Czyli jak będziemy lecieć na Marsa, to nam amerykańce nie zawrócą zdalnie rakiety.
Z jednej strony niby dobrze, że coś tam robią. Ale zamiast dorabiać do tego smętną ideologię można powiedzieć , że po prostu chodzi o to, że jakoś jeżeli nie doganiać, to za bardzo z tyłu nie zostawać. A jak słyszę te argumenty to śmiać się tylko chce.