Nie zastanawialiście się nigdy, dlaczego po porażeniu silnym, stałym prądem człowiek nie odczuwa stałego przepływu, tylko szybkie (na "oko"
7-10 Hz) pulsowanie? Kilka razy w ciągu parunastu lat trzepnęło mnie z naładowanego kondensatora (ostatnio wczoraj - w dodatku między dwiema rękami...) i tak się zastanawiam - dlaczego nie stały przepływ, jak np. podczas rażenia języka delikatnym, małym prądem, tylko właśnie taka seria impulsów? Mięśnie zaczęły tak szybko pulsować zanim uwolniły się od prądu?
Pozdrawiam.