Witajcie. Proszę o poradę, bo sam już nie mam pomysłów, a poza tym to co się dzieje zakrawa na magię. Siędzę sobie wczoraj w domu, nagle "pyk" wyskoczył bezpiecznik różnicowo-prądowy (25A, 30mA) - generalnie zabezpiecza tylko oświetlenie - reszta obwodów (gniazdka) działają. Myśląc, że coś poszło w którymś żyrandolu wyłączyłem wszystkie przełącznikami i poszedłem włączyć bezpiecznik. Nie dało się... cały czas odbijał. Pomyślałem, że skoro na wyłączonych obwodach wybija to pewnie sam bezpiecznik szlag trafił. Pojechałem, kupiłem nowy (dżizas - 112 zł !). Po powrocie odkręciłem obudowę od skrzynki, naszykowałem narzędzia, wyłączyłem główny trójfazowy bezpiecznik w mieszkaniu i dla pewności jeszcze bezpieczniki zabezpieczenia za- licznikowego (czyli do mieszkania nie płynął nawet mikroamper prądu). Podłączam tak jak było) kupiłem identyczny, podłączyłem juz 3 wyjscia, biorę się za przykręcenie czwartego i ... "pyk" - odskoczyło zabezpie- czenie różnicowo-prądowe. Próbuję włączyć - od razu wybija... Co u licha? Napięcia nie ma, prąd (teoretycznie) nie płynie, a ten wybija i wybija. Nie miałem pod ręką miernika, no ale skoro każdy przewód w palce bralem to raczej napięcia nie było... :) Dodam, że dwa dni wcześniej miałem wymieniony licznik energii (coś mu się skopalo i naliczał dwa razy więcej), no ale gdyby to była wina licznika to chyba by od razu bezpiecznik zareagował, a nie po dwóch dniach? Czy ktoś się orientuje jaka może być przyczyna takiego cudu? W jaki sposob bezpiecznik różnicowo-prądowy bez napięcia, z odciętym całkowicie obwodem zasilania mieszkania wywala? Pomóżcie - please.
Pozdrawiam Kraszan.