Pan janusz_k napisał:
Ale czy taki hyundai będzie grał na przykład w citroenie?
Pan janusz_k napisał:
Ale czy taki hyundai będzie grał na przykład w citroenie?
W dniu 2015-12-21 o 22:54, Jarosław Sokołowski pisze:
Ileż to ja rzeczy nie po-wymyślałem! Niektóre już ktoś jednak robił, ale były i takie, że nikt, niektóre do dziś! Nachodzi mnie tak co kilka tygodni, że pomysł mi się lęgnie całkiem świeży. No ale pełny patent krajowy to wydatek kilkunastu tysięcy - nie wysupłam. Gdybym miał jakąś tam sumkę na "rozruch" to bym zaczął się ścigać z Edisonem! No ale on jest raczej nie do przeskoczenia, wszak: "Dorobek założonych i administrowanych przez niego laboratoriów to ponad 1000 patentów" - {za Wikipedią} ale to dzięki istnie "przemysłowej" ich produkcji: "Zorganizował w Menlo Park pierwszy na świecie instytut badań naukowo-technicznych" - {tamże} No, ale może by mi się udało przeskoczyć inną "wynalażczą sławę", Aleksandra Łodygina?
W dniu 2015-12-21 o 22:43, Jarosław Sokołowski pisze:
Ja tam uważam, że o "sknerstwo" obwiniają innych tacy, co to mają milion pomysłów na to, jak pieniądze wydać, a żadnego - jak by je (w odpowiednich do tego ilościach) *zarobić*! I na swego bogatego (bo: zaradnego!) wujka psioczą, że "nie daje"! No i w ogóle: mógłby już wyciągnąć kopyta, i zostawić nam w spadku... A za taki zakup toi Ci się oklaski należą, ot co.
No, to jednak żeś dał ciała. Kajecik poproszę, pałę wpisać muszę...
W dniu 2015-12-22 o 21:44, Jarosław Sokołowski pisze:
A dlaczego nie? radio z UKF-em jest? gniazdo zapalniczki jest? To chyba wszystkie warunki które musi spełniać auto aby toto grało :)
W dniu 21.12.2015 o 20:21, snipped-for-privacy@gmail.com pisze:
bardzo typowe urządzenie za grosze. Np.
W dniu 2015-12-22 o 19:41, Kris pisze:
Był kiedyś dowcip - ale zbyt długi, aby go przytaczać w całości. Jednak sprowadzało się do "nagrody dla sprzedawcy miesiąca" w sklepie turystyczno-sportowym. Szef dał ją pracownikowi, bo usłyszał jego rozmowę z klientem, od chwili, gdy ten chciał kupić wędkę. Sprzedawca zaczął go wypytywać, czy nie potrzebne mu będą inne elementy wyposażenia (wędkarza): - A łódkę pan ma? (kupił!) - Silnik do łódki? (kupił!) No i szef mówi, że nagroda się należy, bo klient inaczej wyszedłby ze sklepu z głupią wędką, za 250 zeta! A na to sprzedawca: - on przyszedł po tampaksy dla żony, za 7,50 - no to go spytałem, czy by nie pojechał na ryby, skoro chwilowo z żony żaden... hm: pożytek?
Natomiast towary najtańsze, na które polują głównie emeryci - przy samej podłodze! a przecież staruszki pełzać po niej nie mogą...
A to się nazywa "sprzedaż impulsowa"! Że gdy tak stoisz w kolejce do kasy, i patrzysz na różne atrakcyjne (i zazwyczaj mocno nad-cenione!) towary - to pod wpływem irracjonalnego "impulsu" właśnie - kupujesz jakieś tic-taki które Ci są na plaster...
Kolejny "myk", to ciągłe "przemeblowania", w których nawet obsługa pomocnicza się gubi. Kupujesz zawsze taki sam (bo ja wiem?) olej, mąkę, ser, czy cokolwiek - ale patrzysz, a na dawnym miejscu - nie ma! To zaczynasz "zwiedzać" sklep, i natykasz się na produkty, które tak ładnie wyglądają! I jest ich zatrzęsienie, no to w końcu skusisz się na jakieś, co to tak z ręką na sercu - wcale nie chciałbyś ich kupić!
Święte słowa! patrzyłem w saloniku T-mobile, czy warto coś wziąć "na abonament" w promocji za ową złotówkę, czy na innych zasadach. Zawsze i nieodmiennie było tak, że *o_wiele* bardziej opłacało się dany telefon kupić za gotówkę!
Ciekawe, że "na Grupach" jakoś niewiele kryptoreklamy - najwyraźniej decydenci uznali, że tu jest za mały "target"...
