elektronika

Nov 17, 2019 70 Replies

To prawda. Zastanawiam się, czy kiedyś to szaleństwo się odwróci. Z drugiej strony, zawsze można *próbować* iść do sądu, i niech druga strona wtedy udowadnia, że były podstawy.

Nie żebym specjalnie wierzył, że sądy i sprawiedliwość mają ze sobą wiele wspólnego.

IMO nie do końca. W jednodolarowej aukcji nie da się wygrać, bo żadnemu graczowi, jeśli już przystąpił do gry, nie opłaca się jej przerwać. W relacjach damsko-męskich... ja nie jestem aż takim pesymistą, ale to prawda, że unikam przebywania z kobietami z firmy sam na sam (np. w windzie, czy w kuchni, gdy drzwi są zamknięte). Nie znam ich na tyle żeby wiedzieć, co może strzelić im do głowy.

To prawda. Też trzymam się z dala od koleżanek z pracy. Nie przez ryzyko jakichś dziwnych oskarżeń tylko dlatego, że to się po prostu ze sobą nie miesza, nie współgra i nie współistnieje.

Z drugiej strony do niedawna pracowało tu pewne małżeństwo, ale oni byli wiele lat po ślubie i jedna z osób ściągnęła do pracy drugą, więc to co innego.

To nie jest szaleństwo. A może inaczej: ono z czegoś się wzięło.

Ale tu nie ma dwóch stron, tylko trzy: powódka, pozwany i pracodawca. Sprawa jest śmierdząca, więc pracodawcy byłoby najlepiej pozbyć się dwóch pierwszych stron, niech sobie szumią prywatnie, bez wnikania w przyczynę. Ale powódki zwolnić nie może, bo dopiero będzie smród, jeśli się okaże, że ona miała rację, więc... :-]

Nie musi być żadnej sprawiedliwości, wystarczą stereotypy. Chciałbyś, by Twoje dziecko miało pana przedszkolankę? "Na jednej ulicy naprzeciwko siebie stoi klasztor męski i klasztor żeński. Nie ma w tym nic złego – ale może być". :-)

Oskarżenia to ekstremum, ale przenoszenie sporów prywatnych na teren firmy może być dewastujące dla atmosfery pracy. Tak się po prostu nie robi.

Pozdrawiam, Piotr

Żadna skrajność nie jest dobra.

Tak, to prawda, natomiast jeśli można wyrwać (jakby nie patrzeć, należne) odszkodowanie od fałszywie oskarżającej (która byłaby tu pozwaną) i pracodawcy...

Z jednej strony tak, bo uważam, że fakt, że małymi dziećmi opiekują się głównie kobiety (przedszkolanki, nauczycielki) nie jest dla tych dzieci za dobry. Powinna być równowaga. Na pewno sam mam, patrząc statystycznie, dużo lepsze wspomnienia z nauczycielami z technikum (głównie faceci) niż z nauczycielkami w podstawówce. Inna sprawa, że technikum to już inny etap.

Z drugiej strony nie, bo z jakiegoś powodu faceci nie pchają się do takich zawodów, więc jeśli jakiś jednak go wybiera, to może zapalać to czerwoną lampkę. Bo co innego nauczyciel konkretnego przedmiotu w technikum, a co innego opiekun / wychowawca w przedszkolu. Może jestem ofiarą stereotypu.

Z trzeciej strony... cóż, kobieca pedofilia również istnieje. Sam się jako dziecko na szczęście nie spotkałem (z męską zresztą też nie), ale zjawisko istnieje i są kobiety, które krzywdzą dzieci, a przez stereotyp opiekunki domowego ogniska dużo trudniej nawet samej ofierze jest sobie uświadomić, że została skrzywdzona, a co dopiero cokolwiek udowodnić.

formatting link

Tak, to główny powód. Dopóki jest dobrze, to jest dobrze, ale jak przestaje być dobrze... to zaczynają się problemy, bo trzeba współpracować z osobą, której najchętniej by się więcej na oczy nie widziało (albo z którą np. są ciche dni, jak się nie umie rozmawiać -- a wiele osób nie umie).

