Pan J.F napisał:
Ja kupiłem we wzmiankowanym sklepie na Foksal. Tam był (bywał). Mnie chodziło o błędnie wyciągnięty wniosek generalizujący bywanie.
Peryferyjne obszary to naturalne miejsce dla tego typu sklepów. Ta warszawska "chemia" w historycznym centrum miata to był bareizm w czystej postaci.
Wszystkie zawierają, stąd obowiązkowy napis na etykiecie "zawiera siarczyny". Od stuleci beczki na wino okadzano palącą się siarką, by przekurzyć zarodniki pleśni kwasem siarkawym. Ta tradycja jest wciąż żywa, a siarczyn z tego są śladowe ilości. Zdaje się, że inaczej było z tzw. alpagą (podobno, ja nigdy nie byłem koneserem). Tam jakby kwacha dolewano wprost do flachy. I to siarkowego.