W dniu 2015-12-22 o 02:45, PiteR pisze:
Oł, Dżizus...
W dniu 2015-12-22 o 22:21, t-1 pisze:
No, wygląda baaardzo dobrze, no i cena raptem 24,59 zł Natomiast wcześniej był link do czegoś, co wyglądało (raczej) na prostsze, chyba bez pilota? A cena była ca 3* większa! Chyba ten gadżet klasyfikuje się na prezent, przeznaczony dla kogoś, kto ma (tylko) starego typu radio, czy to w samochodzie, czy w domu... Myślę, że kupię, bo dla brat będzie jak znalazł!
Użytkownik "JaNus"
...
A to się nazywa "sprzedaż impulsowa"! Że gdy tak stoisz w kolejce do kasy, i patrzysz na różne atrakcyjne (i zazwyczaj mocno nad-cenione!) towary - to pod wpływem irracjonalnego "impulsu" właśnie - kupujesz jakieś tic-taki które Ci są na plaster...
Pan janusz_k napisał:
Kiedyś robiłem coś dla Hyundaia (w Warszawie), tego od samochodów. Miała przyjechać wizytacja (z Seulu) -- tuż przed ktoś zauważył, że na monitorach są niekompatybilne napisy "Daewoo". Wydrukowali na drukarce laserowej nalepki "Hyundai" i zakleili nimi te niedobre. Dopiero wtedy sprzęt komputerowy zaczął spełniać wszystkie warunki.
Użytkownik "JaNus" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych:5679c44a$0$22844$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl...
No ba, trzeba dac klientowi szanse na poznanie oferty sklepu.
Ale
-wcale nie takie czeste - czyzby im wyszlo, ze jak sie za czesto zmienia, to klient idzie do innego sklepu,
-Lidle w Polsce sie ujednolicaja, rozklad podobny w roznych sklepach.
Z tym "o wiele" to roznie bywalo, ale owszem - od lat sie to raczej nie oplaca ... choc zalezy od zapotrzebowania na internet, minuty itp.
J.
Użytkownik "JaNus" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych:5679bc6f$0$678$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl... W dniu 2015-12-21 o 22:43, Jarosław Sokołowski pisze:
Zalezy co te mapy warte i jak dlugo potrwa "dozywocie" :-)
J.
W dniu 2015-12-23 o 10:04, J.F. pisze:
No cóż, moja (oczywiście subiektywna) ocena nawet niekoniecznie musi wynikać z tego, że mój pobliski market sieciowy - jest pod tym względem jakoś bardziej od innych upierdliwy, ale głównie z faktu, że mam zapewne wygórowane oczekiwania: żeby zawsze trafiać w te "swoje" towary jak po mapie / sznurku. I gdy po kilku... latach *utrwalania* przyzwyczajenia - ni z tego, ni z owego jakiś mój ulubiony sok porzeczkowy zamienia swe miejsce z coca-colą, to moja irytacja jest najwyraźniej większa, niż Twoja (w podobnym przypadku).
Poza tym nie lubię być ganiany od stoiska do stoiska / regału - w poszukiwaniu czegoś, co *powinno* być w całkiem innym miejscu. Ani "sprytnie nakłanianym" do kupienia czegoś, co w domu na chłodno ocenię jako mało raczej potrzebne. Jednak moja ocena jest na pewno prawidłowa, jeśli chodzi o możliwość "zasięgnięcia języka" u personelu w tym "moim" markecie: między regałami widać kogoś z obsługi tylko wtedy, gdy coś tam pracowicie układa. No a ja mam tak, że ludziom zajętym przeszkadzać nie lubię! No ale pytam, gdzie przenieśli np. gorzką czekoladę (nota bene sprzedawaną pod marką tegoż sklepu), a ta / ten pracownik robi okrągłe oczy. No znów przesadzam: jednak gdzieś w 85% wypadków - wiedzą gdzie mnie skierować. Ale te paręnaście, nnno - może tylko kilka % - nieodmiennie mnie irytują.
No i tak w związku z tym wymyśliłem sobie, aby takiej informacji można było zasięgnąć via telefon: czy to głosowo, czy też SMS-owo. A już najlepiej: internetowo! Warto zauważyć, że wtedy znaczną część roboty wykonywałby wtedy komputer + jakiś baaardzo sprytny soft. Natomiast niezbędny wszak support w postaci człowieka - nie musiałby nudzić się w tych momentach, kiedy nikt o nic nie pyta: mógłby w tym czasie wykonywać na kompie jakieś "prace porządkowe", czy co tam jeszcze da się robić nie-w-czasie-realnym... Czyli taką robotę, którą można w dowolnym momencie zawiesić, i wrócić po chwili, czy dwóch, bez szkody dla tego uzupełniającego zajęcia.
