Napęd floppa 1.44 pod USB i kwestia MS-DOS

Dec 07, 2014 86 Replies

Wazne, ze wszyscy wiemy o co chodzi :).

Co zas do Twoich problemow, to podchodzisz do wszystkiego od dupy strony.

No to bierzesz pendrive i:

- zakladasz na nim partycje (albo i nie - moze byc bez tablicy partycji, ale czasami lepiej ja miec)

- formatujesz na np. FAT32

- przenosisz system np. sys src_drv: dst_drv:

- kopiujesz na pena wymagane narzedzia

Nieraz posluguje sie takim pendrivem do aktualizacji BIOSu.

Nie probowalem, ale byc moze wystarczy zrobic to standardowo:

- zalozyc druga partycje i dalej "standardowo"

A nie lepiej uzyc tu emulatora USB to Floppy? Podpinasz pod tasme FDD, wkladasz USB z obrazami fdd i wybierasz sobie odpowiedni obraz. Masa tego w internecie - wszedzie pisza, ze jest full emulation, wiec zapis pewnie tez.

To proste.

Byla, byla.

A jak ma jakis router z USB i OpenWrt, to mozna na tym postawic TFTP/PXE i botowac co sie da uzywajac routera i obrazow na pendrive:

formatting link
I znowu: Wpisdu tego na sieci...

Przede wszystkim musisz mieć pełną kontrolę nad swoim serwerem dhcp, żeby podać dla danej maszyny odpowiednie parametry next-server i filename. Do tego musisz mieć jeszcze serwer tftp (może być na innej maszynie niż router). Na samym pxe to się dało zrobić, ale z tego co pamiętam, to trzeba było za każdym razem obraz takiego fdd jeszcze 'opakować' jakimś softem (wszystko było w pakiecie Etherboot). Gpxe wymaga więcej magii w dhcp, ale z drugiej strony jest w stanie zabootować się ze wszystkiego, nawet ściągnąć obraz po http :-) No i w gpxe można właśnie podać czysty image fdd. Generalnie poszukaj o pxe i zobacz stronę

formatting link
ś był mocniej zainteresowany, to mogę podesłać konfigi dhcpd, pxe i gpxe.

Gigabit w lan-ie, na serwerze 4 dyski w raid10 (ale wcześniej na 2 dyskach w raid1 też było ok), niedługo dołożę tak edukacyjnie jeszcze cache na ssd. Dwa pc pod windowsem spokojnie jednocześnie działają - jakoś nie widzę, żeby było gorzej od zwykłego pojedynczego dysku. Pewnie na jakimś NAS-ie z obsługą iscsi też dałoby się coś takiego zrobić. A tak mogę w każdej chwili zrobić snapshot dysku maszyny, sklonować ją do eksperymentów, zostawić sobie jedną czystą instalację, powiększyć dysk itp. Brak problemów z bootloaderem i partycjami, bo każdy system widzi tylko swój dysk. Na jednym pc mogę mieć kilka systemów i nie bać się, że jeden zaora mi jakiś inny. Nie wspominając o bezpieczeństwie danych. Używam tego już parę lat i nie widzę sensu wracania do instalowania windowsów na dysku lokalnym i całego horroru z tym związanego. Z XP trzeba było odstawić trochę magii, żeby bootował się po iscsi, ale od Visty można już instalować bezpośrednio na dysk sieciowy, działa to od ręki i od instalacji na hdd w zasadzie nie różni się niczym.

Oczywiśćie do laptopa nie jest do dobre wyjście, ale do zwykłego stacjonarnego pc wg. mnie jest idealne.

Pozdrawiam

Marek

Banalnie - ale polecam postawienie tego na jakims routerze z USB i linuksem.

Jest gigabit lan - nie ma cierpienia.

Pan Marek Wodzinski napisał:

U mnie komputer bezdyskowy zdaje się działać szybciej, niż ten co ma dysk i eksportuje filestystem bezdyskowcom. A już na pewno dużo szybciej się bootuje -- co jest zrozumiałe, bo przy bootowaniu chyba nie ma jeszcze załadowanego całego softu do współpracy ze sprzętem, a już na pewno nie ma tego w cache, tylko musi ciągnąć z dysku. Jak leci przez sieć z cache serwera, to ani nie mruknie i już się rusza.

Ja używam w zasadzie wyłącznie bezdyskowych komputerów od kilkunastu lat (to znaczy od końca poprzedniego tysiąclecia) i nieraz w głowę zachodzę, jak ludzie mogą wciąż chcieć się męczyć z dyskiem w każdym pececie!

Teraz, to ja tak bootuje już tylko linuksa z NFS, więcej mi w praktyce nie potrzeba. I to z odmiennymi założeniami -- każdy ma dostać ten sam filesystem (z dokładnością do drobnych indywidualności w /etc i /var), a nie że każda maszyna ma swój dysk, tyle że zdalny. Ale kiedyś to dla eksperymentu XP, a nawet chyba 98 zdalnie odpalałem. Faktycznie, magii trochę przy tym było. Ale skoro w 7 jest taki postęp i da się bez bólu, to może też spróbuję.

Są jakieś zamienniki do BIOSa (z otwartym kodem), które zawierają w sobie obsługę Wi-Fi wraz z PXE. Więc teoretycznie też się da.

