Wpływ ciśnienia na indukcyjność

Sep 02, 2017 102 Replies

W dniu 04.09.2017 o 19:31, Jarosław Sokołowski pisze:

A no nie :) Nawet ostatnio zarobiłem sobie kabelek DIN-2xTS żeby zgrać coś z kasety do postaci cyfrowej za pomocą starego decka i interfejsu usb. Przy montażu kabelka zastanawiałem się dlaczego właściwie DIN zostało wyparte przez inne audio-złącza (myślę tu bardziej o zastosowaniach profesjonalnych a nie "mini-dżekach do smartfonów") - przy 5 stykach można bez najmniejszego problemu przesłać dwa sygnały różnicowo, w ekranie na dodatek.

Pan J.F. napisał:

Może to i dawno. Mniej więcej wtedy przestałem być na bieżąco. Teraz więcej może o tym powiedzieć mój syn (lat ma niewiele więcej).

No, osobliwy. Bo po co w takim razie komputer, do którego owa karta jest wetknięta?

Potrzebna jest do przechowania obrazu strony. Pamięć na oprogramowanie to tylko dodatek. No i jest odwrót od drukarek, które potrzebują komputera do drukowania.

Tego to ja nie wiem. Nigdy nie byłem użytkownikiem Windows, najwyżej okazjonalnym.

Były chyba jakieś wynalazki, które robiły sieć komputerową korzystającą ze złącz MIDI.

Komputer może robić za syntezator właśnie - jak sądzę Jarek w tym kontekście dokłądnie o nim myślał (odbiera nutki via MIDI i odgrywa na bieżąco co tam dostaje).

Karty miały złącze MIDI, to fakt, ale raczej wynikało to z tego że układ robił także za MPU-401, czyli przechwytywacz (i/lub emiter) nutek MIDI. Karta mogła także mieć hardwareowy syntezator na pokładzie, ale jedno z drugim wcale nie gadało - nutki przechwycone z MIDI leciały do CPU po ISA, a ten ew. mógł gnać je nazad do karty (tej samej lub innej, a co) by grało na jej wbudowanym syntezatorze, ale tak czy inaczej sterować tym wszystkim musiał jakiś program.

Taki przykry trend. Zaczęło się od winmodemów, potem przyszły windrukarki, a teraz to już chyba wszystko jest "software-driven". Kiedyś za wszystko odpowiedzialny był hardware, i świat był taki jakiś... prostszy. A do odegrania MIDI nie potrzeba przecież gigaherców:

formatting link
:)

Mateusz

Pan Jakub Rakus napisał:

Jeden fizyczny standard złącza i dwa różne zastosowania -- analogowy (ten ogólny) oraz cyfrowy (MIDI). Jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Dzisiaj to nie do pomyślenia. Dzisiaj by sie przegrzały słuchawki w helpdesku od pytań, dlaczego po podłączeniu odtwarzacza DVD do syntezatora nic nie słychać. Ale kiedyś jednolity kabel mógł być zaletą. Ludzie byli zdani na siebie, musieli myśleć.

Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl... Pan J.F. napisał:

No, w porzadnym domu owszem, ale 90% to chamy bez takich potrzeb. Albo i 99%.

Tych przekladni jest tam wiecej, i byc moze taka sie wlasnie usklada. Ale to by trzeba cala konstrukcje zrozumiec.

Dlatego patrzymy w patenty.

Z radiem tez zreszta bylo calkiem inaczej, "wynalezenie" to byl proces trwajacy ze 40 lat, z multum ludzi dokonujacych malych ulepszen. A bez Edisona i Lee de Foresta i tak by nie powstalo wspolczesne ... no chyba, ze bysmy tranzystor wynalezli :-)

J.

Pan J.F. napisał:

Nie tyle bez potrzeb, co bez pieniędzy.

Ja na swoje potrzeby rozumiem to w ten sposób, że dysponując przekładnią robiąca półton, da się zrobić instrument obejmujący całą skalę.

