Chińczycy umieją podobno tylko kopiować

Oct 06, 2016 109 Replies

HF5BS pisze:

Nie na tym polega istnienie bądź nieistnienie monopolu. Przed wojną był państwowy monopol spiritusowy, tytoniowy i zapałczany. Zapałki mogły być produkowane tylko w państwowych fabrykach, ale to nie wszystko. Jak ktoś sobie kupił za granicą zapalniczkę, to nie mógł jej legalnie przywieźć i używać w Polsce. Z tym sobie jakoś (prawnie) poradzono, gdy tylko zapalniczki potaniały i bardziej się upowszechniły. Ale i tak monopol zapałczany zakończyłs się jako pierwszy z tych trzech.

Dzisiaj dwa pozostałe wymienione rzeczy są towarem akcyzowym, tak jak paliwa. Tytoń każdy może sobie na własne potrzeby posadzić w ogródku (a nawet kupić liście prosto od chłopa), wysuszyć, pociąć na paseczki, nabić w faję i pykać. Jeśli lubi, bo ja akurat nie. Ze spiritusem podobnie, choć tu przetrwały szczątkowe przepisy, które dają władzom możliwość przeszkadzania w destylacji, ale to raczej przeoczenie. Tylko z paliwami jest inaczej -- jeśli ktoś tego bimbru naleje do swojego samochodu, to nie może się tłumaczyć, że na własny użytek, gdy wyjedzie na drogę publiczną.

Wielu krajach południa Europy robia wilkie oczy, gdy słyszą o tym, że pędzenie może być problemem. W Bułgarii, aby robić wino, a dalej z niego pędzić rakiję na własny uzytek, trzeba mieć winnicę. A to oznacza, że należy posadzić dwa winne krzewy w ogródku. I tak oni to robią. W unijnej Chorwacji każdą bimbrowinę do śliwowicy i rakiji należy zarejestrować. Idzie się do gradonaczelnika, pisze zahtjev, opłaca porez i dostaje tabliczkę rejestracyjną. Ten podatek, to tak na poziomie flaszki gorzały jest. I nie ma warunku, że "na własny użytek", można sprzedać, jak inne płody rolne.

U nas te monopole, to kontymuacja staropolskiej propinacji -- przywileju szlacheckiego dającego wyłączność na rozpijanie chłopa pańszczyźnianego. Z tym że prawo propinacji było towarem rynkowym, można było za monetę brzęczącą wydzierżawić je lokalnemu Jankielowi.

Jarek

Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl...

Znaczek skarbowy nabijano. Po ujszczeniu podatku od zapalniczki.

Rodzina spod Czestochowy wspomina, ze krolowaly niemieckie zapalniczki z przemytu, ale chodzili inspektorzy skarbowi i mandaty nakladali. Rewizji przeprowadzic nie mogli, wiec musieli pilnie obserwowac, domy odwiedzac pod byle pretekstem itd.

No i kamienie do zapalniczek trzeba bylo przemycac :-)

Panstwo przejelo prawie wszytko, to juz nie musialo zyc z zapalek ..

Jeszcze za BRL ponoc byly gminne destylarnie, gdzie kazdy mogl sobie swoje 50l rakiji przedestylowac. Za wyjatkiem gminy Sofia.

Byc moze za niewielka oplata - bo opal i amortyzacja kosztuje.

A w GB i USA ? Chyba wszystkie kraje maja podatek na alkohol ...

J.

Pan J.F. napisał:

W Bułgarii zwyciężył radziecki model socjalizmu, Jugosławia budowała swój, titowski, jednak dalece odmienny. Tu destylarnie należały (i należą) do niewielkich kolektywów sąsiedzkich. A tak a propos, Bułgaria mogła stać się jedną z republik jugosławiańskich, były takie zamysły. Ciekawe, czy by jej to na dobre wyszło, czy na złe raczej.

Monopol i podatek to różne rzeczy. Pomiędzy jest jeszcze system koncesyjny.

Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl... Pan J.F. napisał:

Taki jak w Polsce ? U nas pedzic nie wolno.

A w ZSRR chyba tez radziecki ... i tam chyba tez nie wolno.

Musisz jednak jakos zabronic produkcji alkoholu bez podatku. Mnie by sie moze nie chcialo pedzic samemu za 20 zl, ale z sasiadem moglibysmy sie dogadac ...

