Niekoniecznie pozostając. Pamietam projektorek do komputera, co miał zarówki o trwałosci 50h.
Poza tym np w halogenach się liczy grubość drutu, więc np jest zarówka
150W, 6V.
Z drugiej strony - małe zarówki z trzonkiem G9, podobno halogenowe, wytrzymywały krótko, tylko nie wiem - taka uroda małej mocy na 230V, czy to już chinska jakość.
J.
Didn't find your answer? Ask the community — no account required.
P
Paweł Pawłowicz
A studentki mają z tym ogromny problem. Przychodzi facet i ustawia w pięć sekund. Poprawnie.
P.P.
P
Paweł Pawłowicz
W dniu 20.09.2024 o 21:37, Jarosław Sokołowski pisze:
Jakieś pół wieku temu był pomysł, aby wywoływać materiały rentgenowskie w wywoływaczu zawierającym TSS i alfa-naftol. Wychodził bardzo ładny niebieski obraz o kontraście, według fotometru, znacznie większym niż przy standardowym wywoływaniu. Ale nie przyjął się, lekarze mówili, że nic nie widać.
P.P.
P
Paweł Pawłowicz
W dniu 21.09.2024 o 14:45, J.F pisze: [...]
Urodziłem się w Wałbrzychu. Tam przy kopalniach były elektrownie, które zaopatrywały w prąd okolicznych mieszkańców. W efekcie w mieście było kilka różnych napięć, czasem bardzo dziwnych.
P.P.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Sens tekstu był taki, jak go opisałem. Ten cały Markus Krajewski (zbieżnośc imion przyadkowa?) przyznaje, że wybrany punkt pracy włókna jest kompromisem (między efektywnością a żywotnością), ale najbardziej boli go motywacja kapitalistów. Że chcą zarobić. Facet się chyba z choinki urwał, jeśli to go dziwi. A że przy okazji w wyniku tego kompromisu ogół konsumentów zarabia ze dwadzieścia razy więcej od ogółu fabrykantów, to już dla szurów nieistotne.
Na Śląsku był przemysł, przemysł zżerał prąd. Taki władza miała pomysł na gospodarkę.
Jarek
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Jak zwał, tak zwał. Chodzi o bielszy odcień bieli.
Ja sobie to wyobrażam tak, że odróżniają na przykład gradienty. Ale w szczegóły nie wchodziłem.
Na moje nieprofesjonalne oko pomysł brzmi całkiem dobrze. Ale te zdjęcia to nie tylko rentgen, ale i rezonans czy inne tomografie.
Jarek
J
Jarosław Sokołowski
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
Za to późniejsze pomysły przetrwały. Zamiast kilsz srebrowych używa się jakichś dziwnych polimerów, które po naświetleniu rentgenowskim świecą swoim światłem (nie wiem jakiej długości), a to jest skanowane elektronicznym przetwornikiem. Te "klisze" są do wielorazowego użytku. To jeszcze działa, choć nowsze urządzenia mają przetwornik wprost, nie przenosi się klisz spod lampy rentgenowskiej do skanera. Tak czy inaczej lekarz ogląda czarnobiały obraz.
P
Paweł Pawłowicz
W dniu 21.09.2024 o 16:07, Jarosław Sokołowski pisze:
To nie jest "zamiast". To jest scyntylator który świeci pod wpływem promieniowania rentgenowskiego. Do warstwy scyntylatora bezpośrednio przylega klasyczny materiał światłoczuły. Istniała też wersja w której robiono fotografię scyntylatora na filmie fotograficznym. Lekarze nazywali to "mały obrazek". I bardzo tego nie lubili twierdząc, że niewiele na tym widać a pacjent dostaje dużo większą dawkę promieniowania. A jeszcze wcześniej lekarz po prostu oglądał świecącą warstwę scyntylatora.
Paweł
J
Jarosław Sokołowski
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
To są kolejne, jeszcze inne rzeczy. Kiedyś żona złamała rękę, trafiła na SOR szpitala, w którym znajomy robi za technika od zdjęć. No to mi pokazał wszystko od kuchni. Zamiast kasety z kliszą srebrową podłożył jakieś takie cóś płaskie, potem włożył to w diwajs, który nazywał "skanerem". A lekarz, który to opisywał, był na drugim końcu budynku i na innym piętrze. Cósia używał potem drugi raz, więc nie scyntylator z materiałem światłoczułym. Teorii zupełnie nie znał, więc potem sobie poguglałem za napisami na tej aparaturze i trafiłem na polimery. Ale też wiele do dzisiaj nie pamiętam.
Mały obrazek też pamiętam, komuna robiła przesiewowe badania gruźlicze. Faktycznie, nic one nie dawały, rozpoznać się dawało tylko zaawansowane stadia.
