Leżakujące SSD gubią po roku dane

Nov 28, 2025 Last reply: 6 months ago 213 Replies

Pan Mirek napisał:

W Konieczkowej. Tylko w tym roku cztery razy tamtędy jechałem, a raz czy nawet dwa razy zatrzymywałem się na kawę w żabce. Ale na muzeum jakoś czasu nie stało. Może to dobre na postanowienie noworoczne, by w końcu obejrzeć.

[...]

Od tych "lewych obrotów" wzięło się powiedzenie, że komuś szajba odbiła. Wehikuł z takim motorkiem potrafił sobie stać przed skrzyżowaniem, a koło zamachowe, czyli właśnie "szajba", kręciło się leniwie. Przy nieumiejętnej próbie zwiększenia obrotów cośtam we wtryskach się mieszało i silnik coraz żwawiej kręcił się do tyłu. Nie daj Bóg stać za czymś takim w kolejce.

Gdyby ktoś nie dotarł do Konieczkowej, niech na pocieszenie obejrzy to:

formatting link

Pan Mirek napisał:

Tak, też mogę "esa" potwierdzić z tych regionów. "Esiok" jest śląski, choć do małopolski też udało mu się przeniknąć. A nawet dalej.

W dniu 18.12.2025 o 22:58, Jarosław Sokołowski pisze:

Co nie przeszkadza zalać glikolem:

formatting link
czy to jest przemyślane czy dyletanctwo. Glikol wrze w blisko 200 stopniach co chyba nie wpływa dobrze na ten silnik.

się mówi "glikol", ale to mieszanka glikolu z wodą, i paruje w znacznie nizszej temperaturze.

No chyba, ze tak będą dolewali tego płynu, dolewali, az będzie coraz bardiej stężony ...

J.

Pan Mirek napisał:

Czystym glikolem, czy mieszanką, taką jak borygo? Czysty wrze wysoko, ale już niewielki dodatek wody temperaturę znacząco obniża. Stosowana zazwyczaj miezanina pół na pół wrze poniżej 110°C. Taka temperatura podawana bywa jako optymalna dla pracy silnika, więc może to przemyślane.

W silnikach samochodowych używa się mieszaniny wody z glikolem, bo to i taniej, i temperatura krzepnięcia jest niższa niż czystego glikolu. Ale jest jeden powód, by w pewnych warunkach jeździć ze stuprocentowym glikolem. Ma on niższe ciepło właściwe, więc silnik szybciej się nagrzewa, a w kabinie szybciej robi się ciepło. Przy jazdach na krótkich dystansach może to mieć znaczenie. Trzeba tylko uważać na temperatury poniżej -13°C. Krzepnący płyn nie rozsadzi bloku, jednak lepiej nie uruchamiać silnika z taką galarteką.

W dniu 20.12.2025 o 21:02, Jarosław Sokołowski pisze:

No ale w tym silniku płyn wrze cały czas i się go uzupełnia, co jak zauważył J.F doprowadzi do zagęszczenia mieszaniny. Przemyślane to byłoby wlanie mieszanki glikolu na zimę jeśli się go chce okresowo i na krótko uruchamiać, a do dłuższej pracy w lecie jednak spuścić glikol i nalać wody.

Pan Mirek napisał:

Można dolewać samą wodę. Tak jak drzewiej do akumulatora kwasowego.

Przy pierwszym uruchomieniu (chyba film numer 3), podczas mrozu -10°C, gościu używa wody. Niewielkiej ilości na dnie zbiornika, którą na koniec spuszcza, by nie zamarzła. Taka była praktyka obchodzenia się z tymi silnikami, zwłaszcza zimą -- zalać gorącą wodą, a przynajmniej odpalić na sucho, bo pojemność cieplna mniejsza. Spuszczanie i zalewanie wody to czynność bardzo prosta, nie ma co kombinować z jakimś borygo.

Filmy obejrzałem pobieżnie, nie znalazłem fragmentu z glikolem. Ale na koniec facet kombinuje z jakimś turbodoładowaniem. To może podniesienie temperatury też jest świadome?

W dniu 20.12.2025 o 21:56, Jarosław Sokołowski pisze:

No właśnie, to też jest ciekawe - skoro ubywa tylko woda to dlaczego czuć siarkowodorem?

