Sprobuje troche odkrecic. Cwierc wieku temu poszedlem na swoje pierwsze zajecia ze studentami na PWr. Drzalem przed dociekliwoscia studentow, a w szczegolnosci ich ewentualnymi pytaniami. Po moim wstepie podszedl do mnie delikwent z wyraznym zamiarem zapytania mnie o cos. Sprezylem sie maksymalnie oczekujac koniecznosci zmierzenia sie z niezwykle trudnym zagadnieniem. Pytanie brzmialo: "jak nalac roztwor z butelki do probowki? "... (jestem chemikiem, byly to zajecia laboratoryjne). Autentyczne.
Pozdrawiam, Pawel