J.

Pan J.F. napisał:

Taki bardziej kolektywny, gdzie rola gospodarki uspołecznionej jest znaczna. A z tym "nie wolno", to nie jest takie proste. Ustawa, która to reguluje, w jednym zdaniu (opisującym kary) wymienia produkcję spiritusu jak i jego skażanie. Tak więc w teorii do kicia idzie się za bimber, jak i dodanie jakiegoś świństwa (bitreksu) do spiritusu kupionego w sklepie.

Przede wszystkim rosyjski (może nawet ruski) model picia.

Muszę?

No więc właśnie obrót jest zakazany, o ile nie ma się przewidzianych do tego koncesji. Pędzenie z sąsiadem podpada pod obrót. A płacić za koncesję tylko po to, by się z sąsiadem napić -- to się nie opłaca. Taka regulacja w zupełności wystarcza. Bo jak będę chciał upędzić dla całego powiatu, to będę miał kwity w porządku i podatek zapłacę. A o to chodzi.

W dniu 2016-10-07 o 00:32, snipped-for-privacy@gmail.com pisze:

Ja dużo umiem.

Chyba sobie żartujesz. Po 1956 roku Polska to był najweselszy barak w obozie, więcej udający niż rzeczywiście przyjmujący socjalizm.

Nadal.

[...]

W dniu 07.10.2016 o 20:12, stary grzyb pisze:

Tylko ile tego jest, ja jadąc do szkoły 7 przystanków mijałem 5 zakładów coś produkujących w tym 2 elektroniczne, żeby na temat pisać.

W dniu 2016-10-10 o 13:57, RoMan Mandziejewicz pisze:

A ktoś mi powiadał, że jednak można... Dobrze, że nie kupowałem aparatury ;) Ale i tak najpierw bym sprawdził.

Pozdrawiam

DD

Pan Dariusz Dorochowicz napisał:

Nasze prawo pod tym względem przypomina kota Schrödingera -- jest superpozycją "wolno" i "nie wolno". Sprawdzenie w zasadzie nie jest możliwe. Kilka lat temu na targach leśno-rolnych w Kielcach widziałem bimbrownię wystawianą przez jedną z firm. Wykonanie gabinetowe, mnóstwo elementów ze stali nierdzewnej, fururystyczny wygląd dobrze komponujący się z nośnikiem do dreblinek i inną sztuką nowoczesną. Do degustacji też dawali.

Jarek

W dniu 2016-10-10 o 15:10, Jarosław Sokołowski pisze:

Niestety nasze prawo chyba we wszystkim ma mało wspólnego z rozsądkiem. A jeżeli chodzi o korzyść obywatela to w szczególności. Tzn rozsądek tak, ale urzędniczy. Zagmatwać tak, żeby ktoś mógł pomyśleć, ze mu wolno, ale na wszelki wypadek jednak tak to zrobić, żeby można było temu zaprzeczyć. Już szczególnie mnie rozbawia interpretacja urzędu skarbowego, która tego urzędu do niczego nie zobowiązuje. No i oczywiście zasady funkcjonowania urzędów kompletnie zaprzeczające potrzebie ich istnienia, przynajmniej w znacznej(?) części. A już sam urząd skarbowy to nawet nie wiem jak nazwać. Zamiast traktować go jako narzędzie pozwalające na kształtowanie rozwoju używa się go jako instytucji paraliżującej jakąkolwiek aktywność. Właściwie można by rzec

- do walki z obywatelami. No i jak taki obywatel zobaczy z czym się wiąże własna działalność, to mu się zwyczajnie odechciewa w sporej części. Skutek taki, że podatków jest mniej. Rozwoju również. Elektroniki też - żeby nie było że nie w temacie grupy i tematu ;) ZUS do tego się też dokłada (może nawet w większym stopniu), ale absurdalność istnienia tej instytucji jest tak wielka, że mało co temu dorównuje. Niestety nie dość, że jesteśmy od niej uzależnieni, to jeszcze każdy kolejny rok jej funkcjonowania tylko pogarsza możliwość rozwiązania problemów związanych z jej istnieniem. A nikt się tego nie tknie na poważnie, bo będzie śmierdziało, jak ze służbą zdrowia. Tyle, że służba zdrowia to jest przy ZUSie pikuś, a może nawet pikusiuniek malutki. Właściwie to nawet gdyby Warszawę teraz rozebrać albo sprzedać (bo mówią, że to przede wszystkim tam poszły pieniądze z pierwszych składek - ja tam nie wiem, nie było mnie przy tym) to i tak nie uzbierałoby się na likwidację ZUSu. Przedłużenie wieku przedemerytalnego to tylko pół, a może nawet ćwierćśrodek. To tylko symbolicznie cokolwiek pomoże. Ech, chyba się rozpisałem trochę nie na temat...

