Załącznik prądu dzwonkowy

Jan 20, 2022 77 Replies

Każda kolejna Twoja odpowiedź albo zawiera jakąś aluzję albo docinki personalne, a niewiele lub nic nie wnosi do rozwiązania zagadnienia.

W ostatniej odpowiedzi jakakolwiek merytoryka zawiera się w 47 na 333 znaki, co daje ~14%. Poprzednia 168 na 401, czyli ~42%.

Zachowujesz się jak inny mały Jarek - "mam teczkę w której wszystko jest" (ale ciągle nie wiadomo co), "oni są winni" (ale ciągle nie wiadomo kot).

W dniu 27.01.2022 o 11:10, Mateusz Bogusz pisze: >

:) Czyli jednak kot :]

Pan Mateusz Bogusz napisał:

Jest jakieś zagadnienie do rozwiązania? Ktoś pytał na grupie o to, jak ma łączyć gazrurki i dalej oczekuje na instrukcje?

To dobry współczynnik. Tak uważam. Tylko nie wiem, jak został policzony. Czy prostowanie głupot, jak to nie pakuły, lecz szlam w rurach uszczelnia połączenia, zostało mi zaliczone do merytoryki, czy "docinek personalnych"?

Kot niewienny. Proszę go w to nie mieszać.

Ty nie napisałeś że same pakuły tylko "Mie tylko pokost, czasem też minia...Takie połączenia mają zdolność do samouszczelniania". Ja uargumentowałem że same pakuły wystarczą. Używanie past, pokostu, klejów beztlenowych, teflonu jasne że pomoże i zwiększy szanse że pierwsze skręcenie będzie całkowicie udane, ale drobne wycieki na samych pakułach też najczęściej uszczelnią się same.

Drobne wycieki uszczelniają się same, bo pakuły puchną pod wpływem wody. Wszelkiego rodzaju "pasty i pokosty" hamują ten proces, mogą więc bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Z mojego doświadczenia wynika, że bez pakuł drobne wycieki nie uszczelniają się, Osad wytrącający się z wody nie ma zdolności uszczelniających. Nawet, jeżeli coś się przytka, to i tak po czasie wyciek się odnowi. A tak w ogóle to była mowa o gazie.

P.P.

Pan Mateusz Bogusz napisał:

Przecież nie wystarczą. Tego dotyczy(ła) bieżąca dyskusja, tylko to w niej jest interesujące. A nie jakieś opowiastki o kapaniu wody z kaloryferów u teścia. Padło pytanie, dlaczego tak skomplikowane procedury towarzyszyły przewracaniu ciśnienia w domowych instalacjach gazowych. Padła też odpowiedź -- bo skręcane gazrurki, jako tako sprawdzające się przy mokrym gazie koksowniczym, tracą szczelność w suchym środowisku gazu ziemnego. Nawet pokost czy minia tu nie pomoga. Wzmianka o samouszczelnianiu konopnym była tylko delikatnym sprostowaniem dyrdymałów, że do tego potrzebny jest szlam czy inne minerały we wodzie. Chyba zbyt delikatnym.

Jarek

Pan Paweł Pawłowicz napisał:

To szkodnictwo dokucza przeważnie w instalacjach, w których rury nie są stabilnie zamocowane. Jeśli pakuły zostały utwardzone pokostem, to raz lekko poluzowane połączenie ma problem ze wznowieniem szczelności. Lepiej od pokostu zawsze mi się sprawdzał olej z patelni -- ten nigdy nie twardnieje na kamień. Natomiast jestem pod wrażeniem współczesnych past zawierających talk. Miałem niedawno w domu robótke rurzaną, kupiłem taką pastę. Ona nie twardnieje, za to sama z siebie uszczelnia, jak ciecz nienewtonowska.

Jarek

Może i puchną, ale że pakuły nawijasz na sucho? Ja trzymam zanurzone we wiaderku i takie wyciągam. Na oko jakoś nie zauważyłem różnicy w grubości, za to mniej się ślizgają.

Co Wy z tym że dyskusja była/jest o gazie? Nie do "kapania gazu" ja się odniosłem, tylko do kapania wody o czym wspomniałeś.

On 26.01.2022 15:08, Jarosław Sokołowski wrote: "Jeśli to były rury z *wodą*, a z któregoś kolanka kapało, to pan Mietek gładził sę po berecie i ze spokojem mówił: pokapie trochę, ale zaraz przestanie. I miał rację. Takie połączenia mają zdolność do samouszczelniania. Ale to przy udziale

*wody*."

Jeżeli to nie kamień z wody tylko pakuły puchną, to ok czegoś się dowiem. W każdym razie, zgadzamy się co do tego że jak ktoś chce skręcić dwie rurki do wody to same pakuły mu do tego powinny wystarczyć.

Pan Mateusz Bogusz napisał:

Bowiem uważam[y], że z tym gazem, mokrym i suchym, to ciekawy temat.