To nam da wyłącznie odpowiedź na pytanie, komu wcześniej udało się dotrzeć do urzędu.

Ale żaden z nich nie opatentował radia. Tak to jest w zawodzie wynalazcy, że trzeba patrzeć na dokonania innych. I je łączyć, syntezować.

Pan Mateusz Viste napisał:

W pałacu w Kozłówce są takie fajne organy. A właściwie były, bo ktoś w tajemniczych okolicznościach podpierniczył większość mechanizmów. Wojnę przetrwały, komuny już nie. Pan dziedzic sobie obmyślił, że najlepsi artyści będą grać, sprytny mechanizm wydziurkuje nutki na papierowych kartach perforowanych, a on sobie będzie tych znakomitych wykonań słuchał, gdy tylko najdzie go ochota. Takie MIDI bez prundu. Zdaje się, że i względem tego prawdziwego MIDI plany były podobne.

Jak pisałem, F938: deklarowane AL ma 5100, rzeczywiste 3500..4100, w zależności od rdzenia. Rdzenie z rozproszoną szczeliną mają AL w okolicach 100.

Dokładnie tak.

Aby to wykluczyć, potem rdzeń ściskałem w imadle. Wyniki bez większych zmian.

Pozdrawiam, Piotr

W dniu 2017-09-04 o 21:26, Jarosław Sokołowski pisze:

A może wiesz jak we współczesnych organach piszczałkowych realizowane jest połączenie klawiatury z zaworami. Kiedyś to był system zmyślnych cięgieł, dźwigienek, popychaczy itp. A teraz? Elektrozawory?

Robert

Ale specjalizowany komputer pod nazwa "syntezator" zrobi to lepiej :-)

Tego wlasnie nie wiem, bo nie probowalem, ale az sie prosi zrobic automatyczne granie, skoro i tak mamy wszystko na jednej karcie.

Czy ja wiem ... nie zawsze widze cos zlego w tym "software driven", np wlasnie taki odtwarzacz midi.

A i dawniej wcale nie wszystko bylo "hardware", bo mozna bylo uzyc software ... na 8051, na Z80, na 6502 ...

Hardware'owa muzyka:

formatting link

formatting link
:)

Tylko jesli rozumiem - to gra Roland gdzies poza kadrem. Jedyna ciekawostka to jak zrobili interfejs - o ile mnie skleroza nie myli, to MIDI mialo 31.25 kb/s, i to sie kiepsko komponowalo z pecetowym portem RS-232. Dobrze byloby kwarc zmienic.

To chyba lepsze ... ale co tu gra, to nie wiem

formatting link
Chyba wlasnie wbudowany syntezator w karte dzwiekowa.

Znow skleroza zawodzi ... ale pc-speaker chyba dawalo sie obsluzyc analogowo (PWM z timera) ... i lepsza jakosc niz tu powinna byc osiagalna

formatting link
Teraz tylko napisac ten midi player :-)

Tak swoja droga - to wkrotce kazda komorka odtwarzala midi, niektore nawet polifoniczne ...

J.

Pan Robert Wańkowski napisał:

Mój wujek (a właściwie brat babci, czyli wuj mojej mamy) był organistą z całkiem zacnymi organami. Z końca XIX wieku, rozbudaowanymi w latach sześćdziesiątych wieku ubiegłego. Wtedy dodano im między innymi jakieś dzwony. Traktura była już pneumatyczna, czyli klawisze otwierały zaworki, które dmuchały na inne zaworki dmące już w piszczałki. Znane są też rozwiązania mechaniczne, z cięgłami, ale wspomagane dmuchaniem. Coś jak serwo do hamulca w samochodzie. A teraz nie stroni się od rozwiązań z udziałem elektryki.

W dniu 04.09.2017 o 20:59, Jarosław Sokołowski pisze:

Eee chyba nie, elektronika sobie by z tym poradziła. Sam posiadam telefon, który ma TYLKO złącze microUSB. Jest do ładowania, przesyłania danych i... słuchania muzyki. Tylko słuchawki trzeba mieć oryginalne od zestawu. Ale jak widać - można.

