sundayman napisał:
Teraz podali, że ten mężczyzna, to był student, który miał pod płaszczem ukrytą aparturę do pomiaru promieniowania, hmm... jądrowego.
sundayman napisał:
Teraz podali, że ten mężczyzna, to był student, który miał pod płaszczem ukrytą aparturę do pomiaru promieniowania, hmm... jądrowego.
Oj tak. Osiwieliby.
Takie wydarzenia są dowodem na intensywną pracę aniołów stróżów i ogólnie determinizm - pisane ci było przeżyć :)
Taaa. Na pewno. Ok. Wody brzozowej nie piłem, ale kiedyś pewien pan patrząc na moją ciocię myjącą okno płynem jakimś ze spirytusem (denaturat ?) - na parterze od ulicy - stwierdził zazdrośnie ; "nie szkoda to pani ??".
Ale już winko marki winko ze sporą zawartością związków siarki to już się pijało :)
Ach czasy... dziś na piwo 0.33 Heineken nie mam ochoty przeważnie...
świat oszalał.
W dniu 2016-07-20 o 20:53, sundayman pisze:
Albo i gorzej.
Przeżycie niesamowite. Ile myśli zdążyło mi przez ten czas przez głowę przelecieć to normalnie chyba przez godzinę by nie przeszło. A te gałęzie to prawie jakby ktoś mnie łapał za plecy i delikatnie unosił... Normalnie jakbym na puch spadał. Ale więcej już tego nie chcę przeżywać.
Nie, zdecydowanie nie. U nas stały gąsiorki. Od 5 do 20 litrów. Kilka. Teraz się jeszcze zastanawiam nad jakimś, ale właśnie lekarz napisał mi na recepcie jakieś paskudztwo, przy którym piszą o zdecydowanym zaleceniu odstawienia...
A na piwo to jakoś nigdy nie miałem smaku.
Pozdrawiam
DD
W dniu 2016-07-20 o 19:56, sundayman pisze:
Najgłupszym moim wyczynem było robienie nadtlenku eteru. Wylewało się go do pisuarów, eksplozja następowała przy pierwszych kroplach oddawanego moczu. Nadtlenek acetonu pakowałem do stalowych gilz, nie mam pojęcia, po czym one były. Huk był na pół miasta. Acetylenek srebra wsypywało się do popielniczek w knajpie. Potem siadało się parę stolików dalej. Przy kiepowaniu rozwalało pety na całą knajpę. Trójjodek azotu wyrzucało się na ulicy. Gdy ktoś wdepnął, odruchowo zabierał nogi z miejsca eksplozji... Z Ligi Obrony Kraju wyrzucono mnie za zbombardowanie publiczności w czasie pokazu. Zrobiliśmy model bombowca, bomby wypełniłem acetylenkiem srebra, wyzwalało się je dodatkowym kanałem zdalnego sterowania, oczywiście nielegalnym. Ktoś wszedł na częstotliwość. Ale i tak nie udało mi się przebić kolegi który zastrzelił krowę :-(
Ja tego nie robiłem. Za to dużo czasu zajęło mi rozpracowanie problemu, dlaczego w śmietniku jest mnóstwo butelek po wodzie brzozowej z utrąconymi szyjkami.
P.P.
Użytkownik "sundayman" snipped-for-privacy@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:nmodvv$3ae$ snipped-for-privacy@node2.news.atman.pl...
Może być napalenie we własnym koszu na śmieci, w kuchni? :) W porę zagasiłem, acz kubełek jeszcze parę lat nosił charakterystyczne "blizny" w postaci wytopionych dziur :) Zadymienie było takie, że dziwię się, iż straż pożarna nie przyjechała...
Użytkownik "sundayman" snipped-for-privacy@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:nmohcb$kfm$ snipped-for-privacy@node1.news.atman.pl...
Ciekawe, co by powiedział na izopropanol?
Co śmiesznego, nigdy po winie nie rypał mnie łeb! Po wódzie tak, po piwie tak, po winie nigdy. Nawet po "siarze".
