Są na rynku sensory, które można sobie założyć na skórę i mierzą poziom glukozy w płynie międzykomórkowym i wysyłają do telefonu przez BT. Generalnie są skierowane do diabetyków. Jak już mają pomiar to nawet do pompy insulinowej potrafią go wysłać.
Wpadł mi w ręce taki sensor. Jest drucik, który przez aplikator jest umieszczany pod skórą, w płynie międzykomórkowym. W środku jest dedykowany scalak, do którego jest podpięty ten drucik, SoC do Bluetooth, i w sumie niewiele więcej.
Z ciekawych rzeczy -- jest scalak, który wg mnie jest termometrem (może mierzy temperaturę żeby czujnik wiedział, czy nadal jest na skórze), a sam aplikator ma magnes (prawdopodobnie utrzymuje czujnik nieaktywny zanim się go nie założy i pole magnetyczne zniknie) -- jest malutki scalak który prawdopodobnie jest czujnikiem Halla (ale zgaduję, bo nie ma symbolu).
Zainteresowało mnie, jak działa sam pomiar. Z tego co wyczytałem, ten drucik jest pokryty enzymem, który reaguje z glukozą. Reakcja powoduje "powstanie" (wydzielenie się) elektronów i, jak to generalnie piszą różne źródła, "płynie prąd".
Ale jak ten prąd płynie? Tam nie ma żadnego zamkniętego obwodu. Jest po prostu pojedynczy drucik pod skórą. Sensor ma ogromną impedancję i zbiera pole elektryczne, które jest przez te elektrony wytworzone? Zresztą jak drucik przechodzi przez ciało, to przecież te elektrony powiedzmy z miejsca pomiaru sobie do tego ciała uciekną (bo popłynie prąd -- nie do sensora tylko do ciała i skóry). O ile drucik nie jest izolowany.
To jest prawdopodobnie DC (bo przecież zmiany glukozy są wolnozmienne), więc pewnie nie ma mowy o żadnym pojemnościowym sprzężeniu masy czujnika ze skórą i zamknięciu w ten sposób obwodu.
To jak to działa od tej elektrycznej strony? W jaki sposób frontend analogowy wykrywa te elektrony?