też słyszałem tą urban legend - niby jakie dobre skutki?
też słyszałem tą urban legend - niby jakie dobre skutki?
Ogólnie znane mi filamenty bardzo migoczą. Sam mam kilka, których po prostu nie wkręciłem. Nie każdemu to przeszkadza...
Pozdrawiam EM
W dniu 11.03.2017 o 18:45, Jarosław Sokołowski pisze:
Mam odwrotne doświadczenia. Jechałem parę km po bruku z zapalonymi światłami i obie zarówki się przepaliły. Teraz staram się wyłączyć jak muszę jechać w takich warunkach.
Dnia Mon, 13 Mar 2017 08:00:27 +0100, Cezary Grądys napisał(a):
Ja z Wroclawia. Zarowki samochodowe dobrze znosza jazde po bruku i dziurach.
J.
Pan J.F. napisał:
Tak po jednostkowym doświadczeniu?
Rozumiem, że we Wrocławiu nie łamiecie przepisów i jeździcie z zapalonymi, nawet po bruku i dziurach. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio zmieniałem żarówki. Lata temu to musiało być, a dziur też u nas dostatek. Jak tylko wprowoadzono obowiązek całoroczniej jazdy z włączonymi światłami, ozwał się chór takich, co żarówki muszą dwa razy do roku zmieniać. Jednocześnie obserwowałem wielu "poznaniaków", co to światła wyłączą na skrzyżowaniu i ostatnią przecznicę do domu jadą oszczędzając żarówki. Oba fakty da się połączyć. Żarówka świecąca cały czas *zużywa* się szybciej, niż gdy czasem nie świeci. To fakt. Faktem też jest, że żarówki *ulegają awarii* od wstrząsów. Wspomniani wcześniej panowie potwierdzają to, co wszelakie teorie mówią o plastyczności metali -- zimne wółkno zużytej żarówki łatwo się łamie. No chyba, że kłamią w zeznaniach, a teorie są błędne.
W dniu 13.03.2017 o 10:30, Jarosław Sokołowski pisze:
Jednostkowe, ale sztuki 2 się spaliły. Teraz wyłączam.
Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup Pan J.F. napisał:
Od dluzszego czasu inaczej sie nie da - tzn da, trzeba dzienne zamontowac/miec. Poza tym noca bruk nie znikal :-)
Ale przyznam, ze jak sobie kupilem "lepsze zarowki", to dlugo nie wytrzymaly. To chyba jeszcze w czasach, gdy za dnia marnowac swiatla i zarowek nie trzeba bylo.
Co oni w tych "lepszych zarowkach" robia, ze pozwalaja sobie napisac "+30%", czy "+50%", a przeciez strumien swietlny musi byc zgodny z norma, a tam bodajze +20% sie dopuszcza.
Tylko ze w samochodowych drut gruby, i zlamac nie tak latwo. Co zreszta potwierdza stara praktyka z wielu miast :-)
Swoja droga to przyjrzyjcie sie kiedys takiej spalonej czy dlugo uzywanej zarowce i nowej. Widac ze drut w nowej gladki, a w starej wcale nie.
I ciekaw jestem - ta skutek rekrystalizacji, czy objaw cyklu halogenowego.
J.
Pan J.F. napisał:
W Wąchocku na noc zwijają asfalt, więc różnie bywa.
Norma odnosi się do żarówek, nie do pudełeczka. Żarówki zostały sprawdzone i dopuszczone. A producent na pudełku pisze to, co mu podwala osiągnąć lepsze wyniki sprzedaży.
No jasne, światłowody łamią się przy byle zgięciu, za to szyby w oknach ani trochę. Jest dokładnie odwrotnie -- cienki drucik wolframowy się gnie, a gruby może się najwyżej złamać. Herkulesa do tego nie potrzeba, byle wstrząs wystarczy.
Sam tu taką pokazywałem -- http://148.81.130.52/bulba.jpg
Cykl halogenowy to rekrystalizacja. To znaczy narastanie kryształu z fazy gazowej.
Jarek
Pan Cezary Grądys napisał:
Producenci żarówek jakoś bardzo dobrze wpisują się w normę ISO 9001 -- jedna w drugą im takie same wychodzą, psują się niejako synchronicznie. Przypadek "przez cały dzień jeździliśmy po okolicznych wiochach, trzeba wracać do domu, a tu świateł nie ma" też jest mi znany. To akurat znajoma "poznanianka" (na dodatek żona Szkota).
Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl... Pan J.F. napisał:
Ale to markowi producenci robia, wiec mysle, ze maja jakas podstawe.
Philips tlumaczy, ze to dlatego, ze ta zarowka swieci tam gdzie trzeba. Hm, na moj gust - moze to i prawda, ale wymaga reflektora Philipsa :-)
Cienkiego drucika nigdy nie gialem, ale gruby drut wymaga wiekszej sily.
