Pan Mateusz Viste napisał:
Dobroć jest tu pojęciem względnym. Zimą nosimy kurtki izolujące podobnie, co 7 mm styropianu -- i jest nam ciepło. Jednak chodzić, będąc przyodzianym w pół metra granitu, byłoby ciężko. Nie tylko w sensie dosłownym.
Ja bym powiedział, że bardziej *warunki cieplnie* niż temperaturowe. Domy kamiemme, jak i ziemianki czy inne nory, były chętnie budowane przez naszych praszczurów, gdyż mają łatwo zauważalne zalety. Da się w nich osiedzieć przez cały rok, z niewielkim ogrzewaniem lub zgoła bez niego. Jest może chłodno, ale w ubraniu idzie wytrzymać. Za to nie ma ryzyka, że człek zamarznie. Z drugiej strony, przy *stałym* dopływie energii z paleniska, można osiągnąć wewnątrz niemal dowolną temperaturę *powietrza*.
Tu po raz kolejny przytoczę definicję z mądrej książki, którą to definicję nasi przodkowe znali intuicyjnie: komfort cieplny, czyli odczuwalna temperatura, to średnia temperatury powietrza i temperatury ścian. Dlatego w pustej pałacowej komnacie trzeba nahajcować prawie do trzydziestki, żeby czuć się podobnie, jak we współczesnym domu.
Otóż dziadowie nasi zauważyli, że na ścianach należy wieszać jak najwięcej skór niedźwiedzich i baranich, dywanów perskich, arrasów czy też ludowych kilimów. Portrety przodków też mogą być. Bynajmniej nie zwiększy to ani trochę rezystancji termicznej ścian, temperatura będzie jaka była. Lecz przedmoity owe szybko osiągną temperaturę powietrza i dwadzieścia stopni w izbie będzie dwudziestoma stopniami w odczuciach.