Napłynie. A jak będzie płynąć, to będzie w ruchu. Ten czynnik też może wywoływać pozytywne wrażenia. Wodą można zdziałać bardzo wiele, wykazali to choćby arabscy inżynierowie budujący Alhambrę. Te ich niezliczone wodotryski sprawiają, że w gorącej Andaluzji da się wytrzymać. Działania wszystkiego nie potrafię opisać, tu by trzeba ogromnych układów równań różniczkowych, moje skalarne opowieści o kilowatach nie wystarczą.
Takiego co to go trzeba co chwilę kosić, żeby trawa miała przepisowe ileś milimetrów wysokości? I wciąż podlewać tysiącami litrów wody? Nie mam. Mam trawę pod drzewami. Wiosną tam widać więcej krokusów niż trawy. Teraz jest normalnie.
Nie można. To bardzo niezdrowe, wręc niebezpieczne -- patrząc na taki "cień" można pęc ze śmiechu.
Nie ma takich problemów.
To jeśli chodzi o drzewo. W przypadku drzew jest inaczej.
To było o tym, dlaczego klima w samochodach jest używana, a nie dlaczego w końcu postanowiono ją tam instalować. Tak, gdy samochody kimatyzacji nie miały, to się otwierało okna.
Didn't find your answer? Ask the community — no account required.
J
J.F
Zabetonowałeś ? :-)
Nie rozumiem - co Ci się w cieniu nie podoba? Chyba, że "parasol" masz za mały - miałem na myśli taki wielki.
Ewentualnie ... ustawić sobie panele PV na stelażu, a pod nimi przyjemny cień :-)
Na razie.
No ale to już spory kawał działki jest "lasem" :-)
Ale też upał "+30 w cieniu", robi +50 w samochodzie.
J.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Tu nie chodzi o "się nie podoba". Wiem czego można się spodziewać po cieniu z wieeelkiego parasola. A nawet z czegoś jeszcze większego, z takich ogrodowych namiotów bez ścian. To nie ten sam cień.
To się nazywa "altana ogrodowa". Dach nie musi być z paneli PV, może być z desek. Przyjemnie jest, gdy stoi wśród drzew. Nawet jak trochę pada. Ale żeby stała sama na wygwizdowie? No, chwilę można posiedzieć, jak się na pekaes czeka. Najprzyjemniej jest, gdy wreszcie przyjedzie.
W ogóle nie ma. Nie pisałem o własnej praktyce. Ech, ci teoretycy...
Nominalnie w papierach kiedyś tak było (działka leśna z prawem zabudowy). W obecnym planie już inaczej. W rzeczywistości to raczej park.
Tak, i ja dobrze pamiętam, jak się wtedy jeździło. Również w południowej Europie. Wszyscy tak jeździli, auto z klimą było ekstremalną rzadkością.
Jarek
M
Mirek
W dniu 7.08.2026 o 08:49, Jarosław Sokołowski pisze:
Podobno najlepszy cień daję drzewa nerkowca. Słyszałem to od Nigeryjczyka.
J
Jarosław Sokołowski
Pan Mirek napisał:
Muszę wierzyć na słowo (choć niewiele brakowało, a spędziłbym dzieciństwo w Nigerii). U mnie by się nie uchował. Za to bananowiec (odmiana Musa basjoo) daje radę. Z tym że to nie drzewo, choć cienia trochę daje.
P
PeJot
W dniu 07.08.2026 o 09:54, J.F pisze:
Teraz jest moda na panele dwustronne i żwirek pod panelami, odbijający światło. I trawy kosić nie trzeba, i podobno zysk jest.
J
Jarosław Sokołowski
Pan PeJot napisał:
Zysk można mieć z każdej nowości, a jeśli modna, jest on pewny. Kiedyś w modzie były trackery. Czyli systemy podążające za słońcem i dbające, by jego promienie padały akuratnio prostopadle na panel. Wynalazcy (usenetowi na przykład) liczyli ile to więcej pieniędzy da się uzyskać, gdy kilka hektarów pola zastawi się trackerami ich pomysłu.
