Czy da się przeżyć z elektroniki?

Sep 14, 2014 70 Replies

Ludzie, jak się was czyta, to ręce opadają... Chociaż, z drugiej strony - może to i lepiej, że nie wierzycie w siebie

- mniejszą konkurencję będę miał :D

Powitanko,

Jakby sie nie dalo, to ta grupa zmarlaby jak inne usenetowe grupy;-) Czasem rozne firmy organizuja warsztaty, szkolenia, prezentacje itp. Pojedz na cos takiego, spotkasz ludzi, ktorzy na biednych nie wygladaja, a niewatpliwie z elektroniki zyja. Jedyna szansa dla firm polskich, czy europejskich, to produkowac cos specjalistycznego, czym Chinczyk nie bedzie chcial sobie zawracac glowy, bo mniej niz milion szt. to detalisci;-) Z moich obserwacji, to sporo ludzi pracuje nad automatyka przemyslowa i to jest zyla zlota.

Pozdroofka, Pawel Chorzempa

No zale!ży jakie ktoś ma oczekiwania, dla jednego 2k miesięcznie jest ok, inny potrzebuje min. 10k. Być może "nie da się" oznacza(ło) dla kogoś brak możliwości osiągnięcia oczekiwanych wyników.

przemyslowa i

Widzę, że często padająca odpowiedż to przemysł. Ciekawe ile to potrwa, bo jak większość przemysłu podanie i wyniesie się do Chin to co wtedy?

sundayman pisze:

Zatem się wypowiedz, tylko czy zaryzykujesz zrobienie sobie nowej konkurencji?

W dniu 2014-09-16 08:27, AlexY pisze:

No przecież się wypowiedział. Wyśmiał tezę, że nie da się przeżyć z elektroniki. Zresztą jest na tej grupie trochę osób utrzymujących się z produkcji elektroniki. Nie musi podawać szczegółów bo chce nadal zarabiać na tym co robi :)

W dniu 2014-09-15 o 20:08, Paweł Kasztelan pisze:

Może tak, może nie. Załóżmy że rocznie robisz 120 tysięcy km, po 5 latach masz 600 tys. najechane. Co roku przed przeglądem odejmujesz 100 tys. km z licznika, więc diagnosta wklepuje po 20 tys. km rocznie, po 5 latach w dokumentach masz 100 tys. km, udokumentowane do 5 lat wstecz. Trzeba więc zrobić nie jedną a 5 korekt, trzeba pilnować terminów, ale za to jak pięknie potem wygląda w papierach.

Polak kombinuje jak oszukac, To polska "innowacyjnosc". Wymiotowac sie chce

A.L.

No może nie "wyśmiał", co załamał ręce nad kolegami... Jak się nie ma determinacji i przekonania, że coś warto robić - to nie ma sensu się za to zabierać. Bo efektu nie będzie.

Oczywiście ja rozumiem, że bywa ciężko. Zwłaszcza w naszym przepięknym kraju. Kiedy zakładałem firmę musiałem się bardzo starać o byle zlecenie, ale potem okazało się, że klienci zauważyli, że się mocno przykładam i robię lepiej niż oni sami oczekują - i taki klient staje się stałym klientem. A paru stałych klientów to już wystarczająco dużo pracy, żeby się czasem nie wyrabiać.

Nie jest oczywiście to Las Vegas, czasem (a nawet często) muszę pracować

14 czy 16 godzin dziennie, ale powoli się rozkręcam, zacząłem ostrożnie zatrudniać pomoc (bo sam już się nie wyrabiam czasem) - no idzie się do przodu.

W każdym działaniu - a biznesie zwłaszcza - kolejność jest taka;

1) wizja, plan, przekonanie o sukcesie i determinacja 2) działanie i - czasem odległy w czasie - skutek.

A po drodze do jakiegoś tam "sukcesu" przeważnie najpierw jest masakryczna walka, kupa porażek, krew pot i łzy.

Podejście , że bez przekonania coś zacznę robić - a może to coś da ? - jest skazane na klęskę. W każdej książce dla początkującego biznesmena to przeczytacie :)

ech ta europa... widać musiałeś poprzeć kogo wypadało, że Ci dali zarobić... koleś...

Wtedy wtorek będzie w sobotę. Jeśli rozumiesz, co przez to chciałem powiedzieć...

nie ma to jak zadowalać gronkiewicz waltz co?

zajebiście. Ale też możesz spróbować, z Jarosławempolskęzbawem.

W dniu wtorek, 16 września 2014 07:40:18 UTC+2 użytkownik Marek napisał:

To raczej od nich do nas będzie szedł przemysł. W 2012 najniższe średnie wynagrodzenie (znaczy się w najbiedniejszej prowincji) było na poziomie 1500 zł, teraz nie wiem ale pewnie podskoczyło.

L.

Pan A.L napisał:

Przypomniała mi się historia pewnej płyty CD. Wydana zdaje się przez Sony Music. W zasadzie to Japończycy, ale przecież tak nie do końca. Miała innowacyjne zabezpiecznia przed kopiowaniem. Jak tylko ukazała się w sklepach, to jeszcze tego samego dnia jeden z nabywców wziął czarny mazak, zrobił na płycie kreskę w odpowiednim miejscu, włożył do komputera i skopiował. On znał się na teorii zapisu na płytach, więc nie musiał nawet kombinować przed maznięciem tej krechy. Czy facet miał nazwisko na "-ski", tego nawet nie wiem i nie uważam za istotne. W każdym razie opisał co zrobił w Internecie. Bo czego miał się wstydzić? Ci wydawcy od płyty też opisali -- że dali fachowcom kilkaset tysięcy za zabezpieczenie nagrania. Tak sobie teraz myślę, kto przy tej innowacyjności kombinował najmocniej, kto oszukiwał, a zwłaszcza kogo.

Śmiało, proszę sobie ulżyć.

A.L. snipped-for-privacy@aol.com napisa³(a):

Tego nikt nie kwestionowa³.

A.L. snipped-for-privacy@aol.com napisał(a):

Nikt nie prosił o podawanie na tacy.

A.L. snipped-for-privacy@aol.com napisał(a):

Nikt nie prosił o podawanie na tacy, chodziło o ogólne informacje. I takie zostały w tym wątku udzielone, więc pytania naiwne nie były.

BTW. ForteAgent nie umie UTF w tytule posta?

Z Chin do nas?? W 2005 osobiście widziałem nastoletnie (16-17) dziewczynki pracujące przy tokarkach na zmianę z rodzicami za kilkanaście $/mies i mieszkające nad fabryką (okolice Wuxi). Pamiętam też dworzec kolejowy w Shanghai'u przed którym koczowali przybysze z prowincji za chlebem. No chyba, że od tamtej pory się zmieniło.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required