Od jakiegoś czasu eksperymentuję z uruchamianiem dalekopisów i podłaczaniem ich do współczesnej elektroniki. Urządzenia tego typu pracują na pętli prądowej, w moim przypadku 40 mA. Z uwagi na dużą indukcyjność elektromagnesu w odbiorniku zalecane jest, aby pętla prądowa była zasilana z odpowiednio wysokiego napięcia. Źródła z epoki mówią o co najmniej 60V, zdarzają się też wyższe wartości. Ma to na celu przyspieszenie narastania pola magnetycznego i uzyskanie bardziej stromych zboczy sygnału. Oczywiście gdy elektromagnes już przewodzi, cała moc wytraca się na grzejących się rezystorach.
Podczas moich pierwszych eksperymentów korzystałem z zasilacza transformatorowego (jak w oryginalnych sieciach dalekopisowych) do uzyskania tych kilkudziesięciu woltów. W nowszych interfejsach stosuję już przetwornice impulsową DC-DC.
Teraz jednak zastanawiam się czy nie dałoby się tego zrobić lepiej - stosując jakieś impulsowe źródło prądowe - mierzymy prąd w obwodzie i tak manipulujemy pętlą sprzężenia zwrotnego, aby na wyjściu było napięcie dobrane do aktualnego obciążenia, aby dążyć do z góry ustalonego prądu w pętli.
To na czym mi zależy:
- W miarę prosta implementacja i jak najmniej "rzeźbienia" - najlepiej, gdyby był to jakiś gotowy scalak, wymagający minimalnej liczby elementów zewnętrznych.
- Możliwość regulacji w zakresie powiedzmy 35-45 mA.
- Stabilne trzymanie ustalonej wartości.
- Wbudowane zabezpieczenia, np. przed zwarciem albo ustawieniem na wyjściu zbyt wysokiego napięcia w pogodni za ustalonym prądem.
- Możliwość pracy, gdy zasilany obwód jest kluczowany (dość oczywiste w przypadku linii dalekopisowej).
Ktoś z was może polecić rozwiązanie spełniające te wymogi?