Niby tak, ale SATA ma 3 lub 6 gigabitów, więc nie brzmi to zachęcająco.

Dzięki, ale chyba się zniechęciłem :-) Jako routerów używamy w labie dedykowanych mydelniczek netgeara lub asusa i tam jest dhcp i nat - nie planuję stawiać linuxa do tego celu :-)

Fajnie to sobie poinstalowałeś i poukładałeś... Ale dla moich celów to jednak strzał z armaty do komara :-)

Zwłaszcza jak dobrze wszystko przemyślisz i dostosujesz do swoich potrzeb a z tego co napisałeś tak widać to zrobiłeś :)

Otóż to :-)

Dupa dupa dupa :-)

Przenoszę system ... MS-DOS? Na 8 gigowego pendrajwa z FAT 32? :-)

A widzisz... ale ja siedzę pod Windows i tam takich czarów się nie robi :-)

Chcesz żebym rozbebeszył oscyloskop i wyjął mu z brzucha napęd floppa?

Brzmi to sensownie.

Ci co mają jednego peceta, np. w domu, nie bardzo mają wybór :-) Alternatywą jest jakiś chromebook z dyskiem w chmurze.

Pan Pszemol napisał:

A ile ram ma dysk w cache? Bo przecież tych sześciu gigabitów nie ciągnie wprost z talerza. No więc serwer ma tego ramu dużo.

"Pszemol" napisał:

Mam w swoim laboratorium identyczną sytuację - czasami trzeba odpalić na komputerze sytem "real time", czego nie zapewni ani maszyna wirtualna, ani żaden Dropbox - musi być czysty MS-DOS (lub odpowiednik) z dostępem do fizycznych adresów i przerwań portów I/O. Do tego celu używam XOSL - z sentymentu, bo są pewnie i inne narzędzia. Działa z mnie zarówno w tandemie DOS/Windows XP jak i DOS/Windows 7. W tym pierwszym przypadku robi się taki ożenek łatwo, szybko i przyjemnie, pamiętając tylko o zduplikowaniu wpisów w boot.ini, w tym drugim należy sadzać systemy w określonej kolejności na przygotowanych uprzednio partycjach, aby nie dopuścić do utworzenia tej

100-megabajtowej partycji, na której lądują pliki rozruchowe.

JoteR

Pan Pszemol napisał:

Rzekłbym, że już przy dwóch warto. A nawet jakiś taki trochę lepszy NAS z macierzą, może też z routerem (są takie?) i komputer bez dysku -- to też jest warte przemyślenia.

Alternatywą? To chyba jednak co innego -- taki ma wciąż cały system w sobie, wciąż podatny na awarie. Z chmury, to on chromoli tylko dane (aplikacja webowa, to też poniekąd rodzaj danych).

Jarek

A ja zachodzę w głowę jak można sobie ukręcić bat na własny tyłek powierzając wszystkie dane jednemu komputerowi z macierzą dyskową.

"Pszemol" napisał:

Owszem, ostatnie wersje MS-DOS już "umiały" FAT32. Ale teraz stawia się zazwyczaj tego DOS-a z Windows 98. Wadą powyższego rozwiązania jest to, że taki sys src_drv: dst_drv: możesz zrobić, mając komputer odpalony w trybie MS-DOS, z wiersza poleceń w trybie okienkowym Windows (zwłaszcza od XP w górę) to nie zadziała raczej. Czyli w twoim przypadku masz błędne koło.

JoteR

Dać się da, ale laptop jest od tego, żeby go czasem wytargać poza dom i wtedy jednak trzeba mieć wszystko na dysku. Wtedy są inne problemy - jak posynchronizować to co się tworzy na laptopie z desktopem lub backupem. Ale tu też jest parę fajnych rozwiązań :-)

Pozdrawiam

Marek

Lepiej mieć je w raidzie + backup niż na jednym dysku bez backupu :-)

Jakby się nie patrzeć, to z serwerka o wiele łatwiej zrobić backup po sieci czy na usb z automatu w nocy, niż pamiętać o tym przed każdym wyłączeniem komputera. No i w przypadku zwykłej awarii dysku wszystko dalej działa (raid na windowsie niezbyt - sprawdzałem).

Pozdrawiam

Marek

Pan Zbych napisał:

Jednak lepiej najprostszej nawet redundantnej macierzy, niż pojedynczemu lokalnemu dyskowi peceta. "Ja to tym serwerom nie ufam, wszystko zapisuję na pulpicie" -- znam i takich, ale bezdyskowce chronią również przed tego typu głupotą. Dane takiego mastahaka można backupować równie łatwo i często, jak gdyby wkładał je w sieciowe katalogi wyznaczone dla ważnych plików (utrata arcyważnych rzeczy częstej następuje w wyniku "skasowało mi się", niż po sprzętowej awarii -- a jak się ma wszystko w jednym miejscu, to daleko łatwiej chronić pliki przed użyszkodnikami).

Jak ci zasilacz puści dyski z dymem, to żaden raid nie pomoże.

Tylko w przypadku awarii takiego serwera dyskowego padają ci wszystkie komputery bezdyskowe i masz przestój. A jak masz dysk w każdym kompie, to najwyżej nie zrobisz sobie dziś backupu na swój serwer dyskowy.

Jak połączysz dysk lokalny z backupem na serwerze i z backupem serwera, to redundancja jest jakby chyba trochę lepsza.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required