...
Gdziekolwiek masz generację, to idzie w eter. Przecież tak modelowałem sobie BFO w radiu, w którym tego nie ma - na głównym urządzeniu dostrojenie do stacji, a drugie radio dostroić do czestotliwości różnej o p.cz. głównego, aby zdudnić heterodynę od razu z sygnałem użytecznym. A główne radio myśli sobie, że odbiera normalną stację i wszystko pięknie słychać. W podobnym układzie, ale na nieco innej zasadzie, słuchałem na pewnym radiu stacji, z zakresu, którego ono nie odbierało. Radia miały jednakowe p.cz., radio odbiorcze dostrajałem do stacji, a radio grające po prostu tę stację grało. Jak? Sprzężenie przez p.cz., co odbiorcze puściło w p.cz., odebrała p.cz. radia grającego. A jak próbowałem zmajstrować coś reakcyjnego na lampie, to grające w sąsiednim pokoju zwykłe radio głośno protestowało :))
Masz na schemacie pod linkiem - banał, dwie przeciwrównoległe diody. Na tym bazują najprostsze homodyny. Te bardziej skomplikowane zapewne radzą sobie inaczej, np. kojarząc sygnał wejściowy z heterodyną, w np., (de)modulatorze pierścieniowym, czy jakimkolwiek innym, albo nawet zaadaptowanej "aplikacji" (nie mylić z Androidem) stereodekodera (gdzieś widziałem kilka schematów w necie). Ja też doczytam... ale ta pogoda nie nastraja.
J
Janusz
W dniu 2017-06-26 o 14:45, Jarosław Sokołowski pisze:
Ale o ile zrozumiałem to tu była mowa o prrzenośnych radiach. A pionier zgadza się, to taki rodzynek bo chyba wtedy jeszcze feryty albo były niedostępne albo za drogie.
H
HF5BS
Użytkownik "J.F." <jfox snipped-for-privacy@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:59510338$0$15193$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl...
Ja u siebie, sama swojnica na ferrycie, więc pewnie pojemności pasożytnicze dołożyły... Istotne, że bez żadnych dołączeń, ani anteny, ani ziemi, tylko wzmacniaczyk na paru tranzystorach. Albo VoA, albo RWE (nie mylić ze StoEn-em). Całkiem wyraźnie i nie tak całkiem cicho.
Na KF normalne, że poziom fali jonosferycznej wielokrotnie przekracza poziom przyziemnej, która zresztą na KF ma bardzo mały zasięg (hint w powiązaniu - "strefa martwa"). Zniekształcenia i wahania sygnału są z tego, że jonosfera żyje. Więc to prawie tak, jakbyś świecił przez wysoką górę, bezpośrednio wiadomo, że nie ma co, ale jak byś wziął latarkę i poświecił na lusterko na szczycie, to bardzo jest prawdopodobne, że dzięki temu oświetlisz coś po drugiej stronie, bo lusterko odbije światło latarki. A żywość jonosfery, to wiatr (i nie tylko) targający tym lusterkiem, przez co będzie się ono bujać . Tak wyglądają owe kilometry. Nie zdziw się, jeśli z jakiegoś pomiaru wyjdzie, że między nadajnikiem a odbiornikiem, jest 100 tysięcy (a nawet więcej) km... W radiokomunikacji to nic osobliwego, niemal normalka. A jak? A to już zostawiam do zgadnięcia, ja musiałem umieć to na egzaminie na świadectwo radiooperatora (wówczas "Świadectwo uzdolnienia"). :)) Banalnie proste, dlatego daję jako zagadkę :) Oczywiście, wytrawny radiooperator z pewnością rozpozna na słuch, ze takie zjawisko właśnie zaszło.
P
Piotr Wyderski
Odbiera i robi z niego DC -- zazwyczaj nieinteresująca składowa.
Stały to on jest tak, jak stały jest sygnał z anteny. Jeśli sygnał z anteny się zmienia, to i to "DC" za nim nadąża -- otrzymujesz demodulator homodynowy.
Pozdrawiam, Piotr
P
Piotr Wyderski
Siał po okolicy będzie dokładnie tak samo, jak zwykła heterodyna. Nikt nie każe przecież robić mieszania na antenie, zazwyczaj jakiś przedwzmacniacz (strojony lub szerokopasmowy) tam na wejściu jest, a on ma m.in. własności izolacyjne względem generatora lokalnego i produktów przemiany.