Pomijając sprawę leków, muszę uważać, jakie piwo piję. Smakuje mi Jabłonowskie mocne, ale łeb po nim często. Mocny Van Pur już nie tak bardzo napyla, Warka Strong jest OK, piwa koszerne takowoż. Za to lubię drinka, w którym nie poczujesz alkoholu, a od stołu nie wstaniesz, bo ci się nogi ugną, a do momentu próby wstania praktycznie nie poczujesz, że ci w głowie zaszumiało... (oczywiście, na jednym się skończyć nie może)
1 część syropu owocowego, 1 część spirytusu, 4-5 części wody sodowej, podawać od razu. Kiedys lubiłem kupować mocne piwo i dopieszczać je dolewką spirytu etylowego. Jeśli się nie przeholowało z ostateczną ilością etanolu w napoju, było bezpieczne. Łeb się kiwał, ale nie rypał, trzeba tylko było pilnować, aby się nie odwodnić. I nie pić na czczo. Oraz mieć w pogotowiu coś elektrolitycznego - duży przemiał wody.Użytkownik "Dariusz Dorochowicz" <dadoro@_wp_._com_> napisał w wiadomości news:578fd4e2$0$643$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl... ...
Bo... idąc za reklamą - co piwo, to piwo. Były takie, które pijałem litrami (z umiarem, inaczej był overflow), były takie, od których po jednym łyku bym się porz... wiecie co.
dobre, podoba mi się :D Aż sobie pomyślałem...no nie, za stary już jestem. Chyba...
no to widzę kolega wyjątkowo uzdolniony :)
i czy takie dochodzenie nie było bardziej rozwijające intelektualnie niż kretyńskie pokemony ?
to mi przypomniało zdarzenie, kiedy mając może z 10 lat zachciało mi się wylewać stearynę, na andrzejki czy tam mikołajki. W tym celu do około półlitrowego garnka wsadziłem sporo kawałków świec i postawiłem na gazie.
Niestety przesadziłem i całość się zapaliła. Ale co to za problem ? Wziąłem szklankę wody z kranu i wlałem do płonącej stearyny.
Jak jebnęło, to rodzice myśleli że gaz wysadziłem. Ale jakoś poza zadymieniem (czy zaparowaniem ?) całej kuchni nic się nie stało. Może się rozchlapała ta stearyna, nie pamiętam...
Podgrzewanie naczynka z produkowanym napalmem (coby się mydło lepiej rozpuszczało),... nad otwartym ogniem. Za koc gaśniczy posłużył dywan, powstałą piękna warstwa gęstego dymu. (Dywan przeżył, do czasu przypadkowego skropienia go kwasem siarkowym.)
Słoiczek ze sporą ilością prochu czekoladowego (siarki nie miałem), i prowadzę 'eksperyment', biorę po małej łyżeczce, mieszam z różnymi dodatkami, patrząc, jak się ogienek zmienia. Z jednego próbnego odpalenia iskra wpadła do słoiczka. Piękny język ognia poszedł, ale stoliczek pokryty kraterami.
pzdr bartekltg
"Po ujęciu mężczyzny okazało się, że podejrzenia to tylko fałszywy alarm. Mężczyzna jest studentem promieniowania jądrowego na uniwersytecie w Brukseli. Sprzęt pod kurtką był mu potrzebny do wykonania badań"
Zdarzało mi się latać po mieście z różnym dziwnym sprzętem (np wielki ruski oscyloskop z żółto czarnymi wiatraczkami doklejonymi dla zabawy), ale żeby tak w płaszczu latem? ;-)
pzdr bartekltg
widocznie pomyślał, że jak ukryje sprzęt pod płaszczem to nie będzie wzbudzał niezdrowej sensacji...
tak sobie myślę, że racjonalnie powinniśmy się tutaj nie spotkać, a już przynajmniej nie móc pisać na grupach z powodu braku ważnych kończyn :)
Dnia Wed, 20 Jul 2016 23:10:25 +0200, sundayman napisał(a):
O to to to, tez tak "gasilem" :-)
Halasu jakiegos nie pamietam, ale ten slup ognia po sufit ... to powinni w TV i szkole pokazywac dla przestrogi :-)
Nawiesem mowiac - ktorys z prezenterow TV mial wypadek - zona podgrzewala parafine w wiekszym naczyniu, ta sie zapalila, wiec on bohatersko wyniosl na balkon - i poparzyl obie dlonie. Pol roku zwolnienia.