A to moja wina, bo mi się coś źle kliknęło. Tu jest właściwy film i fragment:

formatting link

Pan Mirek napisał:

Może dlatego, że ołowiu z elektrod też ubywa (w czym udział ma pozostały tlen)?

"...to jest glikol, to jest płyn chłodniczy...". Ale widać, że go coś tam mało na dnie. Może zimą wystarcza mu chłodzenie powietrzem, woda nawet nie wrze?

W dniu 20.12.2025 o 21:56, Jarosław Sokołowski pisze:

Glikol też paruje. Dolewanie wody doprowadzi do zmniejszenia stężenia glikolu. Stosunek molowy glikolu do wody w parze jest z grubsza równy stosunkowi prężności par tych substancji w temperaturze wrzenia mieszaniny.

Paweł

Pan Paweł Pawłowicz napisał:

Wiem, że paruje. W tym uproszczeniu chodziło o to, że *jeśli* dojdzie do "zagęszczenia mieszaniny", wtedy *można* dolać wody. Gdy w końcu dojdzie do zmniejszenia stężenia, wtedy *trzeba* dolać glikolu. O ile stężenie ma wciąż znaczenie, bo wcześniej może przjść wiosna.

Czyli ile konkretnie, tak z grubsza? Można przygotować mieszaninę na dolewki zawierającą oba składniki we właściwych proporcjach. Żeby ich uzupełnianie szło w parze.

W dniu 21.12.2025 o 14:17, Jarosław Sokołowski pisze:

Trzeba znaleźć wykres fazowy mieszaniny glikol woda, tak zwaną "rybkę". Dalej już prosto.

Paweł

Pan Paweł Pawłowicz napisał:

Tak zwana rybka jest w tym przypadku bardziej tak zwaną wędką niż rybką.

AI twierdzi, że glikol jest wredny, i mieszanka z wodą jest bardziej skomplikowana. A parujący glikol ... będzie osiadał w okolicy?

J.

Pan J.F napisał:

AI może mieć tu rację. Do esioka bardziej pasuje prosta miesznka wody z okowitą.

Jarek

No jak - kto dobrą okowitę poświęci. I przecież zaraz odparuje ...

J.

Tak samo jak woda. Będzie go mniej i po czasie zależnym od temperatury i paru innych czynników odparuje. Tak samo jak woda.

P.P.

Pan J.F napisał:

Pierwszym samochodem, jaki mieliśmy w rodzinie, była Syrena 101. Za Gomułki niezamarzające płyny chłodnicze nie były powszechne, więc wszyscy w zimie spuszczali wodę. Chyba żeby ktoś nie miał ochoty, wtedy lał jedyny dostępny dodatek przeciwzamarzaniowy, czyli denaturat. Udało mi się wyguglać, że ten wehikuł miał 6,5 litra wody w silniku, więc dwie flaszki powinny dać radę przy kilkustopniowym mrozie, a trzy przy kilkunastostopniowym:

formatting link
Zresztą może to nawet wystarczało, aby silnik był bezpieczny w niższych temeraturach. Takie mieszanki nie zamarzają jak woda, w postaci twadej bryły zwiększającej objętość i rozsadzjącej naczynie. Tworzą się kryształy lodu, jakaś taka papka. Zostanie wypchnięta nim szkód narobi.

Nasi praojce wykorzystywali to zjawisko do wzmacniania miodu bez destylacji. W czasie morozów wyciągali kryształy lodu z trunku, a to co dobre, zostawało w baryłeczce.

Fakt, paruje. W takiej Syrenie parowała też woda, wciąż trzeba było dolewać, ale alkohol robi to szybciej. Denaturat nie był inwestycją jednorazową. Do esioka najlepiej wlać po skończonej robocie. To pojazd z duszą, można się z nim napić, jak z koniem. Nawet okowity nie szkoda. Jarek

Czy raczej para sie skropli, nałapie wilgoci, i spłynie - do gleby, to studni.

A w formie pary, czy mgiełki ... zagrozi osobom w poblizu silnika, czy nie ?

Bo zakładam, że w pomieszczeniu to się go nie uruchamia ... hm, a nie miał napędzać np młockarni ?

J.

Pan J.F napisał:

Glikol w glebie szybko ulega biodegradacji.

Dlatego okowita lepsza. Nie tylko nie zagrozi, ale zrobi tym osobom dobrze.

Taka młockarnia to całkiem duże zwierzę. Młóciło się nią na gumnie, nie w boisku.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required