Jest coś takiego jak "insolacja". Wielkość fizyczna wyznaczana przez meteorologów, która mówi o tym, ile średnio mocy prominiowania słońca pada w danym miejscu na jednostkę powierzchni. Meteorolodzy podają na metr kwadratowy, ale można też na hektar. Jak się ten hektar przykryje szczelnie panelami położonymi na płasko, to właśnie tyle fotonów one dostaną. Więcej się nie da, choćby się człek skręcić. Jeśli skręci panele, żeby światło padało bardziej prostopadle, to jeden zasłoni drugi
-- i na to samo wyjdzie. Trackery na wieżach to już w ogóle -- więcej będą robić cienia dla innych, niż same na swoim krętactwie zyskają.
Żeby ten żwirek miał co odbijać, to między rzędami paneli też musi być przerwa. Znowu to samo -- po co dawać panel od spodu i liczyc na światło odbite, skoro można barć wprost, zatykając szparę dolnym panelem?
Całkiem na płasko się nie kładzie, robi się daszki wschód-zachód pod kątem około 15° -- wtedy spływa z nich woda, a szkło samo się oczyszcza z kurzu. Do tego co jakiś czas przerwa techniczna dla serwisu. W ten sposób da się wydusić najwięcej, prawie tyle, co w teorii. I nie ma co kombinować inaczej, bo lepiej nie będzie.
Nie zawsze (na szczęście) chce się dusić na maksa. Zadasza się z umiarem, wtedy na ziemi, która w lecie byłaby pusta i spalona słońcem, może wyrosnąć trawa czy inne zielsko. Tam się puszcza owce (i barany). To ma sens, jest jakaś równowaga. Ale żwirek i dwustronny panel?!
Jarek
M
Marcin Debowski
Dziwnych czasów dożyliśmy jeśli drzewa obniżają wartość. Jezcze rozumiem, jeśli jakieś ładny widok zasłonią, ale jeśli nie, to dla mnie również wręcz przeciwnie. Ale też naogladałem się różnych memów z rynkami typu park zamienionych w totalną betonozę. Łatwiej utrzymać miastu na pewno taki teren tylko co z tego?
Dokładnie. Atomizery się spotyka, ale bez wentylatora w parze raczej nie występują, choć może jedną restaurację z czymś takim kojarzę...
Jasne, że na dobru świni nie należy szczędzić, natomiast ciekawi mnie czy KC doceniło późniejsze walory zamówionego produktu?
Nie nastąpi bo ne ma potrzeby. Również nie ma wzorca/innej zachęty, które potrafiłby zmotywować do lepszego uszczelniania mieszkań.
Dokladnie tak, chyba, że ciotce wieje. Ale u mnie deficyt jeżdżących z nami ciotek (nie, że narzekam). Wciąż trochę dziwne takie uwarunkowanie.
Nie znam nikogo (z kinowiczów), komu by to odpowiadało, więc musi być inna porzyczyna. Może być dość prozaicznie: pomieszczenie z potencjajną kupą ludzi (dwuznaczność przypadkowa), zwykle w dni wolne, łażą po dworze, pocą się, potem coś jeszcze zjedzą co może być intesywne w zapachu, a potem siedzą dwie godziny i śmierdzą. Nic mądrzejszego ni wymyśliłem.
J
Jarosław Sokołowski
Pan Marcin Debowski napisał:
Historia zatacza koła, czasem odżywa to, co historyczna pamięć zachowuje przez wiele pokoleń. Praojce nasi urządzili sobie kraj w miejscu, które niemal całkowicie porastała pierwotna puszcza. Pod każdy gród, wieś, pole uprawne czy miasto trzeba było teren wyzwalać spod panowania drzew. Drzewa miały wartość ujemną, wszędzie rosły w nadmiarze i tylko przeszkadzały. Dodatnią wartość mogło mieć drewno, to do budowania domów i to na opał. Wate było tyle, ile praca drwala. Praca ciężka, zwłaszcza że dostęp do stali na piły i siekiery był ograniczony. Dlatego przestrzeń do życia na początku częściej zyskiwano przez cyrhlenie polan, niż przez wyrąb i pozyskanie drewna. Jak już rąbano, to sporą część po to, by furą wywieźć na drugą stronę Alp. Tam w Wenecji z kolei miejsce pod miasta trzeba było pozyskiwać z bagien, rozlewisk, mokradeł, czy wręcz z morza. Trzeba było bić w ziemię tęgie pale, by coś potem na tym zbudować. Stan ten trwał długo, zmienił się stosunkowo niedawno, gdzieś w wieku XVIII.