A zobacz, jak taki pomysł można skonsumować w powiązaniu z tym, co opisałem powyżej: jeden pracownik mógłby obsługiwać wtedy więcej niż jeden sklep! Wzrosła by wtedy "elastyczność reagowania". Ale nawet gdy w którymś sklepie rozkład towaru jest inny, to komp przecież mu wyświetlić może "mapę" każdego sklepu osobno. Tylko trzeba do tego ponumerować regały bardzo "dogłębnie" - z dokładnością co do przegródki! I wtedy na pytanie "gdzie jest ryż Uncle Ben" - pada odpowiedź: alejka 3, po prawej (czy lewej), panel 5-ty, "piętro" 4, przegródka 6... A co do Lidlów, tego ich ujednolicenia - to jeśli nie przymierzają się do tego, co ja tu opisałem - no to po co? Przecież "target" ludzi, którzy robią znaczące zakupy w coraz to innym mieście - jest zaniedbywalnie mały! No ale *czemuś* to chyba służyć będzie...
Pan J.F. napisał:
Używam, nie narzekam, więc warte. Mimo że mapa nie z tych najbardziej popularnych, to bardziej mi pasuje od tych znanych (i droższych). Ale może skoro tak tanio sprzedają, to potrzebują na świątecznego karpika i koniec ich żywota bliski? Mniejsza o to -- kolejne aktualizacje nie wydają się być bardzo istotne. Wszystko wskazuje na to, że teraz już nie będzie się budowało nowych dróg, a zamiast tego będzie walka z Trybunałami i innymi przedstawicielami Układu.
JaNus pisze tak:
No co? Miss Swiata też w środku składa się z poplątanych rurek :)
W dniu 2015-12-22 o 22:02, JaNus pisze:
Żeby nie grał nieczysto (przeciw Tesli) i nie był upartym (w negatywnym sensie) draniem (prąd stały), to byłby naprawdę ciekawy człowiek.
W dniu 2015-12-23 o 22:47, Adam pisze:
Bez dwóch zdań: jego wręcz nieprzeliczone zasługi wielokroć przeważają nad grzeszkami. Warto o tym poczytać, choćby w Wikipedii. Ale pójdę inną drogą: złą sławę przyniosło mu to, że jego postawa była odmienna od "etosu" badacza-dżentelmena, co to "wszystko na chwałę nauki", dobra ludzkości, i szacunku u potomnych. Tak się utarło od czasów antycznych myślicieli - ojców tego, co po raz pierwszy w dziejach można wreszcie było nazwać Nauką (w miejsce magii, czy jakiejś "wiedzy tajemnej"). Greccy filozofowie zapoczątkowali coś, co w innych miejscach i czasach - było nie do pomyślenia: jawność nauki! A nawet poszli dalej: oni wprowadzili zwyczaj, aby ona była więcej niż "jawna", ona być miała odtąd wręcz *ostentacyjna*! Czyli uprawiana tak, aby z jej wynikami (i płynącymi stąd korzyściami) zapoznać się mogli wszyscy, a nie, jak to było dotąd: wybrańcy, wtajemniczeni, a do tego "zaprzysiężeni" (zobowiązani do zachowania tajemnicy). To był zwrot w dziejach ludzkości, i de facto początek *prawdziwej* Nauki. Można by to określić jako postawę szlachetną - natomiast Edison odchodzi od takiego "arystokratycznego" podejścia, i prezentuje iście *burżuazyjne*: on chce na uprawianiu nauki (co za hańba!)... zarabiać! (zwrócę uwagę: nauki, przez małe "n"). Taki merkantylny stosunek nie miał szansy na budzenie u innych wielkiego szacunku, nawet w Ameryce, gdzie przecież panowało powszechne i głębokie przekonanie, że "za dobrą pracę, należy się dobra płaca".