Myślę, ze wystarczy zobaczyć ile tego na a..o jest...

Pozdrawiam

DD

Pan Dariusz Dorochowicz napisał:

Najlepsze na to przykłady pochodzą z roku 1989 i okolic. Ja wtedy postanowiłem założyć szkołę dla swoich dzieci, bo te co w mieście były, to były do kitu. Przedtem nie do pomyślenia było, żeby jacyś prywatni ludzie zakładali szkoły i decydowali jak one mają wyglądać. Papierki udało się załatwić bardzo szybko, w kilka tygodni. Minister wydał decyzję w oparciu o ustawę z roku 1983 czy coś koło tego. Okazało się więc, że zawsze było można, tylko... No właśnie, wszystko zależy od woli urzędów. No a wtedy urzędnicy mieli dobrą wolę. Co ciekawe, byli to wciąż ci sami, "starzy" urzędnicy, którym jednak w nowym klimacie zależało na pokazaniu jacy są fajni. Teraz jest odwrotnie -- władza ustawodawcza stara się (jak umie) zrobić nam coraz fajniejsze prawo, a przy jego wykonaniu okazuje się, że... No, widać co się okazuje.

[...sporo literek wyciętych...]

Ale mądrze za to. To samo bym napisał.

Ale tamta fajna była. Wchodzę, patrzę i pytam: a co to za bimbrownia? A oni oczy w słup, i: skąd ja wiem do czego to służy? -- Nie wiem, takie słowo mi pierwsze do głowy przyszło na widok skomplikowanego układu rurek. A to taki kamuflarz miał być, tak sobie wykombinowali.

Jarek

Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości

A moze i wczesniej sie dalo ? Tylko: a) nie byloby chetnych, b) nie bylo lokalu, c) nie mialbys pieniedzy na ewentualne prace/wyposazenie.

O ile dobrze pamietam, to we Wroclawiu od dawna bylo liceum siostr Urszulanek,

formatting link
I najwyrazniej nikt nie naciskal, aby dzieci z tego nieprawomyslnego przybytku zabrac, a przynajmniej niezbyt mocno.

A swoja droga - trzeba by poszukac absolwentow - jak tam historia wygladala i np temat Katyn.

J.

Pan J.F. napisał:

W Warszawie było liceum św. Augustyna prowadzone przez Pax bodajże. Więc ogólne przekonanie, że się da, było. Ale nie było takiego, że idzie się do ministerstwa, dostaje wszystkie kwity i za kilka tygodni uczy dziatwę. Wyobraźnia podpowiadała, że będzie trzeba stu zaświadczeń, zbierze się do tego osiemnaście komisji, a każda orzekać będzie po uważaniu. Nie tylko wyobraźnia, praktyka też była taka, jeśli ktoś próbował podobnych rzeczy. To i tylko to powodowało brak chętnych.

Och, znam kilku absolwentów św. Augustyna, moich rówieśników. Ogólnie mówiono o tej szkole "wylęgarnia ateistów". A temat Katyń był tam raczej "w porzo" (za Gierka). Ale u mnie też był. Liceum zresztą kilka lat temu się zwinęło.

Użytkownik "sundayman" snipped-for-privacy@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:nte2p0$jn9$ snipped-for-privacy@node2.news.atman.pl...

Zmniejszasz i tak już nędzną ilość kasy ale raczej na emerytury i finanse publiczne, etc. itd., bo władza, to władza, swoje i tak przewałkuje, weźmie, ile brała. Więc przy mniejszej ilości kasy, mniej zostanie dla społeczeństwa.

No, niestety.

Jako i ja.