Może ta wrogość drzewom jest w polskich genach? Wtedy niepotrzebne są pytania "co z tego", bo i tak ludność doceni starania władz.
W Europie te dysze na cienkim wężyku często widuję na przykład poprzyczepine do parasoli w ulicznych ogródkach restauracji i kawiarni.
W tamtym czasie Polacy żyli w przekonaniu, że Polska Szynka z Polskiej Świni jest najlepsza na świecie. Że eksportujemy ją w puszkach na cały świat jako wyraz solidarności z innymi narodami, by wszyscy mogli tego specyjału skosztować, bo życie bez tego niemiłe. O takim parmeńskim prosciutto czy też szynce iberyjskiej mało kto słyszał. A ona za życia była czarną półdziką świnią, co to plącze się samopias po okolicznych wzgórzach i pojada opadłe na ziemię figi. Tej paszy zwykle najwięcej, bo figi owocują dwa razy w roku, a wysiewają się wszędzie. Jak tego nie ma, to mogą być pomarańcze czy mandarynki -- świnia wybredna nie jest. W KC mogli o tym wiedzieć, wszak to światowi ludzie. Może nawet trafił się jeszcze jakiś weteran wojny domowej, co na własne oczy widział. Jasne, można było taki jamón ibérico sprowadzić z Hiszpanii. Ale po co ograniczać się do półśrodków i (nomen omen) wozić drzewo do lasu? Wiadomo przecież, że polska szynka najlepsza! A czy docenili innowacyjną zmiane paszy? Myślę, że tak. Zwłaszcza jeśli na posiedzeniu popili szynkę polską żytnią wódką wyborową (wiadomo, lepszej nie ma na świecie).
Dlaczego nie ma potrzeby? W klimacie równikowym nie ma uzasadnienia inwestowanie w akumulacyjność, ale w izolację jest. W Europie to zrozumiano, czemu nie mieć nadziei, że tam kiedyś też?
Przeczytałem tekst o tym, jak wynalazek klimatyzacji wpłynął na rozwój amerykańskiej kinematografii. Przemówił do mnie. To w kinach zaczęto ją instalować, gdy w domach jeszcze nikt nie miał. Ludzie zachęli chodzić do kina, choć niekoniecznie na film. Po prostu żeby się trochę ochłodzić. Ja rozumiem, że w takiej Yumie już w samo południe człowiek kupował bilet na najbliższy seans o 15:10, obojętne co by tego dnia nie grali.
Spójrzmy na amerykańskie hamburgery, albo na ich steki. Czy w końcu na amerykańskie samochody. Nikt nie wie, po co to wszystko takie wielkie. W tym kraju wszystko musi być przerysowane, czasem staje się własną karykaturą. To dlaczego nie temperatura powietrza? Amerykańskie kino przeniknęło do reszty świata razem z całą swoją organizacją. Eksport zorganizowanej całości filmowcy nazywają "formatem".
Jarek
P
PeJot
W dniu 02.08.2026 o 16:02, PeJot pisze:
Klimatyzacja stacjonarna jest w planach, ale na razie chciałbym pokombinować z tym co mam, a mam 2 klimy przenośne. Nie jest to rewelacja, ale jak się przyłożyć do podłączenia rury wyrzutowej do okna to idzie wytrzymać. Mam w oknie poliwęglan z dziurą pod rurę.