O to to to ..
epitaksja znaczy sie :-)
Ale to na powierzchni. A tam jest jeszcze "w masie".
J.
Pan J.F. napisał:
Markowi producenci mają markowych marketingowców. To podstawa.
Miałem kiedyś maleńką szpulkę drutu wolframowego, może ze 3 cm średnicy i tyleż wysokości. Było na niej 20 kilometrów. Drucik tak cienki, że go prawie widać nie było. O złamaniu nie było mowy. W żarówkach małej mocy o długim włóknie widać czasem jak się ono majta i nie zamierza złamać.
Na obrazku widać, że te bloki kryształów dość głęboko sięgają.
Rekrystalizacja "w masie" przynosi skutki odwrotne. Łatwo się o tym przekonać wyżarzając w płomieniu gruby drut lub blachę miedzianą. Miedź staje się bardzo miekka, podatna na zginanie. Ale zgiąć można tylko raz, po tej operacji wraca jej twardość. Wyżarzanie porządkuje strukturę monokrystaliczną, a przy plastycznej obróbce wracaja dyslokacje, które usztywniają materiał jak miniaturowa kratownica. Z wolframem też się tak da -- są blach czystego wolframu, które da się ciąć nożyczkami. Włókno żarówki robi szczerbę w ostrzu.
Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl... Pan J.F. napisał:
Przy grubym z kolei nie widac, aby drgal od wstrzasow :-)
A z tym roznie bywa - halogenki G9, 28W 230V, to trzeba ostroznie nosic ..
P.S. Jak sie taki wolframowy drucik robi ? Wytopic nie wytopia, walcowanie, przeciaganie.
Hm, drucik miedziany 0.3-1.5mm to mozna pare razy zginac.
A my w zarowce mamy wyzarzanie bez obrobki plastycznej ...
J>
Pan J.F. napisał:
Ze szklanką też nie widać, że zamierza pęknąć. A pęka, czasem od wstrząsów.
W ogóle halogeny niewielkiej mocy na duże napięcie nie są dobrym pomysłem. Drut za gruby by się majtać, za cienki by miał zapas do rekrystalizacji.
Jakoś z proszku. Dość przebiegła technologia, szczegółów nie pamiętam.
Z tym że w zależności od krystalizacji do zgięcia potrzba różnej siły. Naprawdę warto zrobić opisany eksperyment. Po wyżażeniu można ochłodzić od razu w zimnej wodzie.
Ale miedź to nie wolfram. A także nie stal -- ta rozgrzana do czewoności i wrzucona do wody hartuje się, utwardza. Zgoła inacze niż miedź. Metalurgia to skomplikowana sprawa.
W dniu 13.03.2017 14:14, Jarosław Sokołowski pisze:
Bierzemy taki miękki miedziany pręt, zawijamy komuś wokół nadgarstka i wysyłamy na poszukiwanie piłki do metalu, bo już nie zdejmie. :)
MJ
Pan Michał Jankowski napisał:
Żeby być jak najbliżej tematyki grupy, warto dodać, że najlepsza do tego jest audiofilska miedź o jak najwyższym stopniu czystości.
Użytkownik "Michał Jankowski" napisał w wiadomości W dniu 13.03.2017 14:14, Jarosław Sokołowski pisze:
Mialem kiedys 6mm drut z walcowni miedzi ... i zgiac w rekach to sie go nie dalo.
Tylko nie wiem - za malo sie przylozylem, on wymaga akurat takiej sily, ze rece bolą, czy skutek obrobki plastycznej/braku termicznej.
Rurki miedziane 6/4mm to sie w rekach gielo.
J.
Użytkownik "Jarosław Sokołowski" snipped-for-privacy@lasek.waw.pl> napisał w wiadomości news: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl...
Ale tĘ audiofilską, to chyba robią w postaci linki...?
HF5BS pisze:
Przewody tak robią, a tu chodziło o surowiec na nie. KGHM robi miedź elektrolityczną najwyższej czystości. Pozbawiają ją srebra, złota i innych śmieci, które są w rudzie.
Czytalem gdzieś, że ktoś jako przewody głośnikowe wykorzystał miedziane rurki hydrauliczne. Zdaje mi się to być całkiem dobrym pomysłem. Ale nie było to audiofilstwo, te rury są po kilka złotych. Traz sobie myślę, że taka rura z wyżarzonej elektrolitycznej miedzi monokrystalicznej może być lepsza od linki audiofilskiej. Elektrony nie będą musiały skakać po dyslokacjach, tylko karnym szeregiem pobiegną do głośnika. Nie muszę tłumaczyć, jak wielkie ma to znaczenie dla soczystości dźwięku.
a to bez kozery powiem pincet:)
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required