On 2018-11-14 13:56, Michał Jankowski wrote: (ciap)
Są tu tacy co czytali :-)
W.
On 2018-11-14 13:56, Michał Jankowski wrote: (ciap)
Są tu tacy co czytali :-)
W.
W dniu 2018-11-14 o 23:47, RoMan Mandziejewicz pisze:
Alojzy. Hammer, Heimer... jakoś tak...
P.P.
Nie jest tak, że wtedy zakłóca się też praca serca i to czuć?
Odczytywanie danych wyjściowych z pulsu brzmi przerażająco...
Użytkownik "Queequeg" snipped-for-privacy@trust.no napisał w wiadomości news: snipped-for-privacy@trust.no...
Trudno mi powiedzieć, może niektórzy mają. Powiem obrazoburczo, powinny być takie piloty. Ale używane jedynie, gdy naprawdę trzeba. A rzadko trzeba.
Czyli pewnie postawiło na sztywno wzmacniacz sygnału z głowicy/cewki odbiorczej/etc., z innej beczki, osobiście zetknąłem się z przypadkiem, że pole EM od lokalnej radiostacji było tak silne, że po dotknięciu palcem wejścia m.cz., zamiast brumu, miałem na wyjściu odbiór tejże radiostacji. Szczecinek, góra zakresu fal średnich, nie pamiętam dokładnej f w kHz., ZTCW, radiostacja już nie istnieje, chyba nawet masztu już nie ma, przynajmniej w GSV go nie widać, jest jakiś "pokurcz" wobec tamtego. Zlokalizowana była koło cmentarza miejskiego. To się nie dziwię, że taka bramka mogła udusić czytnik. Pozostaje chyba tylko stykowy...
Użytkownik "Mirek" snipped-for-privacy@null.dev napisał w wiadomości news:psi0t5$22s$ snipped-for-privacy@node1.news.atman.pl...
Bałbym się. Słuchawek, telewizorów, oraz, że magnes pana Stasia krawca przypadkowo rozfiksuje mi ustawienia i serduszko dostanie serię strzałów 150 bpm... Bałbym się bramek w sklepie, masztów GSM, wszelkich stacji nadawczych, złotówiarskiego CB z kaloryferem, itd... A o włączenie OTVC prosiłbym osobę postronną, hint - co się dzieje po włączeniu kolorowego telewizora CRT... I nie sądzę, żeby przy opanowanej już wówczas technologii RFID, technice cyfrowej, itd. nadal robiono to zwykłym magnesem i kapowano, czy puls sie klientowi nie rozjeżdża...
W dniu 15.11.2018 o 12:03, HF5BS pisze:
To raczej 50 laty temu może by było "na czasie". Ale w epoce już wówczas dobrze opanowanej komputeryzacji nawet wibratorów babom do cipy, to aż mi się wierzyc nie chce. Przecież, gdyby pacjent wpadł w obce pole magnetyczne, co jest nie takie rzadkie, to rozrusznik by się rozkalibrował i dowidzenia... a raczej witam panie grabarz... Z pulsu to lekarz czyta, ale, jeśli ma to robić automat, to musi mieć minimum choćby inteligencji, żeby było wiadomo, jak urządzenie - i pacjent rzecz jasna - reaguje na proces regulacji. Musi jakoś zwracać dane, musi jakoś zaalarmować, że coś sie dzieje, czy bateria się kończy, czy któryś impuls nie dochodzi do celu, itd. Musi być jakaś możliwość doładowania baterii... Żeby też jakieś chujowo zaprogramowane urządzenie nie zrobiło... ...Wrzućcie w google (bez cudzysłowów) hasło "rozrusznik serca burza elektryczna" i zobaczcie, jakie to może mieć niemiłe skutki. Programować to magnesem... bed ajdija... Do Mirka - szczerze watpię, aby 10 lat temu technologia rozruszników była aż tak uwsteczniona, mimo, ze juz 20 lat temu te urządzenia potrafiły więcej, niż (nie)reagować na magnes, nawet byy urzadzenia, które współdziałały w stymulacji serca i oddechu. Może dla jakiegoś pustelnika w dalekim eremie w głębi lasu, z ustabilizowanym życiem, to sztywne nastawy były by ok, bo tam nie było by nawet potrzeby czegokolwiek regulować, rano modlitewka, zebranie jagódek, w południe skromny posiłek, wieczorem kolacyjna z owoców runa leśnego i opluskanie się w pobliskim potoku, oczywiście, znów pacierz, da capo al fine... Ale, bateria wieczna nie będzie i raz na jakiś czas, to trzeba będzie sprawdzić, czy układ sie nie sypie.
A nawet stosowali :) Jak była nauka w szkole i się sprawdzało czy telefon działa (Tulipan mu chyba było OIDP), to się to logatomami przedzwaniało. A w danych fabrycznych nawet było "wyrazistość logatomów 75%" (i zwykle koło tej wartości oscylowała w różnych typach). W tym przypadku były to "wyrazy" 5-literowe, jednosylabowe, oczywiście, bez sensu, spróbuję sobie przypomnieć parę... na razie tylko dwa mi się kołaczą... PLARK, KRARP... Czytało się z tabelki, a druga strona zapisywała, chyba tak... Ale po 30 cyrkebałt latach trudno już to dobrze pamiętać. Rzecz się działa w ramach tzw. "warsztatów". To się wydaje, że aparaty to była gównoskładanka, ale w Radomiu naprawdę mieli cały lab do badania tego. Osobiście widziałem. Lutowanie płytek oczywiście na fali, a lutowie co jakiś czas było rafinowane, czy jak to nazywali, żeby oczyścić z fuzli i rozpuszczonej miedzi. Też widziałem linię lutującą. Nie pamiętam, czy były babki, które to ręcznie dopieszczały. Na logatomy dla każdego aparatu nie było czasu, to lab akustyczny przedzwaniał. Jak pozytywnie - szło do sprzedaży.
