ACMM-033 napisało:
Jest jak napisałem wcześniej -- fotoogniwo, to zakład produkcji elektronów. Elektrony fabrykowane są pod jeden sztrychulec, każdy ma taką sama energię (co się przekłada na napięcie), niezależnie od tego, czy foton szturchnął go mniej (ten czerwony), czy bardziej energicznie (niebieski). Do tego mamy jeszcze sprawność kwantową tego ustrojstwa -- tylko co któremuś fotonowi udaje się tak pogonić elektrona, żeby wpadł w naszego druta. Resztę robi statystyka -- rzucamy w panel dwa razy mniej fotonów, dostajemy dwa razy mniej elektronów, prąd płynie dwa razy mniejszy.
Morał z tego taki, że trzeba odbierać elektrony nie studząc ich zapału. Czyli jak w pojedynczym ogniwie napięte są do około jednego wolta, to nie wolno ich osłabiać do mniejszej wartości. Jeśli obciążymy fabrykę w ten sposób, że z tego wolta zrobi się pół, to te elektrony się nie rozdwoją, będzie ich wciąż tyle samo. No a energii w nich będzie ledwie połowa.
Mając baterię oświetlaną słońcem, które zmiennym jest, raz dostajemy tych elektonów mniej, innym razem więcej. Żeby je dobrze wykorzystać, nie można obciążyć tego odbiornikiem o stałej rezystancji. Z tym zwykle był spory problem. Trzeba stosować układ, który potrafi te ekektrony przejmować przy stałym napięciu. Ale ładowanie akumulatora wprost z baterii szeregowo połączonych ogniw o odpowiednio dobranym napięciu, to też nie jest zły układ.