HF5BS pisze:
Nie na tym polega istnienie bądź nieistnienie monopolu. Przed wojną był państwowy monopol spiritusowy, tytoniowy i zapałczany. Zapałki mogły być produkowane tylko w państwowych fabrykach, ale to nie wszystko. Jak ktoś sobie kupił za granicą zapalniczkę, to nie mógł jej legalnie przywieźć i używać w Polsce. Z tym sobie jakoś (prawnie) poradzono, gdy tylko zapalniczki potaniały i bardziej się upowszechniły. Ale i tak monopol zapałczany zakończyłs się jako pierwszy z tych trzech.
Dzisiaj dwa pozostałe wymienione rzeczy są towarem akcyzowym, tak jak paliwa. Tytoń każdy może sobie na własne potrzeby posadzić w ogródku (a nawet kupić liście prosto od chłopa), wysuszyć, pociąć na paseczki, nabić w faję i pykać. Jeśli lubi, bo ja akurat nie. Ze spiritusem podobnie, choć tu przetrwały szczątkowe przepisy, które dają władzom możliwość przeszkadzania w destylacji, ale to raczej przeoczenie. Tylko z paliwami jest inaczej -- jeśli ktoś tego bimbru naleje do swojego samochodu, to nie może się tłumaczyć, że na własny użytek, gdy wyjedzie na drogę publiczną.
Wielu krajach południa Europy robia wilkie oczy, gdy słyszą o tym, że pędzenie może być problemem. W Bułgarii, aby robić wino, a dalej z niego pędzić rakiję na własny uzytek, trzeba mieć winnicę. A to oznacza, że należy posadzić dwa winne krzewy w ogródku. I tak oni to robią. W unijnej Chorwacji każdą bimbrowinę do śliwowicy i rakiji należy zarejestrować. Idzie się do gradonaczelnika, pisze zahtjev, opłaca porez i dostaje tabliczkę rejestracyjną. Ten podatek, to tak na poziomie flaszki gorzały jest. I nie ma warunku, że "na własny użytek", można sprzedać, jak inne płody rolne.
U nas te monopole, to kontymuacja staropolskiej propinacji -- przywileju szlacheckiego dającego wyłączność na rozpijanie chłopa pańszczyźnianego. Z tym że prawo propinacji było towarem rynkowym, można było za monetę brzęczącą wydzierżawić je lokalnemu Jankielowi.
Jarek