Kiedyś miałem podobnie, ale bez palca. Nie wiem, co się wtedy stało (to były lata 90-te), ale z wzmacniacza na LM386 wyszedł mi odbiornik RMF FM.
Albo żelazko.
Tata zmarł prawie dokładnie 10 lat temu. Na raka. Kilka lat wcześniej miał założony rozrusznik serca, bo dostał bradykardii czyli w uproszczeniu serce mu biło wolniej niż powinno. Jeździłem z nim na przeglądy tego rozrusznika i mi dokładnie opowiadał jak to się odbywa.
W sumie miło by mi było się teraz dowiedzieć, że wymyślił dla mnie tą bajeczkę z magnesem i odpowiadaniem biciem serca :D
W sklepie? Dla babiny, która kupuje 10 bułek, mleko, kiełbasę i kartą płaci? Nie przejdzie, zwłaszcza, ze płaska...
Przykro mi...
Ja mam wrażenie, że jako magnes, został nazwany port (RFID?), między urządzeniem, a programatorem. W pulsie lekarz pewnie rozpoznawał, czy załamki Q/R/S miały właściwy kształt i przez port zapewne korygował ustawienia, aby pobudzać serce we właściwym momencie. Łatwo jest coś spitolić, trudno może byc odkręcić. Nie wiem, czy mnie nie czeka taki aparat, epizody paskudnej arytmii, aż do zatrzymania pompki włącznie, ale na razie mniej-więcej wiem, jak tego unikać.
Myślę, że raczej tak ci opisał, jak to widział, co zaobserwował. Ile razy np. karta chipowa w przychodni była nazywana kartą magnetyczną, ile razy zetknąłem się z nazwaniem karty z wyłacznie nawet paskiem magnetycznym, kartą elektroniczną... to nie zliczę. Coś, jak dzisiejsza, paskudna maniera wręcz zamiany biernika z dopełniaczem, już nawet redachtóry w telewizorni tak gadają...
Użytkownik "BQB" snipped-for-privacy@spamowy.com.invalid> napisał w wiadomości news:psjk2u$i36$ snipped-for-privacy@node1.news.atman.pl...
Lepiej, ale nie z tego powodu. Arytmia mi akurat dziś nie dokucza. A zresztą, nie miałem na myśli jakichś patologocznych sytuacji. Chodziło mi o życie codzienne, gdy pacjent np. pójdzie sobie po bułkę i mleko, i na bramce w sklepie stanie mu sie kuku, bo się "rozmagnesowało". Póki jakiś wpływowy mafioso nie ucierpi, czy ważny polityk, to się będą z tym jebać, aż komuś się wiater koło dupy zrobi i to nie jego własny.
W dniu 15.11.2018 o 22:57, HF5BS pisze:
Niezależnie na jakiej zasadzie ta regulacja działa, to zapewne tylko w pewnym, bezpiecznym zakresie.
Trochę wyjaśniono jak działa szumidło:
Cytat:"z "szumidła" wydostaje się szum o określonych parametrach, który paraliżuje przetwornik akustyczno-elektryczny, czyli mikrofon.
- Mikrofon po prostu przestaje nagrywać nasz głos - wyjaśnia".
Ale to nadal nie tłumaczy przyczyny nie nagrania obrazu przez ukrytą kamerę.
W dniu 2018-11-16 o 08:19, Marek pisze:
I pytanie czym telewizja nagrywała ten reportaż - ziemniakiem? Bo na ich mikrofon wszystko się nagrało, więc albo to szumidło to lipa, albo tylko udawali jego użycie i materiał jest zmanipulowany. Druga kwestia to kawałek rozmowy ze stenogramu, gdzie gospodarz mówi o wizycie służb od zagłuszania i tekście w stylu: telewizja z drugiej strony placu sieje tyle że to już samo w sobie zagłusza (piszę z pamięci). Możliwe że blokowali fale EM (jako ochrona przed pluskwą z nadajnikiem i długotrwałym podsłuchem) a fale akustyczne nie były zagłuszane. Dlatego tanie gadżety z CE padły od zakłóceń, a analogowy dyktafon dał radę.
I to słuszne podsumowanie całości.
Przypominam o sytuacji sprzed kilku miesięcy podczas przesłuchania komisji śledczej ds Amber Golf. Przesłuchiwano Agentkę ABW przez urządzenie zniekształcajace głos. Ktoś coś źle skonfigurował i efekt był taki, że było słychać dwa głosy: zniekształcony oraz po nim powtórzony oryginalny. Trzeba było 15min by ktoś się zorientowal i przewracał przesłuchanie gdy cała Polska usłyszała prawdziwy głos agentki.Komisja wysłała pismo do ABW w celu wyjaśnienia sprawy i czy doszło do ujawnienia tożsamości. W odpowiedzi dostali, że nie doszło (!!). Komentarz posła Zebaczynskiego "ja tego głosu nie zapomnę do końca życia" :))
Użytkownik "Piotr Dmochowski" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych:5bee8b1c$0$502$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl...
Troche nie wypada prezesa banku przeszukiwac dokladnie, jak jakiegos przestepce.
J.
W dniu piątek, 16 listopada 2018 11:54:23 UTC-6 użytkownik J.F. napisał:
Oj tam. ja bym go przetrzepal. Jak przestepce :)
Nie wiem czy ktoś wkleił, bo nie przeglądałem całego wątku:
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required