Z drugiej strony, trzy firmy temu miałem romans z dziewczyną z pracy. Relacja się rozpadła, ale nie było głębszych uczuć ani żadnej urazy, sympatia została, praca też na tym nie ucierpiała. Więc się da, chociaż myślę że to była kwestia luźnego podejścia obu stron. Jakby miało być z tego coś poważnego, to pewnie nie byłoby potem tak dobrze / łatwo.

W dniu poniedziałek, 18 listopada 2019 11:51:46 UTC+1 użytkownik Piotr Wyderski napisał:

To już wina - bo po co baby zatrudniał? - i problem pracodawcy. Chyba że komuś bardzo akurat na tej robocie zależy - ale wtedy niech trzyma nerwy na wodzy ;>

A pracodawca potrafi sobie narobić - kolega mi opowiadał, że przez taką jedną laseczkę rozpadł się zespół projektantów w firmie - a firma produkty własne wdrażała i miała naprawdę niezła sprzedaż. Wszystko przez to, że szef chciał za to nagrodzić inżynierów i taką ozdóbkę do firmy zatrudnił - jak widać dobrymi chęciami naprawdę piekło jest wybrukowane ;)

Trzy firmy temu też się zepsuł, bo zatrudnili córkę prezesa. Drugą, bo jedna już była, ale ona była normalna. Ta druga córeczka podobno tępa jak but i nie do ruszenia (podobno, bo ja z nią nie rozmawiałem -- widziałem ją tylko na korytarzu i słysząc, co się dzieje, ograniczałem kontakt do "cześć"). Był konflikt na konflikcie, cały dział marketingu (bo zatrudnili ją tam) przez to wyleciał... a dalej to już równia pochyła -- sprzedaż spadła, na pensje nie było, inni pracownicy poodchodzili (bo nie dostawali pensji).

Tak się psuje firmę. Natomiast tutaj to nie była kwestia płci, a nepotyzmu i charakteru. Myślę, że gdyby to był synek prezesa, a nie córeczka, to byłoby tak samo.

Mamy taką jedną. A szkoda gadać... mam alergię. Chyba wszyscy mają i nikt nie rozumie pewnych decyzji, ale ja jakoś tak... bardziej. Unikam jak tylko mogę. Niestety czasem nie mogę.

Na pożegnanie od koleżanki (normalnej), która odchodziła (głównie przez "ozdóbkę", bo nie była już w stanie z nią dłużej pracować) dostałem pluszową amebę. "Jako symbol naszej udręki".

W dniu 18.11.2019 o 11:51, Piotr Wyderski pisze: [...]

Parę lat temu, w związku "awansem" na kierownicze stanowisko, zostałem skierowany na kurs "umiejętności miękkich" dla managerów. Co się robi w sytuacji przez Ciebie opisanej? Wywołuje się konflikt wśród pracowników, a następnie stosując wszelkie środki, w tym plotki i pomówienia, zarządza się tym konfliktem dla dobra firmy. Ustawia się wszystkich pracowników przeciw takiej osobie. Aż sama się zwolni. Albo powiesi. Dla firmy wszystko jedno. Poważnie, takich rzeczy uczą na tych kursach.

P.P.

W dniu 18.11.2019 o 14:49, Paweł Pawłowicz pisze:

Gdzieś tam, w jakiejś książce, a tematycznie była o którejś z amerykańskich "służb", i tam mówili o pewnym wydziale per DDT: /Department Dirty Tricks/ czyli "brudnych sztuczek"...

Ma rację. U mnie się to skończyło małżeństwem.