Pan Jakub Rakus napisał:

Co jest w tych słuchawkach "oryginalnych od zestawu"? Bo ja słuchawki z wtykiem USB, włączanym normalnie do peceta, miałem już kilkanaście lat temu.

W dniu 2017-09-04 o 18:28, J.F. pisze:

Bo pneumatyczne (i inne) można (a naprawdę trzeba) było stroić indywidualnie, więc można było nastroić dokładnie. Hammond daje inne brzmienie akordów niż reszta instrumentów, bo półtony są odrobinę inne, więc inne wychodzą ich złożenia.

Pozdrawiam

DD

W dniu 2017-09-04 o 22:01, Jarosław Sokołowski pisze:

Teraz? W albumie o Katedrze Oliwskiej jest informacja, że po zniszczeniach wojennych całe sterowanie zostało ufundowane (nie pamiętam jak było z wykonaniem) przez Polaków z Chicago. Elektryczne. Ale, co dla mnie było ciekawe, pomimo dość sporej mocy, zupełnie nie słychać pompowania. Z kolei w małym kościółku gdzieś tam słychać było że organista zaraz zacznie grać, bo ruszał silnik po dłuższej przerwie i było to całkiem wyraźne. Ale jak to wszystko tam działało - nie mam pojęcia. Kiedy można było o to zapytać jakoś człowiek o tym nie pomyślał, a teraz już nie ma kogo. Może kiedyś w wakacje...

Pozdrawiam

DD

Pan Dariusz Dorochowicz napisał:

Pneumatyczne *jak w syrenie strażackiej*. Czyli dalej mamy kółka zębate, przekładnie, wszystko to, co jest w elektrycznych organach Hammonda. Tylko że te ząbki nie poruszają się w polu magnetycznym i nie indukują prądu w cewce, a modulują strumień powietrza, który potem dalej dmie w jakąś tubę (fachowo to by na to "roztrąb" trzeba było powiedzieć).

Pan Dariusz Dorochowicz napisał:

No bo panie w tej Ameryce, to oni nawet krzesło zrobią elektryczne.

Przecież dęcie w miechy nie ma nic wspólnego z trakturą!

U wuja oglądałem jeszcze jako dziecko. Potężny miech skórzany, od góry był przyciśnięty dodatkowo jakimiś betonowymi pustakami dla większego obciążenia. Elektryczna dmuchawa go nadymała. Wcześniej, gdy prądu jeszcze nie było, albo w sytuacjach awaryjnych, ministranty stawały na drągu, który unosił dechę z tymi pustakami do góry. A miech nabierał oddechu, by mieć siłę dąć w piszczałki.

Na jak to jest zrobione pokazywli proces produkcji organow piszczalkowych. Wszystko uruchamiane jak kiedys. Jedyne unowoczesnienie to sprezarka zamiast miechow. Na prad byla jeszcze lampka do oswietlania nut. Oni recznie blache robili i co ciekawe po zrobieniu blachy iles czasu musiala byc sezonowana.

W dniu 2017-09-05 o 01:29, Jarosław Sokołowski pisze:

Może raczej "niekoniecznie ma coś wspólnego"? Wykorzystanie sprężonego powietrza wydaje się tu zupełnie naturalne i nie spodziewam się żeby był osobny miech do traktury ;) A że można inaczej... Taka ciekawostka tylko. Do otwierania zaworków to powietrza za dużo nie trzeba, ale do tych dużych rur (największych w Oliwie nie widać) owszem. I mimo to silnika nie słychać. A o sterowaniu piszę dopiero dalej :)

A tak, na jakimś filmie to nawet widać było :)

Pozdrawiam

DD

W dniu 2017-09-05 o 01:26, Jarosław Sokołowski pisze:

A, no to faktycznie. Ale tu zupełnie inne moce do przekładni potrzebne, jak sądzę, więc koszt od razu poleciałby w górę. Dzięki za wyjaśnienie :)

Pozdrawiam

DD

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required