Żaden, bo nie w tym rzecz. Przechodząc z ARMa do ARMa wystarczy przeczytać opis peryferiów i erratę, a nie mozolnie poznawać nowe światy. Znajomość architektury mi zostaje, kompilator mi zostaje, być może nawet całe środowisko programistyczne i narzędzia sprzętowe mi zostają. A teraz sobie to porównaj z kosztem wejścia np. w SHARCa, bo tego typu krok rozważa sundayman. Jak ma rzeczywiste powody, to czemu nie, ale powątpiewam, bo by nie pytał...
Wrong. Ja nie polecam dużych ARMów (ani jakichkolwiek ARMów), by pławić się w ich nadmiarowej i zbędnej w danym zastosowaniu mocy obliczeniowej, tylko dlatego, że:
a) albo ten ARM już tam jest, bo krzem wybierasz z innych przyczyn, więc wyboru nie masz (Zynq ze swoimi rdzeniami klasy A albo PSOC5LP z rdzeniami M3);
b) albo zdajesz sobie sprawę, że przylutowanie STM32 w obudowie TQFP64 jest dokładnie tak samo trudne, jak przylutowanie Atmela w obudowie TQFP64, cena niewiele niższa, a konieczność "bohaterskiego rozwiązywania problemów nieznanych w innych ustrojach" magicznie znika. I wreszcie sobie możesz stosunkowo prosto zrobić porządny detektor zera oparty na PLL, a nie "sprytnie" doczyszczać na AVRku wyjście jakiegoś transoptora, uzyskując jakość i stabilność rozwiązania tam po prostu niedostępną.
Jakim Linuksem? Programuję wyłącznie "golasy".
No na pewno nie na procesorze, co pokazują lata doświadczeń ludzkości. Dokładnie od tego masz FPGA i dlatego wybrałem PSOC/Zynq. Nie walcz z chochołem.
Pozdrawiam, Piotr