Nie, sytuacja jest bardziej skomplikowana.
Mamy w tej układance trzy osoby.
- Pan, który tu wcześniej mieszkał. Pana nie poznałem, zanim przeniósł się na tamten świat ale elektryk ze spółdzielni stwierdził, że pan był menelem. Pan miał tak samo na nazwisko, jak właścicielka tego mieszkania.
W mieszkaniu nie ma śladów po bytności menela. Jest wyremontowane.
- Właścicielka mieszkania. Dziewczyna o nazwisku takim, jak pan menel. Dziewczyna jest prawdopodobnie lekko / średnio upośledzona. Sama nie jest w stanie załatwić niczego (wiek ok. 30 lat, wiek mentalny oceniam na 8 lat), ale mimo, że nie jest ubezwłasnowolniona (inaczej przecież nie miałbym z nią umowy), wszystko załatwia za nią jej matka. Mówiąc, że rozmawiam z właścicielką, tak naprawdę cały czas mam na myśli jej matkę. Sama właścicielka żyje sobie w swoim świecie i niech sobie żyje.
- Matka właścicielki. Osoba o nazwisku innym, niż w punkcie 1 i 2, która też nie grzeszy wybitnym intelektem, ale nie jest też upośledzona. Taka po prostu typowa, prymitywna, głupia, wścibska baba.
Mieszkanie jest osoby 2 i to jej podpisy są pod wszystkimi papierami, ale faktycznie rolę właścicielki pełni osoba 3.
Zakładam że po prostu osoba 2 jest nieślubnym dzieckiem osób 1 i 3, które odziedziczyło po ojcu mieszkanie, a jej matce nic do tego mieszkania, ale nigdy o to nie pytałem, bo przecież to nie są moi znajomi (choć osoba 3 czasem wspomina, że "a dawno u pana nie byłam, tak myślałam żeby do pana przyjechać i pogadać"... o zgrozo).
Może to, co powiem, będzie kontrowersyjne, ale generalnie jest to pewna nauczka, żeby nie wynajmować mieszkania jeśli po zadzwonieniu na numer podany w ogłoszeniu okazuje się, że jest wynajmowane przez agencję (rozmawiałem z agentem tylko dlatego że zapewnił, że wszelkie koszty pokrywa właścicielka a nie ja). Jeśli ktoś nie jest w stanie sam wystawić mieszkania na portalu z ogłoszeniami to powinna zapalić mi się w głowie lampka. Cóż, nie zapaliła się...