Do czego konkretnie służy ten zewnętrzny pilot?
Nagra IV i zewnętrzny pilot
Pan Marek napisał:
To nie jest "zewnętrzny pilot", tylko zewnętrzny synchronizator.
Miałem tylko Nagrę E ("economic", dla ubogich), z trzema tylko głowicami, ale panastefanowe pomysły jeszcze jakoś pamiętam.
Nagra IV, w przeciwieństwie do E, była "kinematograficzna" znaczy się do filmów była. Kamery wtedy nie rejestrowały dźwięku, a jeżeli to kiepsko, więc należało porównywać fazę sygnału dwóch pilotów -- jeden nagrany na taśmie magnetycznej, drugi generowany przez mechanizm poklatkowy kamery. Sygnał zwrotny szedł do silnika. Częstotliwość 60 Hz dla telewizji NTSC, 50 Hz dla Europy i 24 Hz (a może 48?) dla kinematografii.
Nagra IV była magnetofonem monofonicznym, nagrywającym na pełnej szerokości taśmy. Sygnał pilota synchronizującego nagrywała i odtwarzała dodatkowa środkowa głowica widoczna na początku drugiej minuty filmu. Chytrość pomysłu polegała na tym, że była to głowica dwuśladowa, oba ślady w przeciwfazie, więc w głowicy odtwarzającej dźwięk sygnały się znosiły.
W późniejszych modelach ten cały synchronizator był już wbudowany do środka. Ale z drugiej strony istniał też jakiś wypasiony model synchronizatora, wielkości magnetofonu, z wbudowanym oscyloskopem.
No dobra, ale czemu na prezentacji został w ogóle podłączony? Do takiego zwykłego odtwarzania to chyba nie miało żadnego znaczenia podłączać bto urządzenie.
Ale widać były Nagry IV stereo, bo ta z filmu ewidentnie stereofoniczna. Nigdy nie miałem do czynienia ale oglądając film sprzęt robi wrażenie na prawdę solidnego i precyzyjnego jak na tamte czasy. Czy ówczesne szpulowce domowego użytku mogły z nią konkurować pod względem parametrów (pasmo, pływanie dźwięku) czy był tylko to taki hype na Nagrę?
Pan Marek napisał:
Gościu podłączył, bo miał. Może gdzieś przeczytał, że "się podłącza". Do kamery/projektora też się podłacza, ale akurat tego nie miał. Już Abraham Lincoln pisał, żeby nie wierzyć we wszystko, co się przeczyta w internecie. W Wikipedi (polskiej) o tych Nagrach napisali też, że miały "korektor graficzny". Dobre sobie!
Pan Marek napisał:
Nie "na tamte czasy" tylko w ogóle. Jak to mówią, "anałoga w mirie niet".
Ani trochę nie mogły. Nawet z tą moją skromną Nagrą E. Ale to całkiem inny obszar zastosowań. Ten magnetofon dostał nawet Oscara (filmowego):
No właśnie zawsze mnie to rozczarowywało, dlaczego taki sprzęt nie był dostępny dla rynku konsumenckiego. W czym był problem (poza ceną), żeby stosować w domu? Brzydki wygląd?
Cena właśnie? Zbyt skomplikowana obsługa? Brak dostępnych nagrań ?
Cena wynikajaca z kosztów produkcji, czy po prostu "moze byc wysoka".
Przyszedł CD i zaorał :-)
J.
Pan Marek napisał:
"Całkiem inny obszar zastosowań" -- to powinno wszystko wyjaśnić. Sprzęt był dostępny na rynku, każdy mógł kupić, najwyżej trochę czekał na realizację zamówienia. Ale to naprawdę nie pasowało do zastosowań domowych. Natomiast wygląd całkiem mi się podobał.
Pan J.F napisał:
NAGRA poniekąd służyła do robienia nagrań, wiec nie to. Obsługa też nie była jakoś przesadnie skomplikowana. Ale ogólna wygoda użytkowania, to i owszem, nie była wielka. Choćby ze względu na używany nośnik. Taśmy "grube", profesjonalne, w rodzaju LGR 30P, miały tę samą szerokość (1/4 cala) co konsumenckie, ale to jednak było co innego. Do tego prędkość przesuwu (15 cali na sekundę) -- czas pracy jednej szpuli był króciutki.
Zresztą ta "prędkość bazowa" tylko na początku rozwoju zapisu magnetycznego wynikała z potrzeby jakości. W konsumenckim sprzęcie co jakiś czas dzielono ją na pół -- 15/2, 15/4, 15/8 aż do 15/16 cala. W zastosowaniach profesjonalnych pozostano przy wysokiej prędkości, co ułatwiało precyzyjny montaż mechaniczny nagrań.
Kaseta magnetofonowa miała prędkość taśmy 15/8 ips, po wielu wysiłkach udało się nawet na wąskiej ścieżce uzyskać niezłą jakość nagrania. Ale jak ktoś miał domowy magnetofon szpulowy, taki w rodzaju AKAI GX-635D, to dyshonorem było nagrywanie z prędkościa mniejszą niż 7,5 ips. Nie rzutowało to specjalnie na jakość. Ot, takie tam wczesne audiofilstwo.
Mogła być wysoka. NAGRA E kosztowała około czterech tysięcy dolarów. W tym samym czasie samochód produkcji FSO w Peweksie -- koło tysiąca.
No i juz mamy jeden powód.