W dniu poniedziałek, 18 listopada 2019 16:12:56 UTC+1 użytkownik sundayman napisał:

No, jeśli małżeństwo nie skończyło się (albo nie rokuje w bliskim terminie) rozwodem, to jeszcze nie tak źle - elektroczki czy programistki to nawet nie jedna na milion, przynajmniej rząd wielkości wyżej. Ale jeśli się dobrze nie przebiera to można mieć kłopot - kolega opowiadał o praktykach w wolskich zakładach elektronicznych, towaru młodego i chętnego do wyboru - ale co z tym dalej, jeśli jak się spojrzało na takie, co to nieco dłużej pracowały, to ołów miały już w każdej zmarszczce... Na szczęście prawdopodobieństwo kłopotów było bardzo zmniejszone właśnie przez warunki pracy z ołowiem i innymi "przyjemnościami".

W dniu poniedziałek, 18 listopada 2019 13:51:01 UTC+1 użytkownik Queequeg napisał:

Jak firma była prezesa, to na biednego nie trafiło. Jak innych udziałowców - sami se takiego prezesa zatrudnili. Inna sprawa, że kretyn, bo kto zarzyna kurę znoszącą złote jaja - używając dobrze działającej firmy jako zabawki dla córeczki? Bo pewnie była tak tępa i rozpieszczona, że nie wystarczyło zatrudnić na 1/4 etatu dla ubezpieczenia, tylko chciała się "wykazać".

Hmmm, ale to jest ozdóbka czy też "zabaweczka" prezesa - czy może ma udawać "inżynierkę"?

Pan jaNus napisał:

Jeśli ktoś pamięta system CP/M, pamięta też Dynamic Debugging Tool.

Gdzieś kiedyś widziałem info, że niektórzy psycholodzy twierdzą, że to (jeśli dobrze rozumiem sens dyskusji) jest jednak szaleństwo. Faceci od zarania dziejów jakoś musieli zwrócić na siebie uwagę. A teraz każda (często nieudolna) próba może zostać uznana za molestowanie... P.G.

W dniu 18.11.2019 o 21:52, Piotr Gałka pisze:

Ano! Jak śpiewał "Ostatni Oddech Kaczuchy" (w "Prowokator'ze"): /to wszystko jest celowe/ /i dobrze przemyślane/ /niech ktoś zareaguje./ / i popełni błąd/! Chodzi o to, aby ludziska się nie rozmnażali, bo ponoć na Ziemi ma być zasobów wszelkich jedynie dla /circa/ miliarda, czyli 1/8 tego, co jest!

W wielu wypadkach oskarżeń ojców przez córki, o molestowanie, po jakimś czasie wychodziły ewidentne wskazówki, że to były *urojenia*. Czy i dorosłe "ofiary" mogły sobie coś-tam wmawiać? No, raczej kłamały z premedytacją, wszak odszkodowania, gdy sprawa była /na fali/, zasądzano imponujące. A w tym kontekście warto wspomnieć o pewnej sprawie dotyczącej molestowania w Polsce. Była onegdaj głośna, a kilka dni temu doczekała się ciągu dalszego, zaiste *zdumiewającego*, po stokroć!

Otóż był szum spory, w konsekwencji medialnej nagonki Kościół został sądownie zmuszony do odszkodowania w kwocie *ponad milionowej*! No i precyzyjnie rozkładał to na różne aspekty red. Stanisław Michalkiewicz, zwracając uwagę, że tak suta wziątka zachęcić może b. wiele /dawnych dziewic/, aby z nagła, po latach, /wróciła im pamięć/, o doznanych krzywdach.

To tytułem wprowadzenia, dalej robi się naprawdę ciekawie. Otóż parę dni temu Michalkiewiczowi wszedł na wszystkie konta komornik, z obciążeniem

188 295,70 zł (ta kwota codziennie rośnie!), a to przekracza wszystkie środki, jakie tam były.