Tymczasem niech ktoś mi powie, *po co klimatyzatory przenośne mają 2 porty do zrzutu skroplin i jak z nich korzystać*.
2ga sprawa: trafiło mi się urządzenie, w którym przyoszczędzono na fitrze wlotowm do chłodzenia samego urządzenia. Efekt jest taki, że na parowniku po tygodniu pracy mam stosy kurzu i kociej sierści. Jakieś pomysły ? Niby w pokrywie są zaczepy do filtra zmywalnego, ale dystrybutor filtra nie oferuje. Poza tym syn przerobił klimatyzator przenośny na system 2 rurowy, w którym powietrze do chłodzenia jest brane z zewnątrz. I to działa. I coś takiego na razie też bym uskutecznił.
J
J.F
A masz dwie rury?
Przeczytać istrukcję ? :-)
Wydrukować 3D? Cyklon duży?
Mądry syn.
I tu nie o sierść chodzi, tylko ile powietrza wyrzucisz, tyle musi napłynąć. A to co napływa jest gorące (dziś ma być 44 C w Rzeszowie).
J.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Ale czy ma prawo jazdy?
Jakoś nie mogę pojąć tej idei strzelania z dwururki. W klimatyzacji samochodowej podstawowy tryb pracy właśnie tak wygląda. Ale to jest uzasadnione. Kabina niewielka, ludzi w niej bywa gęsto, trzeba brać powietrze z zewnątrz. Ponadto moc chłodząca jest tam względnie tania.
Na obieg zamknięty przestawia się czasem z dwóch powodów. Gorąc jest tak niemożebny, że lepiej chłodzić już trochę schłodzone powietrze z kabiny niż zewnętrzny żar. Drugi powód jest wtedy, gdy smród na ulicy jest większy niż w aucie.
Przepływ powietrza przez (znane mi) klimatyzatory jednobryłowe jest tak wielki, że wymiana powietrza w pokoju będzie ekspresowa (a pokój przeprzewietrzony). Marne są przy tym widoki na schłodzenie w jednym cyklu z 40 stopni lub więcej do dwudziestu paru. Gdyby to chodziło tylko o kocią sierść, to lepiej na tę rurę ssącą, jeśli ona już jest, nałożyć pończochę i zostawić ją wewnątrz.
Jarek
PS Są też przenośnie klimatyzatory mogące pracować na zewnątrz. Stawia się takiego gdzieś na balkonie czy tarasie, on tam sobie spręża i rozpręża, chłodzi, miesza i dozuje, warcząc przy tym swoim zwyczajem, a gotowe zimne powietrze wdmuchuje wurą do pomieszczenia. W pokoju jest cicho, spać można.
J
J.F
Nie całkiem tak wygląda. Chłodnica klimy (skraplacz) jest z przodu samochodu, i powietrza chłodzącego dostaje dużo (chyba, że auto w korku stoi).
A powietrza do środka ... można wentylator dać na wolniejszy bieg, można przestawić wentylację na obieg zamknięty.
Nawet w obiegu zamkniętym zasysa wystarczająco dużo nowego.
Otóż to - w spalinowym nikt nie oszczędza.
O widzisz - i tu mamy idee dwururki.
polemizowałbym. Pokój wielki, a rura zewnętrza ~10cm.
Miałem taką w biurze, to dawała 1-2 C obnizki. W temperaturach 28-36 C to zawsze coś. Ale hałas spory.
polemizowałbym.
Szczególnie, że w pokoju raczej nie będzie temperatury większej, niż na zewnątrz. W samochodzie na początku duża wentylacja się opłaca.
trzeba miec taras/balkon. No ale czemu taka, a nie split?
Z ciekawostek, to sa i takie, co w ogóle ciepła nie pompują, tylko wodę parują (klimator to się chyba nazywa). Widziałem raz w działaniu, i nawet dawała radę. Ale czy grzyby się jakies nie rozwiną, to nie wiem.
J.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Dwururkowość tak wygląda.
No tak, nikt nie udusi się w próżni ani szyby nie wylatują w wyniku implozji.