Ja od ponad 20 lat nie głosuję już "za". Raczej rozkminiam, ktoo jest większym skurwysynem i głos składam w dobro jego przeciwnika. CHYBA, że wiem, że ta konkretna osoba może naprawdę zrobić coś dobrego dla innych. Ale to rzadkie wyjątki.

Tylko, aby to nie była odpowiedzialność zbiorowa - wybrało kilku, a cierpią wszyscy.

Chyba bym spylił do Nowej Zelandii, czy... cholera nie pamiętam, Finlandii? Norwegii? Powód - pewien dość wyraźny niuans ich prawa...

Mnie już od dawna nie. Ale nie miałbym sumienia porzucić swoich korzeni. Mało brakowało, a pisałbym do Was z dalekiej Syberii, być moze nie znając nawet języka ojczystego, za który rodacy przez wiele-wiele lat ginęli. Ale Mamy rodzina w porę uciekła z Wilna po wojnie. Wzięli praktycznie tylko to, co na sobie mieli.

Cóż poradzisz, ktoś, kto w dupę nie dostał, to mu wsio rawno. Mnie nie jest. Stąd patrzę jednak ku walce o choćby cień normalności. Ale sam nie zawalczę... A na takiej wsi, na frontach się tłukli i zabijaki, a na wiosce krówkę wydoił, byczka dopuścił, traktorkiem pole przeorał i schlał się w remizie, wyrzygując ślad na drodze do domu, do którego dochodził już prawie trzeźwy. Czy kapitalista, czy komunista, wsio mu rawno.

Kluczowe ostatnie słowo twierdzenia...

A potem płaczą, że "te chuje znów coś spierdoliły".

Aa... nie sposób się nie zgodzić.

Użytkownik "HF5BS"

...

A potem płaczą, że "te chuje znów coś spierdoliły".

Użytkownik "RoMan Mandziejewicz" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@pik-net.pl.invalid... Hello J.F.,

Przed 56 tak wesolo nie bylo, tym niemniej ciekaw jestem czym sie te modele roznily. U nas zostawili "drobnych chlopow" na wlasnej roli ... ale to z pedzeniem chyba nie ma nic wspolnego.

J.

W dniu 2016-10-10 o 16:53, Jarosław Sokołowski pisze:

Przedtem o możliwości założenia jakiejkolwiek firmy decydowali urzędnicy oceniający czy dana instytucja jest w danym miejscu potrzebna. I nagle okazało się, żo to oni są niepotrzebni.

No właśnie, okazuje się, że opór biurokracji jest taki, że w ramach zmniejszania liczby urzędników zatrudniamy kolejnych, kórzy tak naprawdę zajmą się uzasadnieniem konieczności zatrudnienia kolejnych, bo ci co już są się nie wyrabiają. A nie wyrabiają się, bo muszą robić zestawienia, podsumowania i inne takie zupełnie nikomu niepotrzebne rzeczy zlecane im przez wyższe szczeble, którym to wszystko też nie jest do niczego potrzebne poza uzasadnieniem istnienia swojego stanowiska.

A, znaczy że niby wpada policja i nie może znaleźć aparatury?

Pozdrawiam

DD

Użytkownik "Jarosław Sokołowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@falcon.lasek.waw.pl... Pan J.F. napisał:

W zasadzie musisz, bo inaczej po diabla taki podatek ...

A na produkcje nie trzeba koncesji ?

Jasne, tylko kto powiedzial, ze ja sasiada podkabluje ?

P.S. Taki sobie brytyjski wynalazek - Spirit safe

formatting link
Jesli dobrze rozumiem - takie pudelko, ktore umozliwialo kontrole frakcji, ale uniemozliwialo podbieranie spirytusu z chlodnicy bez placenia podatku :-)

J.

W dniu 10-10-2016 o 19:14, Dariusz Dorochowicz pisze:

Urzędnicy sami sobie potrafią zapewnić pracę. Reszta społeczeństwa jest im niepotrzebna.

Oczywiście bez sensu jest ich utrzymywanie, ale to jest dopiero pół biedy. Gorzej jak sobie wymyślą, że akurat od nas chcą jakiegoś materiału wejściowego do dalszych działań i tak od wielu lat co miesiąc marnujemy czas. Nie zmarnowanie jest zagrożone jakimiś sankcjami. P.G.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required