O ile nie nasycisz stopnia wejściowego, to nie stanowi to problemu. A jak przenika tyle, by zatkać przedwzmacniacz, to problem jest, ale głównie prawny. Za nielicencjonowany nadajnik możesz mieć poranną wizytę trzech króli. :-)
Pozdrawiam, Piotr
H
HF5BS
Użytkownik "Jarosław Sokołowski" snipped-for-privacy@lasek.waw.pl> napisał w wiadomości news: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl...
Radia samochodowe mają tak do dziś - brak ferrytu, jedynie obwody wejściowe, bez których przez mieszacz przejdzie makabra jakaś, pomieszany cały syf z okolicy. A rzecz załatwiona tak, że półtorametrowy pręt dostrojony jest trymerkiem obecnym w radiu tak, aby dorezonował równolegle mniej-więcej tam, gdzie chcemy odbierać, bądź na środku pasma, jeśli ubytki po bokach nie będą zbyt wielkie, poza tym, co szkodzi precyzować to dostrojenie zwykłym kondziołem (trymrek swoją drogą, dla zgrubnego zestrojenia anteny z radiem), przestrajającym całość? I jakoś to radio, mimo tak krótkiego pręta, słychać całkiem sensownie. Powiem tak, że nawet pomijając wzmacniacz w.cz. i obwody wejściowe, da się uzyskać odbiór PR1, zatykając metrowy kawałek drutu od razu na mieszacz. Choć dla ucha miłe to nie będzie, ale wiadomości i prognozę pogody wysłuchać się da. Zrobiłem tak w Szczawnicy, jak spaliłem niechcący wzmacniacz wejściowy (2SK41, od iskry ze swetra na obudowę), radio Traper SMP401.
P
Piotr Wyderski
Śmiem twierdzić, że większość dzisiejszych homodyn korzysta z generatora kwadraturowego i demodulację robi dokładnie w ten sam sposób, co przy okazji załatwia problem częstotliwości lustrzanych. To ostanie cyfrowo, a i w pełni cyfrowy generator bywa stosowany, jeżeli przetwornik ADC jest szybki. Wówczas to się robi szczególnie proste, mnoży się sygnał wejściowy przez (1, 0, -1, 0) w kanale synfazowym i (0, 1, 0, -1) w kwadraturowym, a więc w praktyce wystarcza warunkowy negator, a nie pełny mnożnik. Znakomicie to się integruje z filtrami FIR za mieszaczem: co druga próbka ma wartość 0. Z jakiegoś jednak powodu w tanich układach z przemiana bezpośrednią wolą dwa przetwornki niż jeden, szybszy. Rzuć sobie z ciekawości okiem np. na Si4703:
formatting link
Pozdrawiam, Piotr
I
invalid unparseable
Pan Janusz napisał:
Ograniczenie do przenośnych musiało mi umknąć (zdarza się), ale to i tak nieistotne -- lampowe i przenośnie to dopiero były rodzynki (Szarotka). Pionier rodzynkiem nie był, to konstrukcja reprezentatywna dla swojej epoki. Pewnie gdzieś do połowy lat sześćdziesiątych produkowano radia lampowe bez anteny ferrytowej. Mam takie "Sonatina" (leżało przy koszu na śmieci na przystanku autobusowym -- wziąłem do domu, gra). Produkowane do roku 1963. Ale wychowałem się przy radioodbiorniku Juwel 2 z roku 1957, który antenę ferrytową miał. W dodatku zamontowaną w skrzynce na obrotowej wieży pokręcanej gałką i podziałką z podanym azymutem. Taki ferryt był dobrem lukasusowym, stosowanycm tylko w drogim sprzęcie, a tani musiał sobie radzić z kawałkiem drutu wetkniętym w gniazdko antenowe. I wcale nie musiał to być bardzo długi kawałek drutu. Ta moja Sonatina zagrała gdy dotknąłem palcem gniazdka.
Join the Discussion
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Didn't find your answer?
Ask the community — no account required
Report Content
You are reporting this content to the moderators. They will look at it
ASAP.