To tak jak z pytaniem, czy herbata robi się słodka od wsypywania cukru,
> czy od mieszania.
niezupelnie, to tak, jakby zastanawiac sie, od ktorego momentu herbata jest za slodka i szkodzi na zeby ;)
Natomiast nie mam jasności
> co do tego, czy pozostawienie rozładowanego w 80 procentach ogniwa aż
> nastąpi całkowite samorozładowanie będzie miało ten sam skutek, co
> wypompowanie go do zera silnikiem samolociku.
Czy ten sam - nie wiem, ale oba beda szkodliwe. JEsli pozwolisz, zeby ogniwo samo z siebie zdechlo ponizej 2.5V ponowne ladowanie moze byc niebezpieczne i elektronika chroniaca ogniwo (o ile taka tam jest) powinna temu zapobiec (Znaczy rozladowaniu tak gleboko a jesli sie stalo - to ponownemu ladowaniu).
Natomiast nie odpowiem Ci, czy obie sytuacje (rozladowanie samoczynnie do 2.6V malym pradem vs. rozladowanie do 2.6 duzym pradem) beda mialy dokladnie ten sam mechanizm szkod i ten sam ich rozmiar.
Zgaduję (choć niezbyt dokładnie), że manifestuje się tu nierównomierność
> powierzchni elektrod. Są obszary, gdzie skończyła się chemia na elektrodzie,
> są też takie, które jeszcze dają prąd. [...] Jeśli większość powierzchni czynnej
> już czynna nie jest, to prąd ten musi zaspokoić pozostała mniejszość.
> No i nie daje rady. Nawet jeśli (z innych przyczyn) wzrośnie opór
> wewnętrzny, to przy tym samym obciążeniu (tą samą rezystencją) gęstość
> prądu na elektrodzie wzrośnie punktowo powyżej dopuszczalnej.
No to pisalem juz wczesniej, ze podejrzewam. Przy czym mysle, ze 2.5A pradu latarki moze byc juz szkodliwe. Zylowanie aku w modelu nie polega na rznieciu z niego non stop pradu do oporu, tylko na udarach. OK, moje pakiety sa 10x mocniej obciazone od Pszemola (2.2Ah obciazone 12A gdy jego maja 5.6Ah i 2.6A), ale jego lampa odcina znacznie pozniej, niz ESC odetnie mi silnik (8.5V vs.
10V). Stad nie ignorowalbym zjawiska i nie rznal lampy do zdechniecia. Marek