Pan Marek Wodzinski napisał:
Ostatnio było tu i o tym, co czego służy laptop.
No i mając PXE łatwo na serwerze zrobić ksero laptopowego dysku systemowego, a potem w razie potrzeby, gdy "się" zepsuje, go odtworzyć.
Pan Marek Wodzinski napisał:
Ostatnio było tu i o tym, co czego służy laptop.
No i mając PXE łatwo na serwerze zrobić ksero laptopowego dysku systemowego, a potem w razie potrzeby, gdy "się" zepsuje, go odtworzyć.
...a Twoj dysk podpiety pod SATA III ma odczyt/zapis rzedu 600 MB/s? Nie? Nawet w odczycie/zapisie sekwencyjnym?
Jesli Twoj dysk wyciaga w zapisie/odczycie losowym dla malych probek predkosc rzedu 100 MB/s, to nie jest zle.
Jak się kupuje Codegeny czy inne Tracery za 20zł, to może i tak jest. Używam wielu komputerów od wielu lat, parę zasilaczy padło w tym czasie, ale żaden nie zrobił szkody większej niż spalona płyta główna. A jak nie masz backupu, to sam jesteś sobie winien :-)
Czyli trzymasz serwer z dyskami, żeby mielił powietrze. Dodatkowo trzymasz dyski w komputerach, żeby zjadały prąd. A jak padnie dysk w kompie to i tak masz dzień przestoju na reinstalacje wszystkiego.
Jak sytuacja 'mam przestój' powoduje realne straty, to mam wtedy 2 serwery z macierzami, które dane replikują real-time i automatycznie się przełączają w razie awarii co daje co najwyżej kilka sekund downtime.
Ale jak ktoś lubi tracić czas na instalację wszystkiego od zera po padzie jednego dysku, to przecież nie mogę tego zabronić :-)
A powiem Ci, mając spore próbki ze skali kilkuset serwerów i wielu lat, że najczęściej padają dyski, później ram, czasem płyty główne, a reszta to margines. Więc całkiem rozsądne jest zabezpieczanie się przed najczęściej występującą sytuacją zamiast nic nie robienia 'bo i tak zasilacz wszystko spali'.
Pozdrawiam
Marek
Pan Zbych napisał:
Nie, nie jest lepsza. W praktyce nie ma jej wtedy wcale. Ileż to ja widziałem takich sieci, gdzie kupiono wypasione serwery z redundancją, macierzami i backupami (bo w naszej firmie bezpieczeństwo, to podstawa), a wszyscy wszystko trzymaja na pulpitach, zaś dyski serwerowe są całkiem puste. Pan prezes, to już zwłaszcza, bo jemu nikt nie podskoczy. Jak potem zginie raport kwartalny, co na jutro ma być wysłany do GPW, to jest płacz i zgrzytanie zębów. Rzec można, że taka sytuacja, to reguła, a wyjątkiem jest roztropny admin, co jakoś poblokuje możliwość lokalnego zapisu i nawet prezesa się nie boi.
Z tym że to tylko dane, a my tym razem o czymś więcej -- o zabezpieczeniu ciągłości działania sprzętu, a więc trzymaniu systemu operacyjnego w miejscu bardziej bezpiecznym od nabiurkowego peceta. XXI wiek mamy, elektronika, internety, a jak w tym cymbale prądowym siądzie ten no, dysk twardy:
Pan Zbych napisał:
Jeśli się zdarzy taka sytuacja (zasilacz puści z dymem lokalny dysk), to nie jest to sytuacja "najwyżej se backupu nie zrobię", tylko "będę musiał wszystko robić od nowa". Na ogół to "wszystko" oznacza literalnie wszystko, czyli na przykład robotę nie z wczoraj, tylko z ostatnich kilku tygodni. Bo jak się pracuje, to sie o backupach nie pamięta. A jak już ktoś taki pamiętliwy i nieufny, to robi backupy swoich danych z serwera na pendrajwie, co go zawsze w kieszeni nosi.
