Po raz kolejny: JA nie potrzebuję więcej. Jak będę potrzebował, to mam drugi pojemnik, w którym wylądują 3 sztuki 6V 1.2Ah.
Jeśli nie była ustawiona na wiercenie.
Po raz kolejny: JA nie potrzebuję więcej. Jak będę potrzebował, to mam drugi pojemnik, w którym wylądują 3 sztuki 6V 1.2Ah.
Jeśli nie była ustawiona na wiercenie.
Czyli w sumie doszedlem do wniosku, ze to nie akumulator do wiertarki jest potrzebny tylko raczej nowa wiertarka z nowym akumulatorem.
Pisze to gdyz rowniez mialem identyczne problemy. Pare lat temu zakupilem pudlo w ktorym byla wiertarka, pila tarczowa do drewna, akumulator i ladowarka. I drobiazg - kilkuwatowa latarka.
Wszystko za jedyne 38 dolarow plus podatek czyli niewiele ponad 40 dolarow. Po trzech latach akumulator, chociaz uzywany sporadycznie ale zawsze ladowany - normalnie padl. Nie wiem co mu sie stalo ale ladowarka odmawia jego ladowania razac zoltym swiatelkiem. Pozostalo zakupic nowy akumulator. Kosztowal dolarow 50. Sam akumulator, ktory po trzech latach odmowi zasilania. Wtedy bede zmuszony zakupic Lijona za jedyne 100 dolarow. Niestety nie potrafie przewidziec dlugosci jego zywota.
Tez myslalem aby dorobic zasilacz sieciowy i olac te ewidentne przekrety polegajace na taniosci sprzetu a drozyznie zrodel energii. Potem puknalem sie w glowe; przecie gotowa wiertarka sieciowa kosztuje tu 20 dolarow wiec kombinowc sie nie oplaca.
A wyrzucic sprzetu, z ktorym sie zaprzyjaznilem - jakos szkoda. Zwlasza, ze np wiertarka "ryobi" dostarczyla mi niecodziennych wrazen gdy z wysokosci okolo 1.5 metra spadla na beton, podskoczyla i... nic absolutnie nic, jej sie nie stanelo. Owszem, wiertlo fi 6 sie zlamalo ale wiertarka, ani nie rzegocze, ani zacina, nadal chodzi jak nowa. A moj wysluzony blackendeker tez spadl byl raz na podloge i dupa w kwiatach, nie udalo sie go reanimowac. Uzwojenie mial wykonane z najwyzszej jakosci elektrolitycznie rafinowanego aluminium...
Pzdr Tornad
W dniu 2015-01-22 o 00:51, RoMan Mandziejewicz pisze:
MZ przydało by się jakieś ograniczenie - solidna wkrętarka da radę kontuzjować użytkownika.
On 2015-01-22 04:23, Tornad wrote: [...]
W Polsce wiertarkę również można kupić za 20 USD, a nawet mniej, ale te wiertarki to chińskie gówno. Nie sądzę aby w USA było inaczej. A jak chcesz mieć przyzwoitą hobbystyczną wiertarkę to musisz wydać jakieś 80 USD. :-)
Nie stać mnie na solidną wkrętarkę - nie używam jej zawodowo a na wielki remont w najbliższym czasie się nie zanosi.
Jak akumulatory były nowe, to rzeczywiście trzeba było mocno ją trzymać, żeby nie próbowała ręki wykręcić. Jestem zaskoczony wiedząc, jak badziewna przekładnia zazwyczaj w tym jest.
Jak masz do wywiercenia statystycznie 5 dziurek rocznie, to nie ma znaczenia, czy zrobisz to wiertarką za $10 czy za $80. Szkoda pieniędzy na droższą.
Nie udało mi się zepsuć w życiu żadnej wiertarki sieciowej. Wkrętarkę zepsułem jedną, niepotrzebnie rozbierając regulator, którego złożyć już się nie udało - a winny był MOSFET :( Oczywiście nie liczę wykończonych akumulatorów.
W dniu 2015-01-22 o 10:18, RoMan Mandziejewicz pisze:
Niebieski Bosch którego używam na co dzień potrafi nadwyrężyć rękę bez ostrzeżenia. Jeżeli przekładnia się nie posypie, w takim narzędziu przydało by się ograniczenie prądu.
On 2015-01-22 10:21, RoMan Mandziejewicz wrote: [...]
Dokładnie z tego założenia wyszedłem kupując kiedyś wiertarkę klasy „chińskie gówno”. :-) Od nowości miała bicie, ale do wywiercenia dwóch otworów w ścianie była OK. Później była używana sporadycznie aż do ubiegłego lata, gdy padła po wymieszaniu ~20 worków gładzi szpachlowej. :-) A konkretniej, to padło plastikowe „łożysko”. Wiedząc, że oprócz mieszania czeka mnie jeszcze wiercenie w ścianach i meblach pojechałem do blaszaka i kupiłem taką za $80. :-)
Jako nastolatek, ponad ćwierć wieku temu dostałem bojowe zadanie wiercenia co 10 czy 15 cm otworów w dwuteownikach na których miał się opierać strop. Przez te otwory miały być przeciągane druty zbrojeniowe. Najpierw wierciłem Ø5, a później rozwiercałem, zdaje się, Ø10. A że otworów było sporo, to w trakcie tego procesu udało mi się zabić dwie duże Celmy. :-)
Zrobiłem tak z wkrętarką na 12V. Podziałała jeszcze parę lat (aż rozpadło się co innego, mechanicznie). Tylko ładowałem z innej ładowarki.
Weź przestań. Jakiś czas temu kupiłem w Castoramie taką wkrętarkę sieciową z kablem circa 10m, i od tego czasu nigdy nie użyłem akumulatorowej.
No, gdyby była potrzeba na dworze, czy coś - ale w domu, to nie ma mowy. Raz, że ładowanie zbyteczne, dwa że lżejsza o akumulator.
Z tym przeszkadzaniem kabla bym nie przesadzał. Mniej więcej jak w odkurzaczu, a nawet mniej, bo odkurzaczem się lata po mieszkaniu, a wkrętarką raczej pracuje w jednym miejscu.
W dniu 2015-01-21 o 22:31, Adam pisze:
Jak masz prostą ładowarkę kilkugodzinną to tak. Z taką 30 minutową nie poszalejesz. Jak coś nie tak wyłącza się sygnalizując rodzaj błędu.
W dniu 22.01.2015 o 10:53, JDX pisze:
Takie?
A mój dziadek spod Sosnowca strącił chujem odrzutowca.
No mnie jakoś nie obracały, chociaż jak mi się wiertło kilka razy zablokowało to czułem jak mi kości trzeszczą (przed wypuszczeniem wiertarki z rąk bo utrzymać się tego nie dało). :-) I po czymś takim przedramiona tuż nad nadgarstkami naprawdę bolały. W każdym razie moc silnika niekoniecznie musi iść w parze z wytrzymałością i jakością wykonania mechaniki.
W starych polskich wiertarkach jakość wykonania była wysoka. I nie miały one zabójczych mocy. Wiertarka jak z obrazka miała chyba 370W. Obroty miała niskie stąd duży moment obrotowy. To były bardzo wytrzymałe wiertarki i przez niskie obroty dobrze się nimi pracowało.
"Mirek"
Czyż, to nie te wiertarki służyły w tramwajach za napęd mechanizmu otwierania drzwi?
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required