Pan Adam napisał:
W takim razie tytułowy problem staje się jeszcze bardziej niejasny. Przy pociągnięciu prędzej wypnie się wtyczka tego drugiego przedłużacza (chyba że ktoś zwiąże oba kable -- ale po co miałby to robić?). Sto metrów kabla w ogrodzie przy koszeniu nigdy nie biegnie idealnie po linii prostej, przy pociągnięciu będzie się on prostował, a trawa czy chabazie, wśród których leży, pochłoną znakomitą część energii. Nie wiem jak mocno by trzeba szarpać, by siła dotarła do samego gniazdka.
To nie tak, że sie czepiam. Po prostu nie umiem sobie tego problemu wyobrazić. Poczynając od tego, co zauważyłem na początku, czyli samej możliwości wyrwania normalnie obstalowanego w ścianie gniazdka (w gomułkowskim mieszkaniu, w którym się wychowałem, bakelitowe kontakty wyskakiwały ze ściany od samego patrzenia, ale to co innego).