Aparat EOS 600D, zasilany z baterii (na zasilaczu sieciowym też efekt występuje, mam wrażenie że nawet trochę bardziej). Podłączony zewnętrzny mikrofon elektretowy (mikrofon dobrej jakości, choć z najtańszym jest to samo, ani lepiej ani gorzej).
Gdy nagrywam filmy, słyszę brum sieciowy. Skądś zbiera. Na wbudowanym mikrofonie nie zbiera. Aparat jest na statywie przy biurku, obok jest lampa, jakieś inne urządzenia na 230 V (choć nic nie pobiera jakichś dużych mocy). Jak "włączę biurko" (czyli zasilanie gniazdek, mam do tego osobny wyłącznik) to brumi bardziej, ale jak jest wyłączone to też brumi. Skądś zbiera.
Brum nie zmienia się, gdy ruszam mikrofonem lub jego kablem, ale zmienia, gdy ruszam aparatem. Czyli to aparat zbiera.
I teraz co ciekawe -- jak dotykam masy aparatu, to brum znika.
O co tu chodzi? Czemu on się tak zachowuje lub jak to bliżej zdiagnozować? Jest na to jakieś rozwiązanie inne niż zbudowanie preampa / buforu (chciałem zbudować taki o możliwie niskiej impedancji wejściowej, nawet za niskiej, zwiększając trochę szumy kosztem pozbycia się brumu), albo nagrywanie z opaską ESD podpiętą do aparatu?
Uziemienia tu nie mam (układ TN-C), a podpinać aparatu do PEN w gniazdku nie chcę. Jest kaloryfer (i plastikowe rury), jest metalowy parapet za oknem, więc słabo. Jedyne co, to jest metalowa rura od gazu, ale do niej też nie chcę się podpinać (poza tym musiałbym ciągnąć z 10 metrów przewodu, w którym pewnie wszystko i tak pięknie by się indukowało).
Macie pomysły?