Oj znam!
"Pani kierowniczko, palę ciągle palę, ale jak jest zima to musi być zimno..."
Włodek
Oj znam!
"Pani kierowniczko, palę ciągle palę, ale jak jest zima to musi być zimno..."
Włodek
W dniu 25.07.2016 o 08:48, robot pisze:
Kropelką wody wystarczyło potraktować i potem wysuszyć na słońcu.
W dniu piątek, 29 lipca 2016 14:40:14 UTC+2 użytkownik Czarek Grądys napisał:
Robiłem to samo kropelką denaturatu. Efekt ten sam, a wyjęty środek by gotów do rzucania za pół godziny a nie po dobie suszenia na grzejniku, z ryzykiem, że w międzyczasie na minę wlezie rodzicielka albo rodzeństwo. Ale mimo tego, łapy poparzone nieraz były, bo denaturatu czasem pod ręką nie było, to się obierało tak, jak leci :)
W dniu 26.07.2016 o 14:00, HF5BS pisze:
Ale to nie jest podobnie jak z czarnym prochem? Z łebków się przecież strzelało (dwie śruby i nakrętka) - 3-5 łebków wystarczało żeby potem długo piszczało w uszach. Z resztą nie potrzeba śruby - wystarczy "gwiazda", ale tutaj raczej kluczową rolę spełnia spotkanie łebka z draską. Tak czy inaczej widząc co potrafi kilka łebków raczej nie chciał bym żeby im ta beczka faktycznie detonowała.
Użytkownik "bartekltg"
Podgrzewanie naczynka z produkowanym napalmem (coby się mydło lepiej rozpuszczało),... nad otwartym ogniem. Za koc gaśniczy posłużył dywan, powstałą piękna warstwa gęstego dymu. (Dywan przeżył, do czasu przypadkowego skropienia go kwasem siarkowym.)
Słoiczek ze sporą ilością prochu czekoladowego (siarki nie miałem), i prowadzę 'eksperyment', biorę po małej łyżeczce, mieszam z różnymi dodatkami, patrząc, jak się ogienek zmienia. Z jednego próbnego odpalenia iskra wpadła do słoiczka. Piękny język ognia poszedł, ale stoliczek pokryty kraterami.
W dniu 20.07.2016 o 17:05, sundayman pisze:
Może to on
Użytkownik "Mario" snipped-for-privacy@w.pl napisał w wiadomości news:nqh6e9$rf4$ snipped-for-privacy@dont-email.me...
Pewnie mu kabel (cable select) się pomylił master ze slave? Swoją drogą zastanawiam się, co musieli mysleć ludzie, jak z Wolumenu wracałem z izopropanolem (tak, że etykietka była dobrze widoczna) trzymanym w ręce i już nie pomnę, co jeszcze... o, już pamiętam, dwa pojemniki z gazem do lamp lutowniczych, kupione tamże... a trasą moją było Metro Wawrzyszew do Politechniki, potem autobus do Pekinu, nikt nie podszedł, nie zapytał, nie zaczepił, może dlatego, że mnie się nic nie migało? A było to jakoś zaraz po jakimś chyba wybuchu, czy ataku, w tamtych frankofońskich regionach... A może bali się? Ochrona Metra nic, kompletnie... Może przy następnym zakupie IPA i gazu, nabędę jakąś starą płytę główną i garść kabelków, jak na filmie? :)
PS Nie zamierzam nikogo straszyć, szanuję tragedię innych, tylko czasem mam takie wrażenie, że bardziej to paranoja podsycana przez massmedia, niż rzeczywiste zagrożenie.
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required