Z przestojem spowodowanym awarią serwera, to oczywiście fantazje. System tam na ogół taki, że dość przełożyć dyski do innego sprzętu i rusza od razu. A jak sieć większa i obsługa bardziej zapobiegliwa, to się trzyma ze dwa redundantne serwery. I z zasilaczmi innymi niż w pecetach, co to potrafią dysk z dymem puścić.
A jesteś pewny, że te których używasz nie zrobią ci psikusa? A może to będzie pożar, kradzież albo zalanie? I co ci wtedy raid da?
Wyłączasz serwer dyskowy gdy nie jest potrzebny? U mnie reinstalacja "wszystkiego" zamknie się w max. 2h (i nie jest to bynajmniej goły system z przeglądarką)
Po pierwsze dysk w kompie nie wyklucza możliwości zrobienia obrazu do szybkiego odtworzenia systemu i robienia backupu swojej pracy na serwerze.
Jak ktoś ma kilkaset serwerów, to pewnie ma też odpowiednio klimatyzowane pomieszczenia, zasilanie awaryjne, instalację przeciwpożarową i najważniejsze - doświadczenie co brać i co jest mało awaryjne. A jak ktoś robi sobie serwer dyskowy w domu, albo małej firmie, to nie ma większości z tych rzeczy.
I chcesz mi wmówić, że pan prezes sam zrobił ten raport a nie dostał go mailem od wyrobnika (znaczy się pracownika niższego szczebla)? :-)
Pan Zbych napisał:
Nie, chcę tylko "wmówić", że jaki prezes, tacy wyrobnicy jego. Czyli że praktyka zapisywania wszystkiego na lokalnych dyskach i od czasu do czasu robienia (albo i nie robienia) ręcznie backupu na serwerze jest powszechna. A w tym wątku została nawet pochwalona jako "trochę lepsza" od powierzenia takich rzeczy maszynom, które w czynnościach nudnych i monotonnych są daleko lepsze i bardziej wytrwałe od nas ludzi.
Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl...
Jeśli tylko używasz do Internetu to ok. Każda sensowna aplikacja intensywnie korzystająca z dysku to pomyłka przy tym rozwiązaniu.
Na czym polega owa męka, bo chyba jestem czegoś nieświadom?
Nie jestem prezesem i wolę mieć kopię danych i na dysku w komputerze, i na serwerze. Dla tych którym nie chce się robić backupów ręcznie wymyślono narzędzia, które same robią synchronizację danych (i to wybranych danych a nie całego systemu).
Pan Zbych napisał:
Z tego co wcześniej napisał (i ja też), to tak, wtedy wyłącza. Ale ponieważ potrzebny jest cały czas, więc nie wyłącza.
No to jednak o te dwie godziny dłużej. Dla niektórych to jest różnica.
Kilkaset, to chyba w wielu miejscach przez ileś lat, tak to zrozumiałem. Zaś doświadczenie to coś takiego, czym mozna się dzielić bez straty własnej. Moje kilkunastoletnie doświadczenie z bezdyskowymi komputerami wszystko to potwierdza -- tak jest bezpieczniej, lepiej, mądrzej. I tylko to ostatnie stanowi pewną niedogodność -- gdzy ktoś odporny na wiedzę, to będzie miał z tym problem.
Właśnie zanegowałeś sens stosowania sieci SAN (Fiber channel, iscsi itp) jak i używanie macierzy z wieloma dyskami. Właśnie w aplikacjach wymagających dużo korzystania z dysków. Gratulacje!
Pozdrawiam
Marek
Ale nie uciekło ci przy przy czytaniu, że to jeden komputer a nie wszystkie jak w przypadku awarii serwera?
Tak samo jak niektórzy są odporni na wiedzę i wmawiają innym, że sieć komputerowa jest z gumy (jak i przepustowość dysków) i te stacje robocze można mnożyć bez końca bez odczuwalnego spadku wydajności.