Raczej ideę jednorurki. W samochodzie to jest tryb dodatkowy względem domyślnej dwururki.
Tu nie ma co polemizować, trzeba zajrzeć do dokumentacji (albo po prostu używać i widzieć). Pierwsza lepsza instrukcja obsługi znalezona guglem -- 500 metrów sześciennych na godzinę. Przemieli cały pokój w kilka minut.
Przez tę rurę płynie "inne powietrze", nie to klimatyzowane, jak w dwururce. W jednorurce ono miesza się z tym "innym", ale tylko trochę.
Kiedyś nocowałem w starym młynie. Pokój na poddaszu, w samym szczycie pod czterospadowym dachem. Przyjechałem tuż po zmroku, cały dzień słońce świeciło na kolejne połacie dachowe. Patrzę na termometr w klimatyzatorze -- ponad 40, i to zdrowo ponad, nie pamiętam dokładnie ile. Nawet ja zwątpiłem, że będzie dało się tam spać. Ale włączam diwajs i idę na kolację. Po powrocie -- dwadzieścia kilka. Klima taka z tych przenośnych, choć raczej większych. Nie wiem co wy do tych swoich biur kupujecie.
Nieszczgólnie mądra to polemika. Jeśli w pokoju temperatura niższa niż na zewnątrz, to lepiej ssać z pokoju.
Najlepsza przez otwarte drzwi. Temperatura wewnątrz szybko zrównuje się z zewnętrzną, wtedy można jechać i chłodzić.
Łatwość i szybkość instalacji bywa dobrym argumentem. Ale są też inne. Na ogół się przyjmuje, że "prawdziwa klimatyzacja" to split, a te inne, to tylko półśrodek. Mam bogate doświadczenia z wielu śródziemnomorskich domów, w których po czterystu (albo z górą tysiącu) latach ktoś po prostu włożył klimę. Jeśli to split (a w dodatku Split), efekty mogą być marne. Wilgoć. Taka z tych mniej przyjemnych. W takich domach brak "fabrycznej" wentylacji, jeśli ktoś o nią nie zadbał przy modernizacji, wszystko kisi się w środku. Jednobryłowy klimatyzator zawsze też wentyluje. Dlatego w takich realiach bywa dobrym wyborem.
Tak dawało jak ten przenośny w biurze?
Pierwsze amerykańskie klimatyzatory też chłodziły przy pomocy wody rozpylanej przed wentylatorem. Ale to w agregacie, nie w klimatyzowanym pomieszczeniu.
Jarek
P
PeJot
W dniu 10.08.2026 o 09:11, J.F pisze:
Mogę mieć. Kwestia pokombinowania.
Nic sensownego tam nie ma.
Chyba o jakimś innym Rzeszowie mówimy.
J
Jarosław Sokołowski
Pan PeJot napisał:
Problem
Do którego otworu podpiąć wężyk do odprowadzania skroplin z klimatyzatora? Jak odprowadzać skropliny z klimatyzatora?
Rozwiązanie
W klimatyzatorach przenośnych z funkcją grzania (pompą ciepła) wężyk do odprowadzania skroplin należy podłączyć do odpowiedniego odpływu w zależności od trybu pracy jednostki klimatyzacyjnej:
Tryb suszenie: wężyk należy podłączyć do górnego korka opisanego jako "Korek odpływowy dla trybu suszenia", aby odprowadzić wodę do zbiornika na skropliny. * Funkcja grzania (pompa ciepła): wężyk należy podłączyć do "Korka odpływowego dla pompy ciepła". * Tryby wentylacja, auto oraz chłodzenie: nie ma konieczności podłączania wężyka, skropliny są automatycznie odprowadzane wewnątrz jednostki lub do zbiornika.
[tutaj stosowny obrazek]
Cytat z ogólnej instrukcji dotyczącej klimatyzatorów przenośnych jednej z firm. Jak na mój gust, to całkiem sensowne wskazówki są.
Jarek
PS Ja bym opisał to prościej -- wężyk podłączyć tam, skąd woda ciecze.