Ciekawe - tez za mlodu eksperymentowal i wiedzial, czym sie skonczy gaszenie woda ?
Nawiasem mowiac - w calkiem dojrzalym wieku potrzebowalem (no, chcialem, eksperyment naukowy :-), zapalic niewielka ilosc benzyny, wanna wydala mi sie najlepsza ... woda z prysznica faktycznie benzyny sie nie ugasi :-(
J.
Coś nas wkręcasz, oni przychodzą o 6 a nie o 5 rano...
Dnia Wed, 20 Jul 2016 18:33:28 +0200, sundayman napisał(a):
Wy sie smiejecie, a tam ludzie gina, bo wchodza rozni tacy w kamizelkach z dynamitem ...
J.
Z tego, że giną to się nikt specjalnie nie śmieje. To raz. A dwa - z tego co słyszałem, ilość ofiar zamachów AD 2016 nie jest jakoś specjalnie wielka (jakkolwiek to nie brzmi) w stosunku do lat ubiegłych;
Biorąc zaś pod uwagę ilość ofiar zamachów w krajach poza europejskich, którymi się mało kto specjalnie przejmuje, to już w ogóle... Czy to jest powód do radości ? Niespecjalnie. Ale też nie popadajmy może w paranoję, na którą wyraźnie czasem zakrawa to co się dzieje. Jeszcze trochę i rzeczywiście będzie można być profilaktycznie zastrzelonym za niesienie podejrzanie dużej paczki...
W dniu 2016-07-21 o 08:39, Marek pisze:
Dokładnie to nie wiem bo mnie w domu nie było :D Oni do mnie a ja już w robocie żeby zapłacić podatki i "oni" mogli (mieli za co ) przyjść :)
ps. Ale żonę wystraszyli nieźle.
Pozdr. PK.
Użytkownik "Dariusz Dorochowicz" <dadoro@_wp_._com_> napisał w wiadomości news:578fd4e2$0$643$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl...
Niecałe 20 lat temu spróbowałem. Posłodziłem - nie pomogło, dolałem soku - nie pomogło - tego świństwa się nie da pić :).
Jak zostałem prezesem studenckiego klubu kajakowego (1980) to stwierdzono, że teraz klub z bezalkoholowego stał się antyalkoholowy. Z wyprawy kajakowej do Jugosławii przywiozłem butelkę rumu (nie miałem pojęcia co za kieszonkowe kupić, a wszyscy kupowali alkohol). Jak mnie gardło bolało to trochę popijałem i już :) po 13 latach mi się skończyła. Na szczęście nie wszystkie pieniądze wydałem wtedy na alkohol i przypadek sprawił, że w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na chwilę w Czechosłowacji tuż koło sklepu elektronicznego i kupiłem sobie transformatorówkę 110W, którą używam do dziś i na inną bym nie zamienił (nawet przy wylutowywaniu
0603 jej używam). Znaczy ona tak jak była zrobiona to była fatalna, nie do użycia - przycisk trzeba było tak mocno wciskać, że ręka od razu zaczynała drżeć, ale przerobiłem na mikroswitch.A za najniebezpieczniejszy mój wyczyn uważam dopuszczenie do tego, że mi się spływ rozpłynął po całym Gardnie przy coraz silniejszym wietrze. Nie chodzi o to, że po jeziorze tylko, że po akurat tym jeziorze. Ono potopiło wielu kajakarzy, kiedyś nawet całą kilkunastoosobową grupę. P.G.
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required