No więc właśnie. Nie dość, że nudne, kompletnie nie na temat (0%), to jeszcze jakieś brednie o uszczelnianiu rur szlamem.

piątek, 28 stycznia 2022 o 17:44:23 UTC+1 Jarosław Sokołowski napisał(a):

Hmm, a ten mokry gaz (to był w końcu "koksowniczy" czy "miejski" - czy to może to samo?) to na ile % był mokry? Bo to w pewnym sensie do dziś zostało - napotkana przeze mnie na wsi technologia rozpalania pieca była taka, że do węgla trzeba było dolać wody. I to nawet nie był miał, tylko bryły węgla. Po co? Hmm, zastanawiam się, czy jak palili drewnem (nie kradzionym tylko marnowanym - z wyciętych w sadzie jabłoni...) to też dolewali wody...

PS.: A zaczęło się od dzwonka, a nawet tylko przełącznika ;>

PS2: "Z badań wyszło, że do kiełbasy nie można dodawać więcej niż 30% papieru toaletowego, jak jest więcej to już nie chcą żreć. Z resztą ta technologia i tak jest mało opłacalna z uwagi na konieczność użycia deficytowego papieru toaletowego." ;>

Nie mówiąc już o zawartości cukru w cukrze...

Pan Dawid Rutkowski napisał:

Koksowniczy to z koksowni, jako produkt odpadowy. Gdzieś na Śląsku pewnie taki mieli. W Warszawie mieliśmy gaz miejski z miejskiej gazowni na Woli. Wcześniej zwany gazem świetlnym, bo spalany był głównie w latarniach ulicznych. Technologoia uzyskiwania w każdym przypadku z grubsza ta sama. W jej wyniku powstaje też woda pogazowa (nie mylić z gazowaną, sodową), więc na początku mógł mieć nawet 100% wilgotności względnej. Gazownie chyba nawet jakoś wstępnie osuszały. Z warszawskiego bloku, w którym spędziłem dzieciństwo, pamiętam w piwnicy odstojniki w instalacji gazowej. Takie zaślepione kawałki rur sterczące w dół z głównego gazociągu. Ze śrubką do spuszczania wody.

W celu łatwiejszego zgazowania na wstępie przy rozpalaniu. Trudno mi powiedzieć, na ile to realnie pomagało.

piątek, 28 stycznia 2022 o 19:03:21 UTC+1 Jarosław Sokołowski napisał(a):

Czego to się człowiek na starość nie dowie z interneta. Tzn. z wiki - już wiem, dlaczego "odkręciła gaz, nie zapukał nikt na czas" - 10% czadu, do lat 80-tych szło do mieszkań. To pewnie z okazji moich urodzin zmienili na gaz ziemny ;>

A ja wciąż sądziłem, że to trujące, a nie "jedynie" wybuchowe.

A mimo to jeszcze we współczesnych filmach ("Dziewczyna z szafy") potrafią truć się gazem z kuchenki...

Zgazowania węgla? Sporo jeszcze nie wiem...

Pan Dawid Rutkowski napisał:

Wciąż kroniki notują przypadki, że wyleciał w powietrze cały bydynek, a przy tym poszkodowanych zostało wiele osób. Bo ktoś sobie wymyślił, że się w swojej kuchni otruje gazem. Nieuctwo i wagarowanie nie jest widać całkiem niegroźne -- o własnościach metanu uczą (uczyli) już w szkole podstawowej.

Nie oglądam współczesnych produkcji. Ale nie zdziwi mnie, jeśli młody scenarzysta pod wpływem lektury starszych powieści umieści w serialu scenę trucia się zapałkami. Kiedyś bardzo popularny (i skuteczny) sposób kończenia z tym światem. Sto lat temu zapałki robione były z białego fosforu.

Warto popatrzeć jak wygląda rozpalanie węgla -- zanim całkiem zabronią i czarne bryłki będą nie do zdobycia. Na początku wątły płomień unosi się nad węglem. Na tym etapie powierzchnia paliwa jest jeszcze zbyt chłodna, by zapłonąć, ale ciepło już wydobywa z wnętrza palny gaz.

Jarek

W dniu 29.01.2022 o 12:47, Jarosław Sokołowski pisze: [...]

I nader nieprzyjemny.

P.P.

W dniu 29.01.2022 o 11:00, Dawid Rutkowski pisze:

Przez dobrze ponad 100 lat do mieszkań doprowadzano trujący gaz, to się ludzie przyzwyczaili. Zwłaszcza, że był to wątek bardzo popularny w literaturze kryminalnej i w filmach. Kto by tam wiedział, że coś się zmieniło... Co prawda zmiana wiązała się z wymianą dysz w kuchenkach. W Warszawie to było jakoś w latach 70.

MJ

Co ciekawe przestawały cieknąć ("pocić się") i połączenia spawane (CO). Muł z instalacji CO to załatwiał czy jakieś procesy w spoinie?

-----

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required