W dniu 2016-10-03 o 12:26, HF5BS pisze:
Tak jakoś się składa, że i wśród znajomych czy przyjaciół rodziny, jak i w samej rodzinie było trochę przedwojennych inżynierów. Piszę było, bo już zostało tylko kilka osób żyjących. Można z nimi było porozmawiać (i można z tymi, którzy nie chorują mocno) na każdy temat związany z ich dziedziną. Przykładowo: daję komuś jakieś jabłko, ten zakłada binkle, partrzy i po chwili mówi, co to za odmiana. Tu uwaga: "klasycznych" odmian w Polsce jest kilkadziesiąt, z czego zostało kilkanaście. Mniej znanych było kilkaset, do tego od lat 60-tych przyszło co najmniej kilkadziesiąt nowych. To z reguły nie przeszkadza pytanemu wskazać, co to za odmiana (nazwa polska, regionalna i łacińska) oraz opowiedzieć o genezie i innych aspektach danej odmiany. Z inżynierem technicznym można porozmawiać i o liczeniu wytrzymałości przęseł mostu kolejowego, i o liczeniu statycznego jak i dynamicznego stopnia sprężania w silniku spalinowym. Ale taki przedwojenny inżynier równie dobrze wyliczy energię z wtrysku CR, jak i scałkuje przebieg z oscyloskopu.
Co najważniejsze: nie nusi sięgać do źródeł, ma to w głowie. Owszem, z racji wieku czasem się zastanawia, czasem coś zapomni - zwłaszcza, gdzie zostawił/zostawiła okulary ;) ale powoli wykona zadanie.