J
J.F
Ani ludzie nie mdleją z braku tlenu.
Miałem, używałem.
Mamy na myśli coś takiego ?
formatting link
Niestety - szczegółowych danych nie podają.
Przez te rurkę wylatuje na zewnątrz gorące powietrze. Druga rurka zasysa ciepłe powietrze z zewnątrz, do chłodzenia skraplacza.
być może skorzystała z już chłodnego powietrza za oknem, i zrobiła głównie wentylację. A że pojemność cieplna scian mała, to może i szybko było.
Nie rozumiesz - jesli wyssiesz powietrze z pokoju i wyrzucisz na zewnątrz ... to gdzies napłynie do środka powietrze z zewnątrz. A ono cieplejsze ..
Tak szybko to znów nie - elementy stałe w srodku nagrzane i długo jeszcze trzymają. No ale na początku to najefektywniejsze chłodzenie.
Jest to jakis argument. A balkony/tarasy tam mają?
Jakby znacznie lepiej. W koncu dysze wodne chwalisz.
Ale tu o łatwość instalacji chodzi :-)
J.
J
Jarosław Sokołowski
Pan J.F napisał:
Mnie się wyguglało coś trochę wyższej jakości, ale to też może być jako przykład.
Tutaj podają:
formatting link
295 m3/h
Czyli obie do chłodzenia skraplacza. Jeśli na tym koncepcja dwururki polega, to niewiele ona zmienia w bilanisie cieplnym. Tyko wentylacja gorsza. Myślaem, że ta druga rura to do zasysania powietrza bez kociej sierści. Widać kontekst mnie zmylił.
To "chłodne" na zewnątrz też miało powyżej trzydziestu. Nie, to był normalny jednorurowy klimatyzator.
Przede wszystkim pojemność powietrza mała. Licząc w pamięci -- może ze sto kilogramów tego powietrza, może mniej, 20 stopni różnicy. Powietrze ma około 700 J/kgK ciepła właściwego. Zatem mniej niż 1.5kWh tej pojemności cieplnej. Klimę mogę ocenić na jakieś 5 kWh z hakiem, więc w kwadrans przemieli i ochłodzi wszystko. W teorii, bo ściany wciąż oddają energię. Jednak w czasie kolacji dała radę.
Być może faktycznie tej dwururki nie zrozumiałem, już się do tego przyznałem. Myślałem, że ma być jak w samochodzie, czyli do nawiewu powietrza z zewnątrz na skraplacz. Moc klimy samochodowej jest podobna do tej we młynie. Ale obsługuje tylko małą kabinę.
Jeśli się wstępnie nie przewietrzy na postoju, to długo.
Mają. Poza tym jest to dobre miejsce do postawienia pralki. Ona też grzeje. I paruje. Lepiej jak na zewnątrz, niż w mieszkaniu.
P
PeJot
W dniu 10.08.2026 o 16:14, Jarosław Sokołowski pisze:
/.../
Tam niby jest jakiś zbiornik buforowy, ale nie mam wiedzy jak duży i na ile czasu pracy starcza. Przepełnienie zbiornika skutkuje zatrzymaniem pracy. A ustrojstwo potrafi wyprodukować wiadro wody w popołudnie. Chociaż podobno są takie klimatyzatory, które potrafią część tej wody wykorzystać do własnego chłodzenia i wyrzucić ją z gorącym powietrzem.
W latach 30 XX wieku USA kombinowało ze sterowcami, jako zdaje się jedyny kraj produkujący hel. Jak sterowiec leci, to spala paliwo i się robi coraz lżejszy. Aby nie kombinować z upuszczaniem drogiego wówczas helu, wykrapiano wilgoć z otaczającego powietrza.
J
J.F
Ale jak masz "split", to gorąca część jest gdzieś daleko :-)
Jest to jakiś pomysł. A nie wpompowywano do butli?
J.
Join the Discussion
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Didn't find your answer?
Ask the community — no account required
Report Content
You are reporting this content to the moderators. They will look at it
ASAP.