W dniu 2015-07-28 o 13:18, ACMM-033 pisze:
Się mnię przypomniało. W końcówce podstawówki (chyba VII klasa, raczej nie VIII) historia dla mnie (i większości) to był spis dat i zdarzeń oraz nazwisk. Nikt tego nie lubił, podobnie jak geografii. Wydaje mi się, że dużą "zasługę" w tym mieli nauczyciele. Poza tym ja zawsze byłem w stronę MaCheFi (pamiętacie z Młodego Technika?). W każdym razie historyczka się mocno rozchorowała. Przyszedł nauczyciel na zastępstwo. Pytanie: co mieliście ostatnio. Odpowiedź, że coś o jakimś "Chrobrym". Ktoś podał jakieś nazwisko, ktoś inny jakąś datę. Nauczyciel pyta, dlaczego stało się tak, a nie inaczej. My nie rozumiemy: no bo tak pisze w podręczniku. Facet cofnął się troszkę, później doszedł do Mieszka, opowiedział, dlaczego wziął za żonę Dobrawę, dlaczego wziął chrzest z rąk czeskich, a nie niemieckich. Wszyscy słuchali z autentycznie otwartymi gębami - zresztą facet mówił niezwykle ciekawie i anegdotycznie. Później, za jakiś tydzień, zdarzyło się nawet, że chory kolega, mający parę dni zwolnienia, specjalnie przyszedł tylko na historię.