Owa postawa Edisona (jak ją określam: "burżuazyjna") była znakiem nowych czasów, które dopiero miały nadejść. Warto w tym aspekcie wspomnieć o dokonaniach innych, niż sama tylko wynalazczość: założył on czasopismo naukowe "Science", należące do dziś do najbardziej prestiżowych na świecie. Ponadto dla celów jak najbardziej "dochodowych" założył pierwszy na świecie instytut badań naukowo-technicznych, istną "fabrykę patentów" (czy raczej: pomysłów, które patentowano, i z tego tytułu czerpano dochody). Współczesne mu pięknoduchy (a i późniejsi "oceniacze") mieli mu za złe, że (można by tak powiedzieć) "prostytuuje" naukę, lecz dziś chyba nie powinniśmy mieć złudzeń: im większa firma (wielka i bogata, bo... dochodowa!) - tym większy odsetek swych pieniędzy przeznacza na prace badawczo-rozwojowe, a to nie dla sławy, lecz jak najbardziej "przyziemnych" - korzyści! Chyba tylko dureń mógłby przeczyć temu, iż skutkuje to fantastycznym postępem technologicznym, który nie ma choćby tylko trochę - zbliżonego odpowiednika w całych dziejach ludzkości. Postęp wymaga nakładów na badania, i to dużych! Ale często-gęsto "stopa zwrotu" jest (nomen omen)
*zawrotna*. Acz oczywiście nie każdy rozpoczęty i kosztowny program badawczy - kończy się sukcesem...Dlatego to, co krytycy-pięknisie u Edisona piętnują - należy mu uznać jako *zasługę*! Że wskazał kierunek rozwoju nauki (małe "n") ale i po trosze Nauki. I jeszcze tak BTW.: Obserwować można jakąś maniakalno natrętną psychozę w krytykowaniu zysku. Nie będę opisywał milionów przykładów tegoż, licząc na inteligentną domyślność czytelnika. Sprowadza się to w ogólności do tego, że opluskwia się tych, którzy duże zyski osiągać *potrafią*. - podkreślam to ostatnie, bowiem rzecz w tym, iż jest to umiejętność rzadka, i jako taka jest *nagradzana* (przez obiektywne prawa niezakłamanej ideologicznie ekonomii). I powinien temu towarzyszyć podziw, natomiast od czasów zatrucia mózgów przez Marksa - powszechna stała się zawiść, przyjmująca formy polowania z nagonką. Mówi się: - zysk jest "be"! Ale tylko wtedy, gdy to chodzi o *cudzy* zysk! Czy ktoś z Was odczuwa wstręt w przypadku osiągnięcia *przez siebie* - sporego zysku?? polecam czytać niniejszy akapit w kółko - dotąd, aż w końcu dotrze, jak bardzo trujący jest *nie* kapitał, lecz "Kapitał"!!
Użytkownik "BaSk" <piszcie.sobie.n@berdyczow> napisał w wiadomości news:567b615f$0$649$ snipped-for-privacy@news.neostrada.pl... (Edison)
Ale to też jest trochę tak, jak z łyżką dziegciu w beczce miodu. Cóż, że miodu jest o kilka "oczek" więcej?
Dopóki kasa mu nie zapachniała (w czym samym, jako takim, nie ma nic złego, dopóki, jak to mawia(ła) młodzież, nie przegnie się pały), to można było podziwiać potęgtę umysłu.
Może to teraz się wreszcie porządniej odkrywa. Za moich czasów szkoła traktowała to tak, że Nie daj Bóg wiedzieć więcej (zwłaszcza, niż Pan(i))...
...bo... streśćmy to tak, że można było być szykanowanym. Najłagodniejszym przezwiskiem było "kujon".
Jak napisałem, IMO nie ma nic złego w takim zarabianiu, o ile nie przegnie się pały. Choćby po to, aby badacz miał za co kontynuować swoje działania.
Z "dymaniem" to wiadomo, płacisz, kilka|naście|dziesiąt|itd. razy wkładasz, wyjmujesz, finalizujesz to budyniem, płacisz, gudbaj. W sumie co w tym złego, ruchnąć, zapłacić, ok. Ale jak to w takich układach, nawet, jeśli klient chce pojebać, jest ktoś, kto mu pardon "da", obie strony zadowolone, bo jedno dostało usługę, a drugie zapłatę, tylko, że niestety, czasem przy takich akcjach dostaje się także tzw. "promocję", niekoniecznie chcianą.
Wiadomo, to kosztuje i nikt z nas temu nie przeczy. Czasem tylko ma się wrażenie, że niektorzy idą wg zasady "po nas choćby potop".
Jak to badania.
Jak na razie jedyne, co mógłbym skrytykować, to "wyruchanie" Tesli. Resztę zarzutów, jak się z nimi konkretnie zapoznam. Nawet Hitler nie był do końca zły.
Nawet Emilowi R. nie chodzi o to, by SM nie karała z fotoradarów, lecz o to, by robiła to po pierwsze tam, gdzie naprawdę trzeba, po drugie, aby robiła to zgodnie z prawem.
ACMM-033 napisało:
Ależ to by było najwyżej wynalezieniem diody! Do triody jeszcze trochę brakuje. Przy okazji ciekawa zbieżność -- tak Nikola Tesla, jak i Lee de Forest, urodzili się w rodzinach księży. Pierwszy prawosławnego, drugi protestanckiego.
W dniu 2015-12-23 o 18:30, PiteR pisze:
Ale jakie opakowanie mają :)
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required