Jak się okazuje zapadł bowiem jakiś wyrok *zaoczny*. Zaoczny, bo /dostojna/ Temida polska słała wezwania tam, gdzie oskarżony nie mieszka od baaardzo dawna. A jest osobą publiczną, publikuje w kilkunastu periodykach, zaś jego konta (prowadzi szeroką działalność, i "z różnego tytułu" ma ich kilka) zostały namierzone /bez pudła/, zapewne po prostu wzięto z jego oficjalnych stron WWW! Gdzie i mail do niego jest, to i skontaktować się łatwo, trzeba tylko *chcieć*! Lecz /niezawisły sąd/ najwyraźniej nie-chciał-chcieć, bo i sądy Michalkiewicz wielokrotnie w swych publikacjach demaskował, wskazując kariery z nadania dawnych służb. Wszystko to nosi ewidentne cechy spisku, Michalkiewicz naraził się baaardzo wielu lobbies, głównie spod znaku wciąż-nie-minionego PRL-u, potomkom utworzonych wtedy dynastii, a i lobby zdecydowanie najpotężniejszego, bowiem atakuje je bez przerwy, za co jest znienawidzony.

A przychodzi do pracy wyfiokowana lala, w sukienczynie 8,5 cm i oburza się, że ktoś ją /molestuje/, czyniąc jakieś uwagi. Ha! — pewnikiem nie ten *ktoś*, dla którego się tak wystroiła...

A ciekawe, jak to jest u /tęczowych/ wszak u nich zawsze swój pozna /swojego/. Czy idą do sądu, z powodu molestowania? Chyba jednak nie, bo tam stałość, czy inne zahamowania, nie mają *żadnego* znaczenia, bo stałość, to dbałość o to, by mąż wiedział, że dziecko jest jego, a nie sąsiada. A przecież sex /tęczowych/ jest tylko i wyłącznie dla zażywania jak największych ilości doznań, tedy ograniczenia są /nie na miejscu/!

No i nie chrzańcie tu o /niedopuszczalnych/ tranzystorach bi-polarnych, bowiem ofensywa LGTB jest wszechświatowa, a zmierza do zniszczenia

*normalności*. U nas zaś PiS jedynie krzyczy, a nie robi nic! A nawet ewidentnie, choć skrycie, *zachęca*...

Jak na razie jestem zadowolony, a to już za chwilę będzie 20 lat... Koleżanka małżonka doskonale się spisuje w roli Manual Pick & Place :) Ma całkiem niezłe CPH i myli się rzadko.

W dodatku ma w stosunku do innych maszyn do montaż SMT wyższy walor estetyczny oraz ma sterowanie głosowe.

Sexual Harassment and You - Saturday Night Live

formatting link

W dniu 19.11.2019 o 00:26, sundayman pisze:

powinno być *sterowalność*. Wszak ma ona też możność ✂ wydawania

*komend*, nieprawdaż?

A dla przypomnienia to dichlorodifenylotrichloroetan czyli popularny onegdaj srodek tez na robaki.

Pan Marcin Debowski napisał:

W pewnym sensie popularny do dziś. To świństwo ma czas połowiczniego rozpadu na poziomie kilkunastu lat, więc sporo tego, co do początku lat siedemdziesiątych rozpylono, znajduje się wciąż w środowisku.

Rozumiem Twój punkt widzenia i w ogólności się z nim zgadzam. Niemniej praca to nie jest najlepsze miejsce na zwracanie uwagi, udolnie lub nie. Jeśli już ktoś koniecznie musi, bo jest dogłębnie przekonany, że to jest Chinka jego życia, to nic nie stoi na przeszkodzie złożenia wypowiedzenia i dopiero wtedy atakowania jako "osobnik zewnętrzny". W takiej sytuacji nie mam najmniejszych zastrzeżeń. A jeśli nie chodzi o głębszy związek i się komuś z nudów marzy romans biurowy, to już pisałem...

Pozdrawiam, Piotr

W dniu 2019-11-19 o 08:50, Jarosław Sokołowski pisze:

Ta nazwa nie jest jednoznaczna. Powinno być dichlorodifenylo trichlorometylometan. Nie na Robaki :-)

To "świństwo" uratowało życie milionów ludzi. Decyzja o zakazie zabiła więcej ludzi niż druga wojna światowa.

P.P.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required