P
Paweł Pawłowicz
W dniu 21.09.2024 o 17:02, Jarosław Sokołowski pisze:
Aż tak źle nie było, u mnie wykryli wcześnie. Potem wżerałem PAS trzy razy dziennie po garść tabletek. Skutecznie. Jedynym efektem było, że kiedy znajomemu potrzebna była krew, poszedłem do stacji krwiodawstwa i się przyznałem. Wyrzucili mnie.
Paweł
J
Jarosław Sokołowski
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
Małym obrazkiem wykryli? Wszystkich nas tak badali, wezwania na okresową fotkę były obowiązkowe, pod groźba kary. Ale koledze wykryli jak już pluł krwią. PAS też wżerał, ale jak mu powiedzieli, ile zastrzyków dostanie, to wziął kartkę papieru tej wielkości, by się na niej zmieściły cztery litery. Potem zrobił długopisem tyle kropek, ile igieł. Gęsto było, widok trochę załamywał. W ogóle wtedy sporo ludzi chorowało, sam znałem kilku. Teraz ani jednego.
Rentgen robili też przed komisją wojskową. Krążyły rady, że warto sobie w klatę wetrzeć grafitowy pył z temperowanego ołówka.
Jarek
M
Marek
Tyle wystarczy powiedzieć by czytająca gawiedź robiła zakłady po co:
50% by było lepiej, 50% by wyszło gorzej.
P
Paweł Pawłowicz
W dniu 21.09.2024 o 21:14, Jarosław Sokołowski pisze:
Potem robili mi próbę tuberkulinową po której zrobiła się wielka plama. Normalnego RTG nie robili. Lekarstwo dostałem w litrowej butli, 500 tabletek. Wżerałem 15 dziennie. Do tego witaminy, była cała dziecięca garstka.
Paweł
J
Jarosław Sokołowski
Pan Paweł Pawłowicz napisał:
Czyli w zasadzie nie wiedzieli co leczą. Mnie w tamtych czasach robili pełnowymiarowe RTG przy okazji zapalenia płuc. Pamiętam ogromną lampę rentgenowską bez żadnych osłon, świecącą na całe pomieszczenie. Mnie kazali stać pod ścianą i trzymać za sobą w rekach ekran ołowiany osłaniający to, co poniżej pleców.
Najważniejsze, że dobrze się skończyło. Ale czy to faktycznie była terapia? Pokonanie prątka bez antybiotyków?
J
J.F
Ani jednego nie znasz? Bo troche choruje, cos mi chodzi po glowie, ze nawet rośnie.
Szczepionki, antybiotyki, choćby te zdjęcia, lepsze wyżywienie, lepsze mieszkania, dostępność lekarzy - i prawie zwalczyliśmy.
J.
J
J.F
Nie wiem czy tak kiedyś było ... no chyba, ze to normalne, bo scyntylator lepszy niż klisza, i w tej "kasecie" schowany..
No własnie - jak ma być małe, to zmniejszać trzeba optycznie, bo rentgenowskie soczewki kiepskie.
Z tą dawką, to nie jestem pewien, moze porównywalną?
I tu pewnie dawka była większa, bo oglądanie trwało. Potem mogła być jakas kamera do oglądania, a czułość rosła ...
I to płaskie, to nie był cały skaner? Bo teraz bym się nie zdziwił, elektronika z pamięcią, a potem odczyt w interfejsie.
Chyba gdzies u dentysty cos podobnego widziałem - najpierw cos płaskiego w usta, a potem to w "skaner". Tam nie wiem, czy wielorazowego użytku, bo u nich rozmiar mały - stać ich na jednorazowe :-)
Ale one chyba najbardziej zaraźliwe są.
J.
J
J.F
Albo czerni :-)
Tam też by tak można.
J.
J
J.F
Niby tak, ale warto by zobaczyc na czym kapitalistom bardziej zależało.
A jeśli odwrotnie? Fabrykanci 20x więcej niz klient?
Szczególnie, ze czytasz - podniesli ceny.
Ale jeszcze mnie te patanty intrygują, moze GE wymyślił cos kluczowego ...
Ale co - przy okazji sie robotnik nie pożywi?
J.
J
J.F
Swoją drogą, kiedys za PRL, to mi na pogotowiu wywołali zdjęcie tak szybko, ze nie wiem czy to 2 minuty trwało. Wyglądało klasycznie ... polaroid w koncu też jest szybki .
J.
J
J.F
To może jednak inny kolor? Chyba ze ... te ich receptory mają inne krzywe czułości. My widzimy jeden kolor, a one .. jeden receptor mniej, drugi więcej.
No ale zaraz - przy porównianiu dwóch takich samych kolorów i u nich powino być takie samo wrażenie.
Chyba, ze im te receptory jakoś większymi regionami rosną ?
J.
Join the Discussion
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Didn't find your answer?
Ask the community — no account required
Report Content
You are reporting this content to the moderators. They will look at it
ASAP.