Pan Zbych napisał:
Tu pełna zgoda. Takie wolenie jest bardzo rozpowszechnione. Tak jak rozpowszechniona jest naiwna wiara, że kopia na serwerze nie będzie akurat tą wersją, z której "się" wcześniej usunęło przez przypadek akurat najbardziej istotne rzeczy. Prezesi, którzy to tolerują, albo ich takie technikalia wcale nie obchodzą, to w ogóle mainstream. Exemplum gratum, to prezes PKW, który do dziś jest przekonany, że mu "technika siadła", a w najlepszym/najgorszym razie ktoś go oszukał, bo za dobre pieniądze dostarczył złe serwery i złe programy. A wystarczy przeczytać Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia, by wiedzieć, że o żadnych istotnych warunkach tam nie ma mowy. Skoro żadnych istotnych warunków nie postawiono, to panowie nakreślili sobie własne i według nich zrobili system. Który gdyby wszystko dobrze szło, to by był znakomitym systemem. Ale drobna awaria powodowała bezpowrotna utratę danych -- i to wynika wprost z przyjętych założeń, nie potrzeba nawet symulacji, by to wiedzieć.
To też mi rzecz dobrze znana. Wymyślono mnóstwo narzędzi, za które trzeba nieraz sporo zapłacić, po to tylko, żeby każde z nich robiło tylko cząstkę tego, co i tak potrzeba zrobić w całości. Innym narzędziem, które całość od razu zrobi o wiele lepiej i szybciej od każdej z cząstek.
Pan Zbych napisał:
Jak jeszcze tygodnik "Polityka" miał format ogromnej płachty papieru, a w winiecie każdego numeru był rysunek Szymona Kobylińskiego, to wśród nich zdarzyła się taka scenka -- dwóch gości stoi przy torach kolejowych i rozamawia, a pociąg jest tuż tuż, widać lokomotywę i dym z komina. Jeden z ludków pokazuje na brakujący metr szyny i mówi: dlaczego miałby nie przejechać, to tylko 0,001% jego trasy. No i tu mamy przykład podobnego myślenia -- naiwną wiarę w to, że do wszystkiego można podchodzić w sposób ilościowy. Co z tego, że akurat padł ten komputer, w którym są istotne dane, skoro mamy tysiąc innych, na których można sobie postawić pasjansa (o tym, że pad serwera może oznaczać w praktyce najwyżej minutową przerwę i żadnej utraty danych, to już nie chcę w kółko powtarzać).
Którzy to? Pogięło ich?
W dniu 07.12.2014 o 23:46, Jarosław Sokołowski pisze:
I jak ten problem rozwiązuje się w stacjach bezdyskowych? Każdy transfer na dysk sieciowy ląduje jako osobna transakcja, którą można wycofać?
Są i płatne, i darmowe. I są też takie, które pozwalają na cofnięcie się do poprzednich wersji plików.
W dniu 08.12.2014 o 00:02, Jarosław Sokołowski pisze:
Równie dobrze mógłbym argumentować, że w momencie zapisu super ważnego pliku na dysk sieciowy właśnie ci ta sieć padnie a program nie poradzi sobie z obsługą błędu i radośnie się wykrzaczy pozbawiając cię kilku godzi pracy. I wtedy nawet nie zagrasz na sąsiedniej stacji w pasjansa.
Uściślijmy, bo podejrzwam, ze uciekasz w kombinacje zamiast prostego tak tak, nie nie: Twoim zdaniem aplikacje wymagające intensywnej współpracy z dyskiem, w ogólnym przypadku działają szybciej na komputerze bezdyskowym niż na maszynie z dyskiem? Przy czym warunki tak jak w poście na który odpowiadałem, maszyny bezdyskowe, korzystają z filesystemu innego komputera - potwierdź proszę bym wiedział, czy dalsza dyskusja ma sens.
Nie musi puszczać z dymem, awaria tej jednej maszyny (obojętnie z jakiej przyczyny) powoduje:
Mnie w ciągu kwadransa wybuchło 5 Tracerów, poza zadymieniem innych efektów nie było ;)
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required