No ale to całkiem inna cena. Porównaj raczej do ceny Golfa w Niemczech.
P.S. Obiektywy w cenie samochodu nadal sie sprzedają, i np oscyloskopy.
J.
Pan J.F napisał:
Podobna do ceny tej Nagry, trochę niższa.
Stefan Kudelski zaczynał robić magnetofony w kuchni na lodówce. Obiektywnie rzecz biorąc, obiektywu tak się nie da.
I to jest realna wartosc. Samochod czy magnetofon - wybieraj sam :-)
Galileusz nawet lodówki nie miał, a robił :-)
Ale jak Kudelski robił? Skomplikowane części raczej wymagają maszyn do obróbki. Niby prawdziwi fachowcy zrobią i pilnikiem, ale tanie to nie będzie.
J.
Pan J.F napisał:
Jest to jakiś argument. Ale ten nie palił się do tego, by byle komu rozpowiadać, co przez te szkiełka zobaczył. W przeciwieństwie do niejakiego Giordana Bruna.
Na tej lodówce to on je składał.
Zlecał. W takiej Szwajcarii trudno rzucić zdechłym kotem, żeby w jakiego mechanika od zegarków nie trafić.
Jarek
No mnie to nie przekonuje. Jeśli istnieje powiedzmy konewka (to ta parafraza innego obszaru zastosowań) mająca też przypadkiem we i wy analog audio potrafiąca nagrywać z takimi parametrami jakie inny sprzęt audio nie potrafii to mi nie przeszkadza to, że to jednak konewka, po prostu używam jej do audio.
Pan Marek napisał:
No więc ja używałem. Nie konewki, tylko Nagry E. Czegoś to dowodzi?
Chyba rozpowiedział, tylko wnioski przemmilczał. Ksiezyce Jowisza, uszy Saturna - to chyba na stos nie prowadzi.
Eee, do składania wystarczy.
No fakt.
J.
Ze 2 Arie mam gdzieś ciągle. Upolowane osobiście z Bomisu! Chyba miały własnie 7.5ips w trybie rapid dumny meloman. Tyle wspomnień.
Aria z bomisu jest ociupinke tańsza a też nagra.
Dnia Tue, 18 Mar 2025 23:49:42 +0100, J.F napisał(a):
Przypomniał mi się cytat z książki Jacka Piekary "Ja, inkwizytor. Wieże do nieba":
"Przypomniałem sobie wtedy znane mi z opowieści wypadki, kiedy nieuważny inkwizytor dopuścił do samozniszczenia czarnoksięskiego woluminu, będącego, nawiasem mówiąc, jedynym dowodem przeciw pewnemu doktorowi nauk tajemnych. Zaklęcie w niczym jednak nie pomogło czarnoksiężnikowi, gdyż brak księgi został uznany za koronny dowód oskarżenia w jego sprawie. Trybunał wyszedł ze słusznego wniosku, że gdyby oskarżony nie zajmował się czarną magią, to księga by nie zniknęła, a prostackie tłumaczenia, jakoby żadnej księgi nigdy nie było, uznał za obrażające powagę oraz rozum sędziów. Więc stos i tak zapłonął."
Pan Marcin Debowski napisał:
Kiedy to sprzedawali w Bomisie? Chyba w okresie schyłkowym technologii, lata osiemdziesiąte i to nie całkiem wczesne. Wcześniej był to sprzęt ogólnie trudno zdobywalny.
Dlatego mogły odtwarzać taśmy od Nagry. W drugą stronę to oczywiście nie działało.
Ale też nie był to sprzęt specjalnie highendowy. Siermiężna konstrukcja projektowana na specyficzny lokalny rynek, zmontowana z tego, co było dostępne. Silnik tej rodziny magnetofonów pochodził z wentylatora. Asynchroniczny, prądu zmiennego, więc tonacja odtwarzanych utworów mogła zależeć od ogłoszonego stopnia zasilania i aktualnej częstotliwości sieci energetycznej (odchyłki od założonej wartości 50 Hz mogły sięgać w porywach półtonu). Ale też otwarta konstrukcja silnika siała na lewo i prawo zmiennym polem magnetycznym. W torze akustycznym indukowały się prądy i słychać było przydźwięk. Inżynierowie z Kasprzaka radzili sobie w ten sposób, że w tor akustyczny szeregowo włączone były dwuzwojowe pętelki z drutu, takie antenki. W czasie strojenia magnetofonu należało tak je wyginać, by prądy się znosiły, a przydźwięk zanikł.
Dobrym magnetofonem do użytku domowego produkowanym w Polsce był dopiero Koncert. Ale z magnetofonami szpulowymi w ogóle jest ciekawa sprawa: po co to komu było? W Polsce inaczej niż w normalnych krajach -- do nagrań z radia, płyty były niedostępne, a redaktorzy radiowi uczynni. Magnetofon kasetowy to już co innego, nagrane kasety były nośnikiem dystrybucyjnym, jak płyty. Nagranych taśm na szpuli w sprzedaży w zasadzie nie było.
Jedynym sensownym zastosowaniem było zmontowanie ulubionych nagrań w ulubionej kolejności z ulubionych płyt. A potem puszczanie takiej wielogodzinnej taśmy na imprezie, czy po prostu jako tło muzyczne w domu. Do tego potrzebny był magnetofon z wielkimi szpulami, jak rzeczony Koncert czy inny Akai.
Join the Discussion
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Didn't